Mateusz Gamrot zabrał głos po UFC 327. Polak skomentował swój wielki triumf

1 dzień temu


Jeden z wielkich wygranych ostatniej gali UFC zabrał głos po swoim fenomenalnym występie. Mateusz Gamrot, o którym mowa, rzeczowo podsumował ostatnie wydarzenia.

Przy okazji gali UFC 327: Prochazka vs. Ulberg „Gamer” odniósł bardzo cenny triumf w starciu z Estebanem Ribovicsem. Był to wręcz koncert naszego rodaka, który nie pozostawił w Miami żadnych złudzeń.

Gamrot od pierwszych sekund narzucił tempo, konsekwentnie realizując swój plan oparty na kontroli dystansu i de facto deklasowaniu rywala w grze zapaśniczo-parterowej. Z czasem Ribovics był coraz bardziej spychany do defensywy, aż w drugiej rundzie Polak dopiął akcję kończącą i zmusił przeciwnika do poddania się. To był występ, który nie tylko dał mu wygraną, ale też przypomniał co poniektórym, dlaczego jest uznawany za jednego z najlepszych zawodników w dywizji do 155 funtów.

2. runda podanie! 30. zawodowa walka w MMA. Dziękuję za ogromne wsparcie i doping! Jesteście najlepsi!

– tym krótkim wpisem podsumował swój występ Mateusz Gamrot na Facebooku.

Zwycięstwo nad Ribovicsem było jego 9. wygraną w organizacji UFC, co umacnia go w gronie czołowych zawodników kategorii lekkiej. Swoją drogą była to bardzo potrzebna reakcja po wcześniejszych momentach, w których jego pozycja w rankingu nieco się chwiała.

Wpis Gamrota po walce nie był długi, ale miał dość symboliczne znaczenie. Podkreślenie 30. zawodowej walki pokazuje, jak istotny jest dla niego progres i historia, którą buduje krok po kroku. Oczywiście były mistrz KSW nie zapomniał o nas, o fanach, którzy są z nim na dobre i na złe.

ZOBACZ TAKŻE: Nowa organizacja na gołe pięści zaskoczyła. Maciej Sulęcki w karcie walk

Plany Gamrota

Patrząc w przyszłość, Gamrot nie zamierza zwalniać tempa. W planach ma występ na ADCC w Krakowie we wrześniu, co będzie testem jego umiejętności poza oktagonem MMA. Następnie zakłada powrót do klatki jeszcze pod koniec roku, co oczywiście jest zrozumiałe, choć prawdopodobnie wiele osób życzyłoby sobie, aby Mateusz powrócił do klatki jeszcze prędzej.

Jeśli chodzi o potencjalnych rywali, to Polak jasno sygnalizuje, iż najbardziej interesuje go starcie z Diego Lopesem. Oprócz tego byłby również usatysfakcjonowany pojedynkami z kimś z trójki: Paddy Pimblett, Benoît Saint Denis czy Arman Tsarukyan, choć jak sam przyznaje, iż w przypadku tego ostatniego nie spodziewa się szybkiego, wspólnego zestawienia.

ZOBACZ TAKŻE: Tomasz Narkun skomentował nieudany powrót do MMA. Klamka zapadła

Co ciekawe, Gamrot uważa Tsarukyana za zawodnika, który sportowo zasługuje już na walkę o pas, co pokazuje jego obiektywność. Przypomnijmy, iż panowie – lekko mówiąc – za sobą nie przepadają, a niegdyś mierzyli się ze sobą w walce wieczoru jednego z wydarzeń w Apex. Wówczas górą był Polak, choć było to zaciekłe i niezwykle wyrównane starcie, którego zwycięzcą mógłby równie dobrze zostać Arman – wtedy to my byśmy się burzyli, a nie „Ahalkalakets”.

Pas mistrzowski wciąż realny?

W kontekście całej kariery bohatera tego artykułu bardzo istotny głos zabrał wczoraj jego trener, Mike Brown, który od lat jest jego głównym mentorem. Amerykański szkoleniowiec nie ukrywa, iż widzi swojego zawodnika na drodze prowadzącej do walki o tytuł mistrzowski. Według niego tak przekonujące i efektowne zwycięstwo jak to z Ribovicsem może realnie przyspieszyć proces otrzymania kolejnego dużego zestawienia, co rzeczywiście ma sporo sensu.

Wszystko to sprawia, iż sytuacja Gamrota w dywizji lekkiej robi się coraz ciekawsza. Powrót na zwycięskie tory, stabilna pozycja w rankingu i aktywne podejście do kariery mogą sprawić, iż Polak faktycznie po raz kolejny znajdzie się bardzo blisko walki, która zdecyduje o jego mistrzowskich ambicjach. Niewątpliwie Mateusz ma papiery na mistrzostwo UFC i temat ten nie jest oderwany od rzeczywistości.

ZOBACZ TAKŻE: Wschodzące gwiazdy światowego MMA – kto będzie w ścisłej czołówce UFC?

Co do tytułu mistrzowskiego kategorii lekkiej to ten aktualnie znajduje się w posiadaniu Ilii Topurii, który niebawem stanie do jego obrony. Mowa oczywiście o czerwcowej gali w Białym Domu, gdzie „El Matador” skrzyżuje rękawice z Justinem Gaethje, czyli tymczasowym mistrzem dywizji.

Idź do oryginalnego materiału