—> Przeczytaj też pierwszą część <—
Medal w niesamowitych okolicznościach
Wychowankowie podgorzowskiego ośrodka w minionym sezonie brylowali nie tylko na krajowym podwórku, ale także i arenie międzynarodowej. Przypomnijmy, iż zarówno Michał Głębocki, jak i Marcel Zwierzyński otrzymali powołanie do reprezentacji Polski na Indywidualne Mistrzostwa Europy oraz Świata w klasie 125cc, które odbyły się wtedy na torze w Rydze. Wraz ze swoimi podopiecznymi na Łotwę udał się również Paweł Parys, który jednocześnie pełnił rolę trenera klubowego i kadry narodowej podczas tamtejszego weekendu zawodów. Pierwszego dnia rywalizacji o medale obaj spisali się solidnie. Z kolei podczas drugiego dnia zmagań Michał Głębocki, dzięki swojej nieustępliwości stanął na najniższym stopniu podium, a Marcel Zwierzyński uplasował się na czwartej pozycji. Co ciekawe, ze startem w niedzielnych Mistrzostwach Świata u Michała Głębockiego wiąże się pewna niesamowita historia.
– Pierwszy dzień, pierwsze koty, za płoty można powiedzieć. Podczas sobotnich Mistrzostw Europy, w ostatnim biegu Michał zanotował upadek, walcząc o medal. Przeszarżował tam wtedy po tym ataku, bo bardzo chciał, ale zabrakło pozycji, żeby gdzieś tam powalczyć, stąd całe to zdarzenie. Na drugi dzień był obolały, cały czas dyskutowaliśmy czy powinien jechać czy nie. Bardziej my jego pytaliśmy czy jest w stanie wystartować, bo oczywiście tutaj żadnej presji ze strony trenerów oraz rodziców nie było. Michał cały czas utrzymywał, iż jest w stanie pojechać, więc powiedzieliśmy sobie, iż jak dasz radę pojechać próbę toru, złapać sprzęgło tą lewą ręką to działaj, walcz o swoje chłopaku. No i Michał zacisnął zęby, wziął udział w zawodach, zdobył brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata, a później po powrocie do domu okazało się, iż ta ręka jest złamana. Nie dość, iż życiowe osiągnięcie to jeszcze krążek zdobyty z kontuzją, po walce nie tylko z rywalami na torze, ale i bólem, więc tutaj tym bardziej szacunek dla Michała, iż dał radę. Wielka duma z niego, ale również i Marcela Zwierzyńskiego, bo uplasował się tuż za swoim klubowym kolegą, na czwartej pozycji, także rewelacja – mówi w rozmowie z naszym portalem Paweł Parys.
Michał Głębocki, Marcel ZwierzyńskiSzkółka nie spoczywa na laurach
Na zakończenie sezonu 2025, w Wawrowie odbył się Derbowy Piknik mini żużlowy. Wtedy oprócz rywalizacji między miejscową drużyną z Falubazem Zielona Góra, swoje biegi pokazowe mieli adepci z klasy pitbike oraz ci, którzy stawiają pierwsze kroki na motocyklach o pojemności 85-140cc. Młodego narybku, trenującego pod bacznym okiem Pawła Parysa i Mieczysława Woźniaka jest wielu, co świadczy tylko o bardzo wysokim poziomie szkolenia oraz zaangażowaniu nie tylko w rozwój ośrodka, ale też adeptów.
– w tej chwili w naszej szkółce mamy między 25 a 30 adeptów, także takim zasobem chłopaków dysponujemy. Regularnie realizowane są treningi mini żużla czy pitbike. Każdy z nich daje z siebie wszystko i naprawdę ci chłopcy „cisną”, żeby przechodzić z pitbike’a na mini żużel, czasami choćby brakuje miejsc na treningach i motocykli, żeby każdy mógł pojeździć, więc naprawdę nie możemy narzekać ani na nabór, ani na tych, którzy są obecnie, bo wygląda to wszystko wzorowo. Rodzice też od początku wdrażają się w to wszystko, są później zaangażowani i wszyscy razem budujemy ten sport młodzieżowy w Gorzowie – tłumaczy nam szkoleniowiec MX Plast Stali Wawrów.
Oliwier Szymczak i Paweł ParysBędzie więcej zawodników z licencją i druga drużyna?
Michał Głębocki zakończył już starty na mini żużlu i od tego sezonu będzie można zobaczyć go w akcji na motocyklach o pojemności 250cc/500R. Tym samym do dyspozycji szkoleniowców pozostaną Marcel Zwierzyński, Oliwier Szymczak, a także Emilian Różecki. Niewykluczone jednak, iż to grono powiększy się przed startem tegorocznych rozgrywek dla najmłodszych. Gotowych do egzaminu na licencję jest kilku adeptów i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to MX Plast Stal Wawrów zyska kolejnych utalentowanych zawodników.
– Mamy trzech adeptów, którzy mogą podejść do egzaminu na licencję. Są to Jakub Godzina, Szymon Banach oraz Filip Bechta. jeżeli wszystko dobrze pójdzie to będziemy mieć sześciu gotowych zawodników do jazdy. Trzeba będzie pomyśleć wtedy czy nie utworzyć drugiej drużyny, bo każdy będzie chciał jeździć, a liczba miejsc może być mniejsza, niż chętnych – kończy Paweł Parys.
Szymon Banach (N), Filip Bechta (Ż), Bartosz Toporowski (CZ) || FOT. PRZEMYSŁAW KRUKOWSKI—> Przeczytaj też pierwszą część <—















