W 2017 roku Konrad Bukowiecki miał 20 lat i został halowym mistrzem Europy. W 2018 roku dorzucił do tego tytuł wicemistrza Europy na stadionie. A w 2019 roku swój rekord życiowy wyniósł na poziom aż 22,25 m. Wtedy wydawało się, iż dopiero zaczynają się jego wielkie lata. Dziś po każdej kolejnej imprezie rangi mistrzowskiej zastanawiamy się czy Bukowiecki jeszcze kiedyś wróci na topowy poziom. Taki na walkę o medale.
REKLAMA
Zobacz wideo Ada Sułek zdradza: Chciałabym spro?bowac? innych dyscyplin!
- Z jednej strony nie ma co płakać, no bo top 8 na świecie to przyzwoity poziom. Ale z drugiej strony, apetyty dzisiaj były dużo większe, szczególnie po tym pierwszym pchnięciu – mówi nasz kulomiot po zajęciu ósmego miejsca w halowych MŚ w Toruniu.
Bukowiecki jak dzikie zwierzę
- Wszedłem w konkurs dobrze, jak nie ja ostatnimi czasy. Niosła mnie atmosfera, napędzała mnie hala pełna kibiców i to, iż wielu ludzi przyszło specjalnie dla mnie, o czym wiedziałem. Byłem aż taki, nie wiem jak to dobrze powiedzieć, ale chyba agresywny. Podejrzewam, iż gdyby ktoś do mnie podszedł, to mógłbym mu zrobić krzywdę – opowiada Bukowiecki. – Nie no, żartuję – dodaje.
Ale faktycznie był agresywny, zwłaszcza po pierwszej próbie. Osiągnął w niej 20,62 m. Przez chwilę zajmował drugie miejsce. Chodził wtedy wokół rzutni jak dzikie zwierzę, które za chwilę ma zostać wypuszczone z klatki. Sprawiał wrażenie gościa, który dopiero teraz naprawdę da ujście swojej energii, który w następnych kolejkach uwolni cały swój potencjał. Ale – niestety – nic takiego nie nastąpiło.
Bukowiecki nie chce się wyrażać
- Chyba nie o to do końca chodzi w pięciu kulą, żeby być takim agresywnym i sztywnym. Emocje mnie tak niosły, iż czułem, iż kula nic nie waży. Chciałem – nie będę się wyrażał – chciałem ją bardzo mocno uderzyć, ale, kurczę, nie do końca mi wyszło – opowiada Bukowiecki.
- Jestem ósmy na świecie, już któryś raz jestem w finale i to na pewno nie jest powód do płaczu – tak podsumowuje cały swój występ. A czy wierzy, iż kiedyś jeszcze powróci do pchania na 22 metry? – Gdybym nie wierzył, to nie byłoby mnie tutaj. Cały czas wierzę w swoje możliwości, ja naprawdę wracam po ciężkich kontuzjach i też te kontuzje nie są do końca zaleczone. Pcham bez więzadeł krzyżowych, łokieć jest na pograniczu, ale nie poddaję się, kariera jest tylko jedna, a ja sobie nie mogę pozwolić na rok czy półtora roku przerwy, bo pesel już mnie goni – odpowiada 29-letni lekkoatleta.
- Po treningach widzę, iż naprawdę potrafię pchać daleko. W tamtym roku treningi nie wyglądały super, a na zawodach kilka razy pchnąłem ponad 21 metrów. W tym roku kilka razy pchnąłem ponad 21 w treningu, ale w zawodach jeszcze nie. Ale takiej regularności jak w tym roku nie miałem nigdy, bo ani jednego konkursu nie skończyłem poniżej 20 metrów, a w czterech czy pięciu pchałem w okolicach 20,60. Czyli regularność jest, ale brakuje takiego jednego strzału. Jest nad czym pracować, a po tym konkursie na nowo mi trochę uśmiech wrócił, zachciało mi się znowu bardziej i z dobrą motywacją oraz dobrą energią ruszę do przygotowań do lata – analizuje Bukowiecki.
Medal leżał tam, gdzie Bukowiecki był już "dwadzieścia parę razy w życiu"
Wynik 20,62 z Torunia jest dla Bukowieckiego drugim najlepszym w tym sezonie. O centymetr dalej pchnął w lutym w Belgradzie. Faktycznie jest stabilizacja. Ale szkoda, iż nie na poziomie chociaż o metr wyższym. Medal w Toruniu dał rezultat 21,49 m (wygrał Tom Walsh osiągając 21,82 m, za nim uplasowali się Jordan Geist - 21,64 - i Roger Steen – 21,49)
- 21,50 to nie jest jakiś wynik, który by mnie przerażał. Uzyskałem go prawdopodobnie dwadzieścia parę razy w życiu. No szkoda, oczywiście, iż szkoda. Czułem, iż dzisiaj po prostu muszę dać z siebie wszystko i jakby wszystko mi siadło, to kula pewnie by poleciała ponad 21 metrów. Ale nie poleciała, więc kończę na ósmym miejscu. I mówię: być w ósemce na świecie to chyba też nie jest jakiś wstyd – odpowiada Bukowiecki.
Bukowiecka wyciska łzy z Bukowieckiego
Bukowiecki swojego medalu halowych MŚ nie ma, ale liczy, iż w niedzielę drugi krążek tej imprezy wywalczy jego żona. Po srebrze wybieganym indywidualnie na 400 m Natalia z koleżankami z polskiej kadry powalczy w finale sztafet 4x400 m.
- Moje przewidywania są takie, iż dzisiaj wieczorem średnia medali na nazwisko Bukowiecki będzie się zgadzać – uśmiecha się Konrad.
Jeden z dziennikarzy chce wiedzieć, jak pan Bukowiecki czuje się z tym, iż sam od dawna nie liczy się w walce o medale, a pani Bukowiecka niemal nie schodzi z podium wielkich imprez. - Już się przyzwyczaiłem. Nigdy mi to nie przeszkadzało – odpowiada kulomiot.
- Poza tym, iż ją kocham, jest moją żoną i najważniejszą dla mnie osobą, jestem jej ogromnym kibicem. Wczoraj oglądając jej wyścig się popłakałem i jestem z niej cholernie dumny – mówi Bukowiecki.
- Ja się dojeżdżam psychicznie, ale nie przez to, iż Natalia ma medale, a ja nie, tylko po prostu przez to, że, jak sobie ostatnio uświadomiłem, jestem mistrzem imprez mało ważnych, bo mam medale, ale nie z mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Ale jeszcze nie kończę kariery, to nie jest moje ostatnie słowo. A to, iż ja nie zdobywam medali, a moja żona tak, nie jest dla mnie ze sobą w żaden sposób powiązane. Jedno nie ma z drugim nic wspólnego, a ja jestem mega dumny i mega zadowolony, iż Natalia jest tak dobra – podsumowuje Konrad Bukowiecki.
Finał damskich sztafet 4x400 m w niedzielę o godzinie 20.47. To będzie ostatnia konkurencja halowych MŚ Toruń 2026. Relacja na Sport.pl, transmisja w TVP Sport.

2 godzin temu




![Otarły się o rekord. Zobacz rewelacyjny bieg polskiej sztafety [WIDEO]](https://i.wpimg.pl/1280x/sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/69bfe0eab7c3c8_64434871.jpg)








