Mistrzowie NBA nie mają wiele czasu w świętowanie. New York Knicks zdobyli tytuł, ale Philadelphia 76ers odpowiedzieli wielkimi ruchami i zebrali skład, który od pierwszego dnia będzie pod ogromną presją. Jalen Brunson przyznaje jednak, iż nie potrzebuje zewnętrznej motywacji. Wystarczy, iż zbliża się nowy sezon.
Jalen Brunson był gościem podcastu Road Trippin’, prowadzonego przez Richarda Jeffersona, Kendricka Perkinsa, Channinga Frye’a i Alli Clifton. Jedno z pytań dotyczyło tego, co czują obrońcy tytułu, gdy w tym samym czasie ich najgroźniejsi rywale wzmacniają skład.
W przypadku Knicks trudno było uniknąć tematu 76ers. Do zespołu z Filadelfii dołączyli LeBron James, Jaylen Brown i Anfernee Simons. Na papierze Sixers wyglądają jak drużyna zbudowana po to, by jak najszybciej odebrać mistrzom koronę.
Brunson: motywacja jest zawsze, ale wraca głód
Prowadzący zapytał Brunsona, czy takie transfery dają mu dodatkowy impuls. Czy po zdobyciu mistrzostwa nie pojawia się myśl, iż teraz trzeba wracać do pracy jeszcze szybciej, skoro inni już próbują zbudować zespół zdolny pokonać Knicks?
Rozgrywający odpowiedział spokojnie. Nie chciał mówić o motywacji, bo – jak zaznaczył – ona jest w zawodniku przez cały czas. jeżeli grasz o najwyższe cele, nie potrzebujesz kolejnego nazwiska w konferencji, żeby wiedzieć, po co pracujesz.
Jednocześnie przyznał, iż przerwa wakacyjna ma swój rytm. Najpierw przychodzi odpoczynek i możliwość celebrowania sukcesu. Potem pojawiają się kolejne transfery, przecieki z obozów rywali, a w końcu terminarz. I wtedy koszykarz zaczyna już wyobrażać sobie konkretne mecze.
– Właśnie wtedy wraca głód gry – przekazał sens swojej odpowiedzi Brunson.
Gwiazda Knicks zdradziła, iż po mistrzostwie świętowała przez około 2,5–3 tygodnie. Punkt zwrotny nastąpił, gdy dowiedział się o konieczności operacji. Od tamtej chwili – jak sam opowiadał – całkowicie przestawił się na pracę i przygotowania do kolejnego sezonu.
„Trzeźwiący” sygnał dla mistrzów
W studiu padło też porównanie do sytuacji, gdy Kevin Durant w 2016 roku dołączył do Golden State Warriors. Mistrzowska drużyna może przez chwilę cieszyć się sukcesem, ale liga nie stoi w miejscu. Rywale analizują jej słabości, szukają odpowiedzi i próbują ją przeskoczyć.
Jeden z prowadzących określił takie transfery jako „trzeźwiący” sygnał. To moment, w którym mistrzowie przypominają sobie, iż zdobycie tytułu nie daje żadnej ochrony przed następnym sezonem. Wręcz przeciwnie: każdy będzie chciał ich pokonać.
To szczególnie ważne w przypadku nowych 76ers. Samo zebranie LeBrona Jamesa, Jaylena Browna, Joela Embiida i Tyrese’a Maxeya nie gwarantuje sukcesu. Trzeba jeszcze znaleźć role, podzielić odpowiedzialność i przetrwać miesiące, w których każda porażka będzie opisywana jako dowód, iż ten projekt nie działa.
Knicks też nie mogą żyć wyłącznie wspomnieniem mistrzostwa. Odpowiedź Brunsona sugeruje jednak, iż w Nowym Jorku nikt nie zamierza spocząć na laurach. Głód wraca, a wraz z nim zaczyna się prawdziwa obrona tytułu.

1 dzień temu














