"Przyszłe pokolenia ocenią decyzję MKOl jako haniebną" – napisał w komunikacie minister spraw wewnętrznych Ukrainy Andrij Sybiha. Podziękował przy tym Władysławowi Heraskewyczowi za wyznawane przez niego wartości i odwagę, by ich bronić. Skeletonista chciał wystartować na mediolańskich igrzyskach w kasku, upamiętniającym 24 sportowców z Ukrainy, którzy oddali życie w czasie rosyjskiej agresji. Wyjaśnił, iż to było dla niego ważniejsze niż jakakolwiek szansa medalowa.
REKLAMA
Zobacz wideo Natalia Czerwonka piętnastą łyżwiarką igrzysk olimpijskich na 1000 metrów
MKOl pozwolił Ukraińcowi używać tego kasku podczas treningów, które nie są transmitowane w telewizji. Zapowiedział jednocześnie, iż nie dopuści go do startu w zawodach i swoją groźbę wcielił w życie w czwartek rano. Heraskewycz został zdyskwalifikowany. - Taka jest cena honoru – skomentował. Postanowił też, iż zaskarży decyzję MKOl do Sportowego Sądu Arbitrażowego, ale jego pozew został odrzucony.
Targi o prawo do startu Ukraińca trwały od dłuższego czasu. jeżeli wierzyć źródłom madryckiego dziennika "Marca", w środę po południu w tej sprawie interweniował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Podobno odbyły się też rozmowy rządu włoskiego z ukraińskim. Interweniowały choćby kraje popierające Ukrainę. Nie udało się jednak osiągnąć porozumienia z MKOl.
Szefowa komitetu Kirsty Coventry z Zimbabwe chciała osobiście przekonać Heraskewycza. Zjawiła się na czwartkowych zawodach skeletonistów, by próbować nakłonić go do odpuszczenia i zmiany decyzji. Bez skutku. Ukrainiec uważał, iż szefowie MKOl zachowują się jak klasyczni hipokryci. Przecież podczas igrzysk w Pekinie cztery lata wcześniej pozwolili mu startować z napisem "Nie dla wojny w Ukrainie". MKOl uznał wtedy, iż nie jest to demonstracja polityczna, ale pacyfistyczna.
Punkt 50.2 karty olimpijskiej stanowi, iż na igrzyskach zabronione są jakiekolwiek manifestacje polityczne, rasowe lub religijne. Jak zwykle klucz leży jednak w interpretacji przepisów. Podczas ceremonii otwarcia igrzysk w Mediolanie i Cortinie izraelski skeletonista Jared Firestone wystąpił w kipie, na której można było przeczytać nazwiska 11 sportowców i trenerów izraelskich zamordowanych w palestyńskim ataku terrorystycznym podczas letnich igrzysk w Monachium w 1972 roku.
Dla Heraskewycz są rzeczy ważniejsze niż medale. Zgłosił się do armii zaraz po agresji rosyjskiej. Chciał bronić Kijowa, nie przyjęto go jednak ze względu na brak doświadczenia wojskowego. Razem z ojcem rozwoził potem żywność do regionów najbardziej dotkniętych napaścią Rosjan. W czasie negocjacji z MKOl, już na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie, prosił o generatory prądu dla obiektów sportowych zbombardowanych przez Rosjan w Ukrainie.
- Nie neguję przesłania na jego kasku. Zgadzam się z nim. Chciał upamiętnić sportowców, którzy stracili życie na wojnie – tłumaczyła Kirsty Coventry. - Trzeba było jednak rozwiązać problem, czego niestety nie udało się zrobić - dodała ze łzami w oczach.
"Kask pamięci" i protest Heraskewycza stały się już głośne na całym świecie, choć on sam twierdzi, iż nie chciał wywoływać skandalu, ani konfliktu z MKOl. Cel osiągnął, bo zwrócił uwagę światowej opinii publicznej i przypomniał jej o ofiarach agresji rosyjskiej. - Dla mnie ofiara, którą złożyli moi koledzy i przyjaciele sportowcy jest warta więcej niż cokolwiek – zakończył.
Szef ukraińskiego MSW przypomniał, iż Rosja wywołała trzy konflikty zbrojne w ostatnich trzech dekadach, a także zorganizowała system dopingowy, finansowany przez państwo. Tymczasem MKOl zasłania się zasadami etycznymi wobec skeletonisty z Ukrainy, który chciał tylko upamiętnić innych sportowców, zamordowanych przez Rosjan.
"MKOl systematycznie nie podejmowała działań, mających na celu stawienie czoła Rosji - największemu zagrożeniu dla sportu międzynarodowego i karty olimpijskiej – zakończył komunikat Andrij Sybiha.
Nie umiałbym odmówić racji Ukraińcom. Rosja wiele razy łamała zasady i kodeksy etyki organizacji sportowych i pozostawała bezkarna. Choćby podczas aneksji Krymu, a potem wojny w Donbasie tuż po zimowych igrzyskach w Soczi. Mimo wszystko FIFA nie odebrała Rosjanom piłkarskiego mundialu w 2018 roku. A jej włoski prezydent Gianni Infantino ściskał i wychwalał Władimira Putina, któremu "świat futbolu nigdy nie zapomni tak wspaniałej gościnności". Nazywał Putina przyjacielem, a dziś chce przywrócić Rosjan do rywalizacji sportowej, "bo sankcje i tak niczego nie dały".
Można odnieść wrażenie, iż siła rosyjskich koneksji w organizacjach sportowych i pieniędzy rosyjskich sponsorów liczą się bardziej niż jakiekolwiek zasady. Zasady i kodeksy etyczne przeznaczone są dla Heraskewycza i jemu podobnych. MKOl nie przewidział jednak, iż wykluczając ukraińskiego skeletonistę z igrzysk, uczyni jego przesłanie nośnym na cały świat.

2 godzin temu












![Chcą iść w ślady Ratajskiego [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-chca-isc-w-slady-ratajskiego-1771186977.jpg)

