Były zawodnik Włókniarza Częstochowa był o krok od końca kariery. Jeden telefon zmienił wszystko

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Niewiele brakowało, a Jordan Jenkins definitywnie odepchnąłby motocykl w kąt i zamienił park maszyn na pełnoetatową pracę w budownictwie. 25-letni Brytyjczyk był na skraju wyprzedania całego warsztatu, gdy w jego telefonie wyświetlił się numer właściciela Berwick Bandits, Jamiego Courtneya. Ta jedna rozmowa całkowicie odmieniła bieg wydarzeń, a zawodnik, który jeszcze niedawno spisywał swój talent na straty, parafował nową umowę z „Bandytami” na kolejny rok.

Od pukania do dna po telefon ostatniej szansy

Mijający rok rozpoczął się dla Jenkinsa fatalnie. Po nieudanym epizodzie w Oxfordzie przeniósł się do Redcar, gdzie gwałtownie podziękowano mu za współpracę. W maju został zastąpiony przez Simona Lamberta, co przelało czarę goryczy.

– Kiedy Redcar podziękowało mi w maju, uznałem, iż z żużlem koniec – przytoczył swoje przemyślenia na łamach oficjalnej strony klubowej Berwick Bandits zawodnik. – Miałem na głowie kredyt hipoteczny, a w drodze było dziecko. Mój rozwój zwolnił, ostatnie dwa lata zniszczyły kontuzje, brakowało mi pewności siebie, a praca na pełen etat wydawała się jedyną przyszłością.

W tym samym czasie działacze z Berwick pilnie poszukiwali zastępstwa za zmagającego się z pęknięciem kręgów Australijczyka, Reida Battye’a. Wybór padł na Jenkinsa, któremu zaoferowano 28-dniowy kontrakt próbny. Do podjęcia rękawicy potrzebna była jednak spora perswazja, bo wyprawa z domu w Norwich na obiekt Bandits oznaczała pokonywanie blisko 1000 kilometrów w obie strony na każdy mecz.

– Jamie przekonał mnie, żebym spróbował. Obiecał, iż jeżeli to nie wypali, pozwoli mi odejść. Pomyślałem: co najgorszego może się stać? choćby jeżeli to cholera daleko i muszę pokonywać taki dystans w każdą sobotę – wspominał żużlowiec w wypowiedzi dla klubowych mediów Berwick.

Debiut marzenie i silnik odkupiony od rywala

Przełom nastąpił błyskawicznie. W debiucie przeciwko Glasgow żużlowiec wywalczył 14 punktów z bonusami, stając się bohaterem wieczoru. Z tym spotkaniem wiąże się zresztą niezwykła anegdota sprzętowa.

– W tygodniu poprzedzającym mecz kupiłem silnik od Kyle’a Howartha, ale jeszcze mu za niego nie zapłaciłem – wyjawił Jenkins. – Kiedy pokonałem go w czwartym biegu, Kyle podszedł do mnie i rzucił tylko: „Zakładam, iż ten silnik zostaje u ciebie!”. Od tamtego momentu ani razu nie spojrzałem w tył. Gdyby nie telefon od Jamiego, to byłby definitywny koniec mojej przygody z czarnym sportem.

Gdy Reid Battye wrócił do zdrowia, włodarze z Berwick nie wyobrażali sobie oddania Jenkinsa. Postanowili zakontraktować go na stałe, zwalniając miejsce w składzie kosztem Lasse Fredriksena.

Polski akcent i walka o powrót na adekwatne tory

Warto pamiętać, iż Jenkins to postać kojarzona również przez polskich kibiców. w okresie 2022 brytyjski żużlowiec próbował swoich sił na polskich torach w barwach Włókniarza Częstochowa. W rozgrywkach U24 Ekstraligi wystąpił w 8 meczach, gromadząc na swoim koncie 35 punktów i 6 bonusów.

– Wszystko poszło tak dobrze – komentował Jenkins w oficjalnym serwisie Berwick Bandits. – Tor był fantastyczny, a cały klub nastawiony na to, by wyciągnąć z każdego zawodnika to, co najlepsze. Wsparcie kibiców było niesamowite. Wygranie finału pucharu w Plymouth na oczach licznie zgromadzonych fanów było czymś wyjątkowym. Tym bardziej iż to pierwszy raz od trzech lat, kiedy nie zakończyłem sezonu przedwcześnie z powodu kontuzji.

Decyzja o postawieniu na Jenkinsa okazała się dla Berwick strzałem w dziesiątkę. Brytyjczyk odżył, a jego równa forma poprowadziła Bandits do wygrania finału pucharowego. Na koniec zmagań w Cab Direct Championship legitymował się średnią na poziomie 1,606 punktu na bieg.

Mimo sporego zainteresowania i ofert z klubów położonych znacznie bliżej jego rodzinnego hrabstwa Norfolk, Jenkins podjął decyzję o pozostaniu wiernym barwom z Berwick. Zanim jednak ponowne podniesienie taśmy w nowym sezonie stanie się faktem, zawodnika czeka jeszcze zimowa operacja łąkotki, z którą zmagał się od dłuższego czasu.

– Telefon mocno dzwonił i to na pewno podbudowało moją pewność siebie – podsumował żużlowiec w rozmowie z mediami klubowymi Berwick Bandits. – Ostatecznie powrót do Berwick był łatwą decyzją – choćby jeżeli to wciąż diabelsko daleko!

Idź do oryginalnego materiału