Adrianna Sułek-Schubert szczerze wyznaje: Mam obsesję na punkcie mojego ciała

2 godzin temu
Adrianna Sułek-Schubert - jedna z najlepszych wieloboistek świata - była gościem programu "Ja wysiadam". W szczerej rozmowie opowiedziała o samotnym wyjeździe na igrzyska w Tokio, presji wyników i najtrudniejszym starcie w swoim życiu: macierzyństwie. - Powiedziałam trenerowi, iż zdobędę dla niego medal olimpijski. I tylko dlatego jeszcze walczę - przyznaje. To historia sportsmenki, która po porodzie musi nauczyć się swojego ciała od nowa, ale nie rezygnuje z marzeń o Los Angeles.
Agnieszka Matracka: Cofnę się do tego momentu ciąży. Pamiętam, jak ja się dowiedziałam o ciąży i co wtedy czułam. To był strach, ale jednocześnie szczęście, ale też przerażenie - wszystko naraz. A Ty pamiętasz ten dzień, kiedy zrobiłaś test ciążowy?
Adrianna Sułek-Schubert: Nie zrobiłam testu. Opowiem ci, jak się dowiedziałam.

REKLAMA





Cały odcinek z Adrianną Sułek-Schubert obejrzycie poniżej:


Zobacz wideo Adrianna Sułek-Schubert szczerze wyznaje: "Byłam dumna z tego, iż jestem w ciąży"



Opowiadaj.
Krótko po rekordzie świata rozpoczynałam sezon i zdobywałam kwalifikację olimpijską. Miałam to szczęście, iż w pierwszym możliwym starcie w Götzis nie poszły mi moje dwie najbardziej wybitne konkurencje, bo ja genetycznie - czego nie mogę potwierdzić po porodzie - jestem zawodniczką skocznościową i jakby mam dar od Boga w konkurencjach skoków w dal, skoków wzwyż. A pobiłam wtedy rekord życia w pchnięciu kulą i w rzucie oszczepem. A wszystko inne było na wysokim, ustabilizowanym poziomie, bez szczytu formy, no bo to był pierwszy start sezonu z ciężkiego treningu. Poszłam więc do ginekologa szukać przyczyn, wyniki TSH miałam fatalne. Gdzieś już szukaliśmy, iż pewnie to ma trochę wpływ na moją skoczność i te parametry. Regeneracja wariowała z dnia na dzień, więc to też było dziwne, bo ja raczej byłam z tych, którym wszystkie maszyny pokazywały wzrastające predyspozycje krótko przed docelową imprezą.
I pojechaliśmy z nastawieniem, iż może coś po prostu jest nie tak i trzeba sprawdzić sprawy kobiece. No i pani ginekolog mówi do mnie, iż trzeba było powiedzieć, iż przyszłam na konsultację ginekologiczną, a nie na jakieś tam badanie. I ja mówię: "Jak to?". A ona mówi: "No gratuluję, jest pani w ciąży". Ja mówię: "Naprawdę?". A ona: "Tak".
Takiej historii się nie spodziewałam.
Wyszłam z tego badania i nie kalkulowałam, kiedy są igrzyska. [...] Ale wychodzę i tak bez przygotowania mówię: "Mamo, będziesz babcią". W ogóle teraz, z perspektywy czasu, zrobiłabym to inaczej, dałabym jej jakąś zdrapkę, tak jak dla moich teściów przygotowaliśmy z mężem, ale nie, ja wyszłam i sprawiłam, iż ona osłupiała. Wparowałam i powiedziałam: "Niedługo będziesz babcią".



A potem sama zaczęłam się zastanawiać: "Czekajcie, ile jest do igrzysk?". I nieświadoma w ogóle tego, jak będzie ciężko, liczyłam: "Ile jest? Dobra, zdążę". Liczyłam siedem miesięcy ciąży. Myślałam, iż on będzie wcześniakiem, iż nie będzie siedział w brzuchu do 43. tygodnia, iż urodzi się malutki, naturalnie, więc nie będzie komplikacji związanych z cesarskim cięciem. Ale nie.
Poród. Leon na świecie. Bierzesz go na ręce i...?
I mówię do położnej, żeby mi dały instrukcję obsługi. [...] Cesarskie cięcie nie było planowane. Miałam ten syndrom, iż się bardzo mocno trzęsłam, więc nie byłam w stanie utrzymać Leona. A iż mój mąż do rany przyłóż - od początku wiedziałam, iż będzie wspaniałym tatą - to od razu poprosiłam położną, iż nie czuję się na siłach, żeby oddała dziecko w ramiona męża. Wtedy mnie zszyli i to było dla mnie straszne.
Mam wrażenie, iż jeszcze nigdy o tym nie mówiłaś.
Mam taką notatkę w telefonie, bo kiedyś będę chciała podzielić się tymi informacjami, a już kilka pamiętam. Mam wrażenie, iż jak przelałam to wszystko na papier, to bardzo dużo wyparowało. No ale pamiętam tę sytuację, jak zszywało mnie dwóch lekarzy. Jeden był ordynatorem, więc go poprosiłam, żeby zrobił najlepsze cesarskie cięcie w swoim życiu, bo nie byłam na to przygotowana. A on mi powiedział, iż to jest taka blizenka. Ja mówię: "Taka blizenka? Co to jest". No ale w rzeczywistości to nie jest taka blizenka.
Pamiętam też, iż od momentu położenia mnie na stół, ten poród nie był przyjemny. [...] Więc jak dzisiaj przejeżdżałam obok szpitala na Żelaznej, to miałam taką refleksję, iż nie jest to miejsce, które dobrze wspominam. Mimo tego, iż miałam część położnych, które chciały, żebym czuła się zaopiekowana i chciały dla mnie jak najlepiej, to gdzieś mam wrażenie, iż to nie był ani przyjemny dzień, ani moment. Jedyną dobrą sytuacją z tego wszystkiego jest to, iż Leon jest zdrowy i po prostu, iż przyszedł na świat.



Twoje ciało w trakcie ciąży i po porodzie się zmieniło. Miałaś taki moment, iż patrzyłaś w lustro i zastanawiałaś się: "Co tu się wydarzyło?".
Mam tak cały czas. Wiem, iż zaraz mogą być clickbaitowe nagłówki, iż wytniemy tylko ten fragment albo ktoś nieprzychylny mi wytnie, iż mam obrzydzenie do swojego ciała po porodzie - no ale tak jest. [...] I gdzieś teraz nie ukrywam, iż mam obsesję na jego punkcie i mam do niego duży wstręt. I tak jak na docelowej imprezie ono jeszcze wygląda tak, iż jestem w stanie je zaakceptować, ale i tak głównie startuję w jednoczęściowym stroju i dopiero drugiego dnia, kiedy to ciało w wyniku wychudzenia po pierwszym dniu rywalizacji wygląda lepiej, to ubieram się w strój dwuczęściowy.
Próbuję to sobie tłumaczyć, jednak ja zarabiałam na siebie i spełniałam wszystkie swoje sportowe ambicje tym ciałem, więc teraz jest mi trudno siebie zaakceptować. [...] Ja nie mogę na przykład odbudować pośladka, co było moim dużym atutem w sporcie. [...] Dlatego mówię, iż nie wiem, jak długo to jeszcze wytrzymam, bo wkładam w to ogrom pracy i mam wrażenie, iż trenuję teraz dużo ciężej, niż trenowałam przed porodem, bo próbuję jeszcze nadrobić ten czas. W perspektywie tego, co robiłam i dawałam sobie czas na regenerację, to teraz też nie ma tej regeneracji z uwagi na Leona. A to ciało nie chce mi odpłacić pięknym za nadobne.
Przegapiliście poprzedni odcinek? Zobaczycie go niżej.
Idź do oryginalnego materiału