Wszyscy kibice FC Barcelony liczyli na remontadę w rewanżowym meczu półfinałowym Pucharu Króla z Atletico Madryt. Mistrzowie Hiszpanii stali przed arcytrudnym zadaniem, bo przegrali w Madrycie aż 0:4. Teraz fani tuż przed meczem pokazali wiarę, odpalając piękne race i krzycząc głośno: "Tak możemy, tak możemy" - krzyczeli, gdy autokar z piłkarzami i sztabem szkoleniowym podjeżdżał pod stadion. Z drugiej strony pokazali też brak klasy, rozbijając szybę w autokarze z piłkarzami Atletico Madryt.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili
Wielkie emocje w półfinale Pucharu Króla
Od początku meczu FC Barcelona rzuciła się do huraganowych ataków. Grała bardzo wysokim pressingiem, często miała przechwyty już na połowie rywali, którzy ograniczyli się do kontrataków, ale wiele razy notowali w nich proste straty. Gospodarze oddawali mnóstwo strzałów. Długo jednak musieli czekać na pierwszego gola.
W 29. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym, Lamine Yamal na lewej stronie z łatwością minął w polu karnym Ademolę Lookmana, podał na trzeci metr, a tam Marc Bernal tylko dostawił nogę i trafił do siatki. 120 sekund później mogło być 2:0, ale Raphinha strzelił głową z sześciu metrów tuż obok słupka.
Po dwóch kwadransach obudzili się goście. Zaczęli groźniej atakować, składniej grać w ofensywie. W 42. minucie Antoine Griezmann trafił z 13 metrów w słupek, choć pewnie VAR analizowałby, czy nie było w tej akcji spalonego. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy Lookman fatalnie spudłował głową z sześciu metrów. Tuż przed przerwą w polu karnym Marc Pubill faulował Pedriego. Jedenastkę pewnie wykorzystał Raphinha, zupełnie myląc bramkarza.
Do przerwy FC Barcelona, która oddała już aż trzynaście strzałów (rywale trzy), prowadziła 2:0, czyli odrobiła połowę strat! By doprowadzić do dogrywki, potrzebowała jednak strzelić jeszcze dwa gole i nie stracić żadnego.
W 55. minucie mogło już brakować tylko jednej bramki, ale Musso kapitalnie obronił strzał Torresa z 13 metrów. Potem FC Barcelona miała coraz większe problemy ze stworzeniem kolejnych okazji, nie grała już z takim rozmachem, jak do przerwy. W 73. minucie gospodarze cieszyli się jednak z trzeciej bramki. Po dośodkowaniu z prawej strony Cancelo, Bernal znów okazał się najsprytniejszy w polu karnym i zdobył drugiego gola.
W końcówce gospodarze dążyli do zdobycia czwartego gola, ale robili to nieudolnie. Widać było ich wielkie zmęczenie. Goście mogli ich skarcić po kontrach, ale brakowało im skuteczności. Ostatecznie FC Barcelona wygrała 3:0 i zabrakło jej jednej bramki, by doprowadzić do dogrywki.
Zobacz także: Ameryka chce Iranu na mundialu. Tyle kosztowałby bojkot
Teraz FC Barcelona wróci do ligi. W sobotę, 7 marca (godz. 21, relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE) zagra na wyjeździe z Athletic Bilbao. Atletico Madryt zmierzy się u siebie z Realem Sociedad (7 marca, godz. 18.30).
FC Barcelona - Atletico Madryt 3:0 (2:0)
Bramki: Bernal dwie (29, 73.), Raphinha (45.+5. rzut karny).
Pierwszy mecz: 0:4 i awans Atletico Madryt.
FC Barcelona: Garcia - Kounde (13. Balde, 71. Araujo), Cubarsi, Martin, Cancelo Ż - Bernal, Pedri - Yamal Ż, Fermin Lopez (64. Rashford), Raphinha - Torres (64. Olmo Ż).
Atletico: Musso - Llorente, Pubill, Hancko, Ruggeri - Simeone (76. Gimenez), Cardoso, Koke (58. Sorloth), Lookman (58. Molina) - Griezmann, Alvarez (69. Baena Ż).
Sędziował: Ricardo De Burgos Bengoetxea.

11 godzin temu














