Już 13 czerwca wystartuje największy wyścig świata. Dla kibiców 24h Le Mans to jeden wyścig. 24 godziny walki, nocna jazda i finałowa flaga w niedzielne popołudnie. Dla zespołu Inter Europol Competition wszystko zaczyna się jednak znacznie wcześniej, na długo przed pierwszym uruchomieniem silnika w alei serwisowej.
W rzeczywistości Le Mans to ogromna operacja logistyczna, organizacyjna i techniczna, która przez blisko dwa tygodnie działa praktycznie bez zatrzymywania się. Za całość od strony operacyjnej odpowiada Aleksander Jeżewski, dyrektor operacyjny zespołu, koordynujący pracę ponad 80 osób i jednej z największych struktur logistycznych w historii zespołu.
„Le Mans to trochę jak budowa małego miasta na dwa tygodnie. Wszystko musi działać idealnie: transport, części, harmonogramy, catering, garaże, komunikacja między działami. W pewnym momencie skala robi się naprawdę ogromna.” – mówi Aleksander Jeżewski.
Do Francji z bazy zespołu wyjeżdża osiem ciężarówek wypełnionych wyposażeniem technicznym, częściami zamiennymi, elektroniką, narzędziami, zapleczem hospitality oraz całym garażowym „miastem”, które przez kolejne dni będzie funkcjonowało praktycznie 24 godziny na dobę. Sama podróż z Polski do Le Mans to blisko 1800 kilometrów.
Na miejscu wszystko trzeba zbudować od zera. Garaże, stanowiska inżynierskie, magazyny części, zaplecze dla kierowców, kuchnia, hospitality dla partnerów i strefy odpoczynku dla załogi. W praktyce oznacza to dwa tygodnie pracy bez klasycznego podziału na dzień i noc.
W najbardziej intensywnych momentach członkowie zespołu pracują choćby po 18 godzin dziennie. Mechanicy kończą przygotowania samochodów późno w nocy, inżynierowie analizują dane jeszcze kilka godzin po zakończeniu sesji, a dział logistyczny równolegle koordynuje dostawy części, harmonogramy i transport ludzi pomiędzy paddockiem, lotniskami oraz hotelami.
„W wyścigach długodystansowych nie istnieje coś takiego jak „mały problem”. Jedno opóźnienie potrafi uruchomić efekt domina. Dlatego wszystko planujemy z ogromnym wyprzedzeniem, często minuta po minucie.” – dodaje Jeżewski.
Skala całej operacji najlepiej wygląda w liczbach robi wrażenie.
Podczas dwóch tygodni Le Mans zespół przygotowuje około 2000 posiłków dla członków ekipy, partnerów i gości. W paddocku zużywa się 5 tysięcy butelek wody, napojów i kawy. Same ciężarówki przewożą kilka ton sprzętu technicznego i infrastruktury. W trakcie jednego dnia pracy członkowie zespołu potrafią pokonać pieszo choćby kilkanaście kilometrów przemieszczając się między garażami, pit lane, centrum technicznym i paddockiem.
Ciekawostką jest fakt, iż podczas Le Mans praktycznie nigdy nie gaśnie światło w garażach. choćby w środku nocy pracują tam mechanicy, inżynierowie danych, elektrycy czy specjaliści od strategii wyścigowej. Każda minuta może mieć znaczenie, szczególnie gdy samochód wraca do garażu po wielogodzinnym stincie.
Ogromnym wyzwaniem jest również sama koordynacja ludzi. W tym roku Inter Europol Competition obsługuje nie tylko program LMP2, ale również projekt z Road to Le Mans i aktywacjami partnerów. To oznacza dziesiątki lotów, hoteli, akredytacji i harmonogramów, które muszą zostać zsynchronizowane praktycznie co do minuty.
„Na torze kibice widzą głównie kierowców i samochody, ale za nimi stoi gigantyczna grupa ludzi. Każda osoba w tym zespole ma swoje zadanie i od każdego zależy końcowy wynik. W Le Mans sukces nigdy nie jest dziełem jednej osoby.” – podkreśla Jeżewski.
Inter Europol Competition od kilku lat należy do ścisłej czołówki kategorii LMP2 podczas 24h Le Mans. Zwycięstwo w 2023 i 2025 roku oraz drugie miejsce w 2024 pokazały, iż polski zespół potrafi rywalizować z największymi światowymi zespołami. Jednak wewnątrz zespołu wszyscy podkreślają, iż sukces zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie zapalenia zielonych świateł do wyścigu.
Bo Le Mans to nie tylko 24 godziny ścigania. To tysiące godzin przygotowań, setki procedur i dziesiątki ludzi pracujących za kulisami po to, żeby przez jedną dobę wszystko działało perfekcyjnie.














