Awantura przed meczem Barcelony. Powiedział wprost, co o tym myśli

1 dzień temu
- Dla mnie rozgrywanie Superpucharu Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej to jest g**** - powiedział kapitan Athletic Bilbao Inaki Williams. Wielu ludzi w Hiszpanii protestowało przeciw sprzedawaniu rozgrywek do kraju, w którym łamane są prawa człowieka. Bez efektu. W środę o godz. 20 w Dżuddzie w półfinale Superpucharu baskijski zespół mierzy się z Barceloną.
Starszy z braci Williamsów przeprosił za użycie słowa "g*****", ale podtrzymał sens swojej wypowiedzi. – Staram się być szczery, więc czasem rzucę jakiś wyraz niezbyt pasujący do wystąpienia w mediach – wyjaśnił. Powtórzył jednak, iż dla niego przenoszenie rozgrywek hiszpańskich poza kraj jest absurdem. Przede wszystkim ze względu na kibiców, których nie stać na lot do Arabii Saudyjskiej. – W Hiszpanii mielibyśmy z trybun wsparcie tysięcy fanów Athletic, a tymczasem zagramy gdzieś daleko od domu, dla ludzi, którym jesteśmy zupełnie obojętni – dodał.


REKLAMA


Zobacz wideo Ogromne zamieszanie wokół dyskwalifikacji Polaka na TCS. O co chodzi z zakazem fluoru?


Jak zarabiać na piłce
Hiszpański futbol od dłuższego czasu cierpi. Rozsądek podpowiada, iż rywalizacja zespołów z La Liga powinna się toczyć w kraju, ale coraz większa rzesza działaczy chce sprzedawać hiszpańskie mecze za granicę. Przez ponad rok prezes La Liga Javier Tebas namawiał kluby Primera Division do gry ligowych spotkań poza Hiszpanią. Dla promocji i pieniędzy. Ustalono już nawet, iż grudniowy mecz Villarreal – Barcelona odbędzie się w Miami. Najostrzej zaprotestował prezes Realu Madryt Florentino Perez, który jest w ustawicznym konflikcie z Tebasem. Do protestu przyłączyli się szefowie innych klubów hiszpańskich, w końcu presja była tak duża, iż organizatorzy meczu z Miami wycofali się z pomysłu. Tebas będzie jednak próbował nadal. On uważa, iż La Liga wymaga promocji poza granicami, bo inaczej kluby hiszpańskie przestaną dotrzymywać kroku znacznie bogatszym od nich zespołom angielskim.
Na ten pomysł – czyli jak zarabiać na hiszpańskiej piłce poza Hiszpanią - wpadł już wiele lat temu ówczesny prezes hiszpańskiej federacji Luis Rubiales, zdymisjonowany potem po głośnej aferze, którą wywołał, całując w usta piłkarkę Jennifer Hermoso podczas ceremonii wręczenia medali mistrzostw świata kobiet w 2023 roku. Rubiales rządził RFEF od 2018 roku, kiedy po raz pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii sprzedano za granicę – do Maroka. Rok później związek podpisał kontrakt w Arabii Saudyjskiej. Wywołał tym lawinę protestów.


Jesus Alvarez, szef sportu w państwowej telewizji RTVE oświadczył, iż nie będzie ubiegać się o prawa do pokazywania Superpucharu, w proteście przeciwko łamaniu praw człowieka i praw kobiet w Arabii Saudyjskiej. Protestował też Tebas, on również podkreślał łamanie praw człowieka w Arabii. Nie miał na to wpływu, bo Superpuchar Hiszpanii organizuje federacja, a nie La Liga. Miliony od Saudyjczyków zasilają konto RFEF.
Kluczową rolę w negocjacjach Rubialesa z rządem Arabii Saudyjskiej odegrał ówczesny piłkarz Barcelony Gerard Pique i jego firma "Kosmos Holding", która otrzymała za to aż 24 mln euro, czyli 10 proc. od wartości transakcji. Aby podnieść wartość hiszpańskiego produktu, Pique wymyślił, żeby zorganizować miniturniej o Superpuchar Hiszpanii, w którym będą grały cztery zespoły: mistrz i wicemistrz kraju oraz finaliści Pucharu Króla. Tak jest do dziś.


Saudyjczycy płacą za każdą edycję Superpucharu Hiszpanii po 40 mln euro, chyba, iż do turnieju nie awansują Real Madryt albo Barcelona - wtedy wypłata jest niższa. Od chwili podpisania kontraktu nigdy się to dotąd nie zdarzyło, obaj hiszpańscy giganci regularnie pojawiają się w Arabii Saudyjskiej. W trzech poprzednich latach mierzyli się w finale.
Kontrowersyjny temat powrócił w kwietniu 2022 roku, gdy dziennik "El Confidencial" opublikował prywatne rozmowy Rubialesa z Pique w sprawie kontraktu w Arabii Saudyjskiej. Wywołało to skandal, bo prezes i piłkarz zachowywali się tak jakby jakby przehandlowali Saudyjczykom swoją prywatną własność.
- To jest mafia. Nie wydaje wam się? Okradli mnie z prywatnych informacji, żeby sprzedać je do mediów i skompromitować. Nie wyobrażam sobie siebie znalezionego w rowie z kulą w karku, ale z workiem kokainy w bagażniku samochodu to już na pewno – wrzeszczał wtedy prezes Rubiales na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Policja miała zbadać, kim jest ta "mafia".


Prezes dumny z umowy z Saudyjczykami
Jak to się wszystko odbyło? Sześć lat temu Pique przyszedł do Rubialesa z propozycją sprzedania Superpucharu Hiszpanii do Arabii Saudyjskiej. - Mamy tam dobre kontakty - powiedział obrońca Barcelony. Były też inne oferty, na przykład z Kataru i USA. "Wybrano tę z Arabii Saudyjskiej, żeby Pique mógł zarobić 24 mln euro prowizji?" – pytali hiszpańscy dziennikarze. Pique i Rubiales twierdzili, iż to bzdura. - Wygrała oferta z Arabii Saudyjskiej, bo była najlepsza - zapewniali.


Pique poprosił też byłego króla Hiszpanii Juana Carlosa I o to, by wywarł presję na Saudyjczykach przy negocjacjach kontraktu dotyczącego Superpucharu. Król się jednak tego nie podjął.
W listopadzie 2019 roku ogłoszono, iż Superpuchar Hiszpanii odbędzie się w Dżuddzie w prowincji Mekka nad Morzem Czerwonym. I iż za cztery lata kontraktu z Saudyjczykami federacja hiszpańska otrzyma 120 mln euro. W pandemii umowę przedłużono o kolejne sześć lat. W 2021 roku Superpuchar Hiszpanii trzeba było rozegrać w Sewilli ze względów sanitarnych.
Rubiales lub po prostu "Rubi" - jak zwracał się do niego w rozmowach Pique – był dumny z umowy z Saudyjczykami. Połowę kwoty dostają kluby, które grają, połowa idzie ponoć na futbol z niższych lig, kobiecy i młodzieżowy.


- Kiedy przychodziłem do związku, jego roczne dochody sięgały 146 mln euro, teraz przekroczyły 400 mln - mówił Rubiales trzy lata temu. - Kiedyś Superpuchar Hiszpanii generował 120 tys. euro, teraz generuje 40 mln euro. To chyba dobrze? - pytał Pique. Rubiales przekonywał, iż nie było tu konfliktu interesów, bo federacja nie negocjowała z firmą Pique, ale z Saudyjczykami, a prowizję 24 mln euro "Kosmos" dostał od rządu Arabii Saudyjskiej, a nie od hiszpańskiego związku.


Przy okazji rozmów o sprzedawaniu Superpucharu Pique poprosił Rubialesa, by wysłał go na igrzyska do Tokio z reprezentacją Hiszpanii. Nie doszło do tego. Rubiales przyznał, iż Pique, ale też kilku innych piłkarzy prosiło go o szansę gry w Tokio, ale wszystkim musiał odmówić. - Decyzję podjął trener - przekonywał prezes.
Na bazie ich zażyłości Pique dzwonił też do Rubialesa, by załatwić łatwiejszą grupę rozgrywkową dla swojego klubu Andorra, który zastępował wtedy zbankrutowany Reus w III lidze hiszpańskiej.
Po publikacjach w "El Confidencial" nie zarzucano Rubialesowi i Pique korupcji wprost, ale złamanie wielu zasad etycznych. Arabia Saudyjska to kraj, który szasta pieniędzmi na sport, by ocieplić swój wizerunek w świecie. Wielu chce z tego skorzystać. FIFA oddała Saudyjczykom mundial w 2034 roku. Rubialesa już wyrzucono z hiszpańskiej federacji, ale jego dzieło przetrwało.
W środę o godz. 20 w półfinale Superpucharu Hiszpanii Barcelona zagra w Dżuddzie z Athletic Bilbao. W drugim półfinale Real Madryt zmierzy się z Atletico Madryt w czwartek o godzinie 20.
Idź do oryginalnego materiału