Kamil Stoch już wie, co będzie robił po zakończeniu kariery. Coś pięknego!

2 godzin temu
Do tej pory Kamil Stoch unikał jasnych deklaracji. Koncentrował się na skokach i na tym, co jeszcze ma do zrobienia w Pucharze Świata. Temat zakończenia kariery bywał dla niego irytujący, ale tuż po ostatnim konkursie igrzysk olimpijskich nasz mistrz zdradził, co będzie robił na "sportowej emeryturze".
To było kilka godzin po konkursie duetów na olimpijskiej skoczni w Predazzo. Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek - srebrni medaliści tej rywalizacji, a także Kamil Stoch i cały sztab trenera Macieja Maciusiaka podjechali srebrnym busem pod Casa Polonia, gdzie czekali na nich polscy kibice. Były gratulacje, zdjęcia, uściski, wywiady. Był też pożegnalny tort dla Kamila Stocha, a te wspaniałe i historyczne obrazki możecie obejrzeć w tym materiale wideo.

REKLAMA







Zobacz wideo Tomasiak, Wąsek i Stoch bohaterami w Predazzo! Tak witali ich kibice



- euforia z sukcesu kolegów jest inna, ale na pewno nie mniejsza niż z własnego. To inny rodzaj satysfakcji. Wierzę, iż za kilka dni, miesięcy, a może lat zdam sobie sprawę, iż nie tylko byłem częścią nowej historii, ale znajdowałem się najbliżej jej centrum, jak tylko się dało - zaczął niezwykle szczerą rozmowę z dziennikarzami Kamil Stoch.
- Ten sukces to efekt pracy ogromnej grupy ludzi. My, zawodnicy, jesteśmy na świeczniku – musimy się poświęcić i robić wszystko, by osiągnąć najwyższy poziom. Jednak na to składa się też trud całego sztabu szkoleniowego, pracowników PZN i osób wykonujących najdrobniejsze zadania, których często nie widać. Oni sami czasem nie dostrzegają, jak wielką rolę odgrywają. Koniec końców to jednostka odbiera medal i jest pokazywana w telewizji, ale za tym wynikiem stoi gigantyczna praca wielu osób - kontynuował trzykrotny mistrz olimpijski.
Kamil Stoch ma plan. "Chciałbym to robić"
Zapytany o to, czy po karierze chciałby zostać przy skokach, Stoch odpowiedział wprost i bez owijania w bawełnę: - Tak! Widzę siebie w nowej roli po zakończeniu kariery. Może niekoniecznie jako trenera czy menedżera, ale mam świadomość wiedzy i doświadczenia, które zebrałem przez lata na skoczni. Przeszedłem przez każdą możliwą sytuację sportową: byłem na samym szczycie, na samym dnie i pośrodku. Wiem, jak smakuje upadek i jak wygląda powrót na szczyt.
Taka deklaracja i takie słowa to po prostu coś pięknego dla polskich skoków, a doświadczenie, które Stoch przez lata zdobywał na najważniejszych imprezach w tej trudnej i skomplikowanej dyscyplinie, są nie do przecenienia.



- Uważam, iż tej wiedzy nie powinienem trzymać tylko dla siebie – chcę się nią dzielić. Najpierw chciałbym to robić na poziomie klubowym. Razem z moją żoną, Ewą, od 11 lat prowadzimy Klub Sportowy Eve-nement Zakopane. Chcę wzbogacać pracę naszych trenerów tym, czego sam się nauczyłem - zadeklarował Stoch.
Zresztą, jak bardzo zależy mu na rozwoju skoków narciarskich w Polsce, doskonale obrazują te jego słowa: - Nie ma systemu idealnego, który działałby w każdych okolicznościach. Każdy ma swoje luki i wady. Uważam jednak, iż system w Polsce ma ogromne szanse powodzenia i świetne perspektywy. Dowodem są sukcesy, które przychodzą choćby wtedy, gdy wielu ludzi nas skreśla i ogłasza koniec polskich skoków. Wtedy okazuje się, iż ta dyscyplina potrafi się odrodzić. Apeluję do wszystkich zaangażowanych, którzy mają wpływ na przyszłość skoków: potraktujmy ten sukces jako motor napędowy i fundament pod coś jeszcze lepszego. jeżeli pytacie o Kacpra Tomasiaka, to absolutnie nie uważam, iż osiągnął już swój limit. Widzę w nim potencjał na coś znacznie większego.
O samych igrzyskach we Włoszech Stoch też mówił niezwykle ciekawie. I choć indywidualnie nie może być z nich zadowolony, to podkreślał, iż czuł, iż fizycznie jest w świetnej formie. - Skoki, które oddałem w zawodach, w ogóle nie odzwierciedlają mojej obecnej dyspozycji i potencjału. Pokazywały to serie treningowe. Najbardziej boli mnie fakt, iż fizycznie jestem w formie życia, ale totalnie nie potrafię przełożyć tego na skocznię. Gdzieś pogubiła się technika – nie nadążyła za możliwościami organizmu. Nie potrafię oddać takiego skoku, jaki czuję, iż drzemie w środku - mówił bardzo szczerze.






- Po ludzku mam mieszane uczucia. Chciałem cieszyć się z własnych sukcesów, a przyszło mi cieszyć się z osiągnięć kolegów. Pamiętam jednak czasy, gdy to oni cieszyli się z moich wyników – historia w pewien sposób zatoczyła koło. Z jednej strony czuję zawód własną postawą, z drugiej jestem szczęśliwy, iż jestem częścią drużyny na medal. Kacper i Paweł w pełni na sukces zasłużyli. Tak samo jak trenerzy z Maćkiem Maciusiakiem na czele i wszyscy asystenci. Chciałbym też pozdrowić nasze dziewczyny z wioski olimpijskiej, które dołożyły do tego wyniku swoją cegiełkę. To wspólny sukces - zakończył nasz czterokrotny medalista igrzysk olimpijskich.
Idź do oryginalnego materiału