Legia Warszawa najwidoczniej wciąż wierzy, iż uda się jeszcze jakimś cudem załapać do europejskich pucharów i zarobić w ten sposób trochę pieniędzy. Wierzyła w to przynajmniej podczas negocjacji w zimowym okienku transferowym. Spadek? Jaki spadek, człowieku. Wojskowi mieli negocjować zapłacenie za ofensywnego piłkarza pieniędzmi… z rozgrywek europejskich. Czyli tych, do których trzeba się najpierw dostać, co w sytuacji klubu ze stolicy brzmi niedorzecznie.
Legia zrobiła w zimowym okienku tylko dwa transfery – sprowadziła bramkarza Otto Hindricha, który i tak na razie jest tylko rezerwowym, a w poszukiwaniu napastnika skierowała swój wzrok na świetnie spisującego się w pierwszej lidze Rafała Adamskiego. Z tym też wiąże się kuriozalna historia, ale o tym za chwilę…
Legia chciała zapłacić pieniędzmi, których nie ma
Jak ujawnił Piotr Wołosik w programie „Ofensywni”, Legia chciała w zimowym okienku transferowym sprowadzić innego napastnika, ale nie płacić za niego od razu.
– Legia Warszawa rozglądała się za wzmocnieniami tej zimy. Próbowała sprowadzić ofensywnego piłkarza, jednak podczas rozmów zaznaczała, iż nie ma pieniędzy, ale zapłaci pieniędzmi, uwaga, z udziału w pucharach. W Pucharze Polski też nie ma Legii. To jest po prostu już naprawdę… Błazeństwo w tym klubie osiągnęło takie szczyty. Tabeli nikt nie ma przy Łazienkowskiej? – powiedział ironicznie Piotr Wołosik.
Ta transakcja oczywiście nie doszła do skutku. Legia będzie więc musiała sobie radzić z Miletą Rajoviciem, Antonio Colakiem oraz Rafałem Adamskim, będącym jesienią rewelacją pierwszej ligi. Napastnik Pogoni Grodzisk Mazowiecki zanotował 11 goli i osiem asyst (Transfermarkt pokazuje 10 asyst, ale dolicza też wywalczone rzuty karne zamienione na bramki, a takich były dwa) w jednej rundzie. To naprawdę rewelacyjny wynik, ale warto mieć na uwadze, iż wcześniej ten piłkarz nie przebił się w Zagłębiu Lubin.
Z tym Adamskim to też były niezłe cyrki. A dokładniej z ceną za tego piłkarza. Początkowo padała kwota 100 tysięcy euro, ale okazało się, iż wcale tyle nie kosztował, tylko przynajmniej dwa razy mniej. Marek Wawrzynowski w tym samym podcaście „Ofensywni” opowiedział co nieco o kulisach tego transferu:
– Tego napastnika z Grodziska Adamskiego oni chcieli kupować w trzech ratach po 40 tysięcy złotych. Ludzie. Tamci odmówili i wtedy Legia groziła…
Na Weszło także pisaliśmy o tym transferze:
„Legia Warszawa najpierw Rafała Adamskiego chciała, potem stwierdziła, iż za bardzo się ceni, żeby na koniec – po tym, jak najdroższy piłkarz w historii klubu, którego dopiero co kupili tylko się pogrąża – jednak Adamskiego sprowadzić”
Transfer napastnika jako symbol rozkładu i beznadziei Legii
Legia w pewnym momencie uznała, iż cała ta transakcja będzie po prostu za droga i temat był, ale gwałtownie się urwał. Uznała, iż wymagania finansowe strony zawodnika są zbyt wygórowane. Wróciła do tematu jednak, gdy nie udało się żadnego sensownego napastnika na rynku pozyskać.
Wciąż najważniejszym transferem pozostaje Marek Papszun i to głównie na nim Legia zamierza zbudować wynik.
CZYTAJ WIĘCEJ O LEGII NA WESZŁO:
- Legia przeprasza za filmik z zupką. „Wyciągniemy wnioski”
- Żewłakow mówi, na co zimą poszły pieniądze. „Chora na brak wygrywania”
- Kosecki o groźbach kibiców Legii. „Dziękowałbym im”
Fot. 400mm.pl

3 godzin temu
















