Duety nadzieją dla skoków. Drugie życie dla dyscypliny jest możliwe [KOMENTARZ]

3 godzin temu

Konkursy duetów w świecie skoków narciarskich obecne są od ponad trzech lat. Zadebiutowały 17 września 2022 roku w Rasnovie, a zimą – niespełna pięć miesięcy później w Lake Placid. Ten amerykański wygrali Dawid Kubacki i Piotr Żyła, zapisując się w ten sposób – nie pierwszy raz – w historii Pucharu Świata. Wczoraj po raz kolejny okazało się, iż duety Polakom sprzyjają. I choćby dlatego powinniśmy cieszyć się, iż je wymyślono. Ale wydaje się, iż wśród wielu złych decyzji FIS, akurat ta – wprowadzenia rywalizacji w parach – ogółem się broni. Duety po prostu dają radę.

Spis treści

  1. Konkursy duetów się bronią. Nie tylko przez medal Polaków
  2. Skokowi outsiderzy znowu mogą marzyć
  3. Drugie życie dla skoków? Świadczą o tym nie tylko duety

Konkursy duetów się bronią. Nie tylko przez medal Polaków

11. Tyle reprezentacji wystawiło swoje zespoły w konkursie drużynowym na poprzednich igrzyskach. Tak naprawdę jednak możemy liczyć, iż było ich 10, bo Chińczycy zrobili to „na siłę” – żaden z ich zawodników nie poleciał wówczas poza 90 metr, a skakano na skoczni dużej. W 2018 roku było tych ekip 12 – i tu jednak możemy jedną usunąć bez żadnej szkody dla jakości zawodów. W dodatku znów będą to gospodarze, w tamtym przypadku Koreańczycy. Zresztą cofać możemy się i dalej.

W XXI wieku wyglądało to tak:

  • Soczi 2014? 12 reprezentacji.
  • Vancouver 2010? 12 reprezentacji.
  • Turyn 2006? 16 reprezentacji (niespodziewany, a świetny wynik).
  • Salt Lake City 2002? 13 reprezentacji.

Był więc „wystrzał” w Turynie, dwie dekady temu. Poza tym jednak tendencja była stała i spadkowa. W jedynym konkursie drużynowym na skoczni dużej w poprzednim sezonie (2024/25), który odbył się w Zakopanem, udział wzięło ledwie 10 ekip. Zdarzały się już zawody, gdzie startowało ich tylko 9 i aż żal było którąś z nich „odpalać” przed drugą serią. Generalnie: skoki się kurczyły. Wielu nacjom coraz trudniej było znajdować czterech zawodników do rywalizacji w drużynówkach. Pojawiały się zresztą różne pomysły na rozwiązanie tego stanu rzeczy – w tym na przykład idea łączenia się skoczków w ekipy „ponadnarodowe”.

Wiecie, Hektor Kapustik (Słowacja) mógłby wtedy dołączyć na przykład do Czechów. Władimir Zografski (Bułgaria) znalazłby sobie towarzystwo w – dajmy na to – tureckiej kadrze. Artti Aigro (Estonia) wśród Finów. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, potrzebne byłyby tu odpowiednie ograniczenia i regulacje, ale możliwe, iż byłby to całkiem niezły pomysł.

Sęk w tym, iż nie wiadomo byłoby, co zrobić z tym fantem na imprezach mistrzowskich, gdzie rywalizuje się jednak w barwach konkretnej reprezentacji. Tego problemu by to nie rozwiązało.

A duety to robią.

Skokowi outsiderzy znowu mogą marzyć

Odnoszę wrażenie, iż w pewnym sensie w ostatecznym podjęciu decyzji pomogły igrzyska w Pekinie. Nie tylko dlatego, iż reprezentacji na starcie konkursu olimpijskiego stanęło wtedy niewiele, a kilka odstawało. Bardziej zerkam w stronę konkursu mikstów, gdzie po brązowy medal sięgnęli sensacyjnie Kanadyjczycy, którzy w męskiej drużynie choćby nie rywalizowali, bo nie mieli do tego skoczków.

Oczywiście, iż nie byłoby tego krążka, gdyby nie praca pani Agnieszki Baczkowskiej, która kontrolowała wtedy sprzęt zawodników i zawodniczek. Robiąc to na tyle dokładnie, iż wielu z nich zabrała punkty.

To rzecz jasna. Ale jednak Kanada na podium – choćby w takim układzie – była sensacją. Owszem, mają tam niezłe skoczkinie, ale dwójka skoczków miała pociągnąć tę ekipę na niższe miejsca. A wyszło inaczej, okazało się, iż w tym pomniejszonym męskim składzie Kanadyjczycy są w stanie rywalizować na względnie sensownym poziomie. Nie był to może drogowskaz, od którego się zaczęło – o duetach rozmyślano już wcześniej – ale jakieś potwierdzenie tego, iż warto spróbować? Myślę, iż tak.

I wydaje się, iż wczorajszy konkurs pokazał, iż to dobry kierunek.

Oczywiście, w czołówce były finalnie dość „standardowe” reprezentacje, tak to nazwijmy. Choć gdyby skakano w czwórkę, to na pewno nie ostaliby się tam Polacy – dla nas więc to spory bonus. Jednak ważne jest to, co działo się za plecami pierwszych sześciu ekip.

CZYTAJ TEŻ: POLSKIE SKOKI ODŻYŁY. JAK TOMASIAK W TYDZIEŃ PRZESZEDŁ DO HISTORII

Przede wszystkim – w konkursie wzięło udział 17 reprezentacji. A bywały takie momenty, jeszcze kilka lat temu, iż trudno byłoby się doliczyć tylu państw jako w ogóle skoki uprawiających! Z kolei wczoraj? Byli Rumuni, byli Turkowie, znaleźli się Ukraińcy, choćby Estonia i Chińczycy (którzy do tego zresztą świetnie prezentowali się w rywalizacji mikstów). To wszystko ekipy, które odpadły po pierwszej z trzech zaplanowanych serii, tak. Ale skakali, brali udział i w sumie to mogli mieć jakąś cichą nadzieję, iż przejdą dalej.

Również dlatego, iż przy dwóch skokach na serię każdy błąd waży bardziej i ktoś niespodziewanie może się „wykrzaczyć”.

W serii próbnej znakomicie zaprezentowali się z kolei Kazachowie i Włosi. Niespodziewanie rywalizacją emocjonować mogli się więc właśnie fani tych ekip. Obie ostatecznie nie weszły do trzeciej serii, ale gdyby to był konkurs drużynowy, ten tradycyjny, to o podobnych emocjach w ogóle nie było mowy. Podobnie w przypadku Szwajcarów czy Amerykanów, którzy znaleźli się w TOP 8, a biorąc pod uwagę, jak wyglądali w tym sezonie Pucharu Świata ich skoczkowie numer trzy czy cztery, to w normalnym układzie mogłoby być z tym trudno.

Wiadomo, jedni stracą na tym ucięciu dwóch kolejnych skoczków, inni zyskają. Ale dla państw z dołu skokowej tabeli takie konkursy to motywacja. A dla skoków, być może, ratunek.

Drugie życie dla skoków? Świadczą o tym nie tylko duety

Wydaje się zresztą, iż w ostatnim czasie skoki narciarskie przeżywają pewne ożywienie. Na powrót pojawiły się w kilku krajach, w których zdawały się już być bliskie wyginięcia. Hektor Kapustik nagle przypomniał o istnieniu Słowacji na skokowej mapie świata. Coś próbują tworzyć Estończycy czy Ukraińcy. Turcy sami chyba nie są pewni czy chcą przez cały czas inwestować w te skoki, ale jednak coś się tam od czasu do czasu dzieje. Władimir Zografski twierdził, iż w Bułgarii pojawiło się kilku zdolnych chłopaków.

Dla nich wszystkich konkurs duetów to szansa.

Wiecie, rozumiem, iż format – w stosunku do tradycyjnej drużynówki – wielu osobom może się nie podobać (a i ja uważam, iż dobrze byłoby, żeby rywalizacja drużyn nie znikała całkowicie z kalendarza, a w tę stronę zmierzamy). Z drugiej strony jednak, w obecnej erze „social mediowej”, to duety są bardziej dynamiczne, szybsze, więcej się dzieje i zmienia. Startuje większa liczba ekip, jest nieco skokowej egzotyki, trzy serie też w sumie pomagają tejże dynamice.

Generalnie wydaje się, iż to produkt może jeszcze nie w pełni dopasowany do swoich czasów, ale na pewno im bliższy. Co zaskakuje, bo w świecie skoków wszelkie reformy następują rzadko i zwykle nie są przesadnie dobre. Ta zdaje się być i ten konkurs olimpijski to potwierdził.

Zresztą – w przeszłości wiele byśmy oddali za to, żeby duety istniały. Adam Małysz mógłby walczyć wtedy o dodatkowe medale. Możliwe, iż mielibyśmy taki choćby na igrzyskach w Vancouver, czy mistrzostwach świata: z 2007, 2009 albo 2011 roku. A może i wcześniej, kto wie. Na pewno wiele oddaliby za istnienie tej formy rywalizacji Szwajcarzy w czasach Simona Ammanna i Andreasa Kuettela. A choćby Finowie w momencie, gdy ich skoki zaczęły podupadać, bo duetami można by próbować sięgać jeszcze po wysokie lokaty i tę dyscyplinę reklamować.

Gdyby wcześniej odbywały się duety (na podstawie konkursu indywidualnego):
2002:, Polska 5.(Małysz,Mateja)
2006:, my 8.(Małysz,Stoch)
2010: (Małysz, Stoch)
2014:(Stoch, Kot)
2018:(Stoch,Kubacki)
2022:, my 6. (Stoch, Żyła)

— AbsurDB (@DbAbsur) February 16, 2026

Generalnie: w obecnej rzeczywistości skoków zmniejszenie tej wymaganej liczby skoczków „na poziomie” z czterech na dwóch wydaje się być decyzją konieczną.

Jasne, premiuje ona słabsze kraje. Cierpią nieco te, które seryjnie produkują świetnych zawodników. Z drugiej strony – kraj, który najbardziej z tego słynie, zdobył wczoraj złoto. I niemal na pewno zrobiłby to nawet, gdyby tej ostatniej serii nie anulowano. Czyli status quo zostaje w miarę utrzymany.

Możliwe, iż nie zostanie ten „ogólnoskokowy”. Bo coś się zaczyna przy tej dyscyplinie dziać.

Skoki wkraczają powoli w łaski nowego pokolenia. Częściej przewijają się w social mediach, przyciągają uwagę. Projekty takie jak rekordowy skok Ryoyu Kobayashiego na Islandii też pomagają. Możliwe, iż cenne okażą się eksperymenty w rodzaju konkursów w Wiśle sprzed kilku lat, gdy najeżdżano do skoku w torach lodowych, ale lądowano na igelicie, w pewnym sensie łącząc zimę z latem.

Ostatnio głośno zrobiło się również o tym, iż konkurs igrzysk na normalnej skoczni oglądało dziewięć milionów ludzi… w Brazylii. Jasne, w skali całej ludności tego kraju to w sumie niewiele. Ale gdyby ktokolwiek choćby miesiąc temu powiedział, iż skoki mogą wzbudzić takie zainteresowanie w Ameryce Południowej, to byłby uznany za niepoczytalnego. FIS – jeżeli tylko zarządzający mają trochę oleju w głowie – powinien zwrócić się w stronę Ameryki Południowej i spróbować „odkryć” ten teren dla sportów zimowych na fali tego zjawiska, ale też medalu Lucasa Pinheiro Braathena w narciarstwie alpejskim.

CZYTAJ: PIERWSZY W HISTORII ZIMOWY MEDAL DLA AMERYKI POŁUDNIOWEJ

A gdyby zostać tylko przy skokach, to napisać trzeba na koniec – może to drugie życie faktycznie nastąpi. Może nie.

W każdym razie po raz pierwszy od kilkunastu dobrych lat faktycznie pojawiła się nadzieja na ożywienie tej dyscypliny. I duety – czy też, korzystając z oficjalnej nazwy, Super Teamy – się temu przysłużyły.

Oby w przyszłości przez cały czas zmierzało to w tę stronę… i oby z kolejnymi medalami dla Polaków.

Bo tego akurat zmieniać byśmy nie chcieli.

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o zimowych igrzyskach na Weszło:

  • TRZECI MEDAL ZE SKOCZNI! Tomasiak i Wąsek ze srebrem!
  • Pertile: Kontynuowanie zawodów byłoby niesprawiedliwe
  • Klaebo królem igrzysk. Swój rekord zawdzięcza… Justynie Kowalczyk
  • Michał Jasiczek znów pechowy. Nie ukończył przejazdu

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału