Dramat reprezentanta Polski w Lidze Mistrzów. Cała hala ucichła

2 godzin temu
Kibice w hali Torwar aż ucichli, gdy Bartosz Bednorz skrzywił się z bólu po doznaniu kontuzji palca w hicie Ligi Mistrzów siatkarzy. Kadrowicz i cały PGE Projekt Warszawa odebrali zaś bolesną lekcję od Cucine Lube Civitanova. Przegrali 0:3 (18:25, 21:25, 24:26), a w barwach włoskiego giganta szalał Bułgar Aleksandar Nikołow, bohater wrześniowych mistrzostw świata.
Rezerwowi PGE Projektu Warszawa kilka razy niemal wpadli z euforii na parkiet, gdy ich koledzy prowadzili z mającym w składzie wiele gwiazd. Ale były to rzadkie chwile, bo przeważnie gospodarze tego meczu grupowego Ligi Mistrzów musieli odrabiać straty do utytułowanego faworyta.

REKLAMA







Zobacz wideo Bogdanka LUK Lublin z pucharem Polski. Kewin Sasak został MVP turnieju



Obie drużyny chciały sobie teraz poprawić humor po ostatnich meczach ligowych – Projekt przegrał 0:3 z Asseco Resovią Rzeszów, a Lube uległo Sir Safety Perugii 1:3. Ale nietrudno było wskazać faworyta. Wicemistrzowie Włoch w dwóch wcześniejszych spotkaniach LM nie stracili seta, a brązowi medaliści mistrzostw Polski zaliczyli wpadkę w wyjazdowym meczu z francuskim Montpellier HSC, przegrywając 2:3. Środowy mecz pokazał, iż ta różnica nie jest przypadkowa.
Prowadzone przez Giampaolo Medeiego, byłego trenera Asseco Resovii Rzeszów, Lube to utytułowany gigant, który ma w dorobku m.in. dwa triumfy w LM i pięć medali tych prestiżowych rozgrywek. Ma też gwiazdy czołowych reprezentacji. Mistrzowie świata Włosi Mattia Bottolo i Fabio Balaso oraz Aleksandar Nikołow, który wraz z bratem Simeonem sensacyjnie doprowadzili Bułgarów do srebra ubiegłorocznego czempionatu – to te najjaśniej świecące. A środę głównym katem był ten ostatni.
22-letni przyjmujący, choć od czasu do czasu kaszlał, to zwykle latał tak, jak we wrześniu ubiegłego roku na Filipinach w barwach drużyny narodowej. Owszem, zdarzały mu się czasem błędy, po których zagryzał rozczarowany zęby, ale przeważnie jednak był pewniakiem do kończenia akcji. W polu zagrywki zaś na gospodarzach wyżywało się też kilku jego kolegów, którzy posyłali na drugą stronę potężne bomby. A gracze Projektu mieli sporo przebieżek.
W pierwszym secie przyjezdni najszybciej pozbawili ich nadziei. Ostatni remis na tablicy wyników był przy stanie 2:2, a potem przewaga Lube tylko rosła. W pewnym momencie wynosiła aż dziewięć punktów (13:22). Z boku jedynie mógł to obserwować Jakub Kochanowski. Będący od wielu lat filarem reprezentacji Polski środkowy od kilku tygodni pauzuje przymusowo z powodu kontuzji.



W końcówce Projekt nieco zmniejszył straty i być może dzięki temu z większą wiarą przystąpił do kolejnej odsłony, w której prowadził do połowy (12:11). Po drodze zanotowali sporą wpadkę i mieli pecha. Przy stanie 7:5 żaden ani Bartosz Bednorz, ani libero Damian Wojtaszek nie podbili spokojnie opadającej między nich piłki. Po chili pierwszy z nich zaś schylał się i krzywił z bólu. Przyjmujący kadry bowiem, skacząc do bloku, uszkodził palec. Zszedł wówczas z parkietu, by skorzystać z pomocy sztabu medycznego. Wrócił do gry – ku uciesze kibiców – przy wyniku 13:15. Ale wraz z kolegami nie był w stanie odwrócić losów tej odsłony.
Przy stanie 13:19 w trzecim secie wydawało się, iż jest już pozamiatane. Ale Projekt pokazał, iż walczy do końca. Przy wrzawie publiczności doprowadził do remisu 22:22. Sił
Teraz przed ekipą z Warszawy powrót do plusligowej rzeczywistości, a potem walka w kolejnych meczach LM. I próba uniknięcia kolejnej wpadki, bo ta mogłaby być bardzo kosztowna.
Idź do oryginalnego materiału