Linus Sundström
Pierwszym zawodnikiem na tej liście jest były szwedzki żużlowiec – Linus Sundström. 35-latek reprezentował Stal Gorzów przez 5 sezonów (2013-2015, 2017-2018). Kibice pamiętają go głównie z fazy play-off w okresie 2014, kiedy za sprawą świetnych występów pomógł Stali wywalczyć pierwszy złoty medal DMP od 31 lat. Szwed w domowych meczach półfinałowych i finałowych meldował się na mecie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Choć przez całą karierę w Gorzowie uważany był za zawodnika drugiej linii, a jego średnia wahała się w granicach 1,2-1,5 pkt/bieg (przez co miewał problemy ze załapaniem się do składu), w Gorzowie do dziś jest bardzo ciepło wspominany. Z najlepszą ligą świata pożegnał się po sezonie 2018, w którym w 10 spotkaniach ani razu nie przekroczył bariery 5 punktów.
Na sezon 2019 miał trafić do beniaminka zaplecza PGE Ekstraligi – Stali Rzeszów. Pamiętna sytuacja z brakiem licencji dla Rzeszowian po rozgrywkach w 2018 roku sprawiła jednak, iż Szwed ostatecznie wylądował w Rybniku. Tam po raz kolejny okazał się solidnym ogniwem zespołu, który wywalczył awans do elity. Niestety pod koniec tamtego sezonu, podczas Memoriału im. Henryka Żyto w Gdańsku, uległ dramatycznemu wypadkowi, łamiąc kość udową i bark.
Żużel. Falubaz zmieni koncepcję?! To byłby sensacyjny transfer! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Bewley wciąż odczuwa ból. Powrót Brytyjczyka się opóźni! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Kibice Stali uderzają w Falubaz! Tak „ozdobili”… zielonogórski stadion! (ZDJĘCIA) – PoBandzie – Portal Sportowy
Linus SundströmNa tor powrócił w okresie 2020, startując w lidze szwedzkiej, natomiast w Polsce dołączył do Lokomotivu Daugavpils. Ostatecznie pod koniec 2021 roku – z powodu kolejnej poważnej kontuzji, licznych niezagojonych urazów oraz obaw o własne zdrowie – podjął decyzję o zakończeniu kariery w wieku zaledwie 31 lat. W swoim dorobku zdołał zgromadzić komplet medali DMP ze Stalą Gorzów (złoto, srebro i brąz), mistrzostwo (2015) oraz wicemistrzostwo (2017) świata w Drużynowym Pucharze Świata, a także cztery pojedyncze starty w cyklu Grand Prix.
Szwed nie rozstał się jednak z czarnym sportem. Już w 2022 roku został trenerem młodzieżowej kadry Szwecji, a w tej chwili jest szkoleniowcem dorosłej reprezentacji.
Jonas Jeppesen
Duńczyk w wieku 21 lat na najniższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, reprezentując barwy Polonii Piła, odjechał 7 spotkań, uzyskując w nich wysoką średnią na poziomie 1,875 pkt/bieg. Solidne występy perspektywicznego żużlowca sprawiły, iż na sezon 2020 trafił do Arged Malesa TŻ Ostrów Wielkopolski na zapleczu najlepszej ligi świata. Tam rudowłosy zawodnik długo czekał na swoją szansę i dopiero w 9. kolejce odjechał jeden wyścig na wyjeździe w Tarnowie, w którym nie zdobył punktu. Nie wiedział jeszcze wtedy, iż w kolejnym spotkaniu zaliczy jeden z najbardziej spektakularnych występów w historii polskich torów.
5 września 2020 roku drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego mierzyła się ze spadkowiczem z PGE Ekstraligi – eWinner Apatorem Toruń. Piekielnie mocni goście nie przegrali do tamtej pory ani jednego meczu w lidze i po 9 biegach w Ostrowie pewnie prowadzili 31:23. Mimo trudnych warunków torowych spowodowanych opadami deszczu, torunianie zmierzali po swoje dziesiąte zwycięstwo z rzędu. I to właśnie wtedy, w 10. wyścigu zawodów, po raz pierwszy na torze pojawił się Jonas Jeppesen. Zastępując doświadczonego Rafała Okoniewskiego (który w dwóch pierwszych startach przywiózł dwie zerówki), 22-letni Duńczyk wszedł w mecz z niesamowitym impetem. Zdobył 3 punkty i dociągnął do mety podwójną wygraną dla Ostrowa w parze z Adrianem Cyferem. W kolejnym gonitwie ponownie wyjechał na tor w miejsce Okoniewskiego i po raz kolejny wygrał, a tuż za nim zameldował się Grzegorz Walasek. Na tablicy wyników widniał wówczas remis 33:33. W dwunastym biegu Jeppesen znów pewnie sięgnął po trójkę. W trzynastej odsłonie czekała go obowiązkowa przerwa (po odjechaniu trzech wyścigów z rzędu), a bieg wygrał Nicolai Klindt i przed biegami nominowanymi stan meczu wynosił 39:39. W finałowej serii Jeppesen pojawił się na torze dwukrotnie i wygrał oba starcia. Co ciekawe, w decydującym, 15. biegu jechał osamotniony i po pierwszym łuku goście wyszli na podwójne prowadzenie, a mimo to minął linię mety jako pierwszy i to dzięki jego fantastycznej dyspozycji Ostrowianie sensacyjnie pokonali niezwyciężony Toruń 46:44.
Po tym fenomenalnym spotkaniu Jeppesen wystartował jeszcze trzykrotnie w okresie 2020 z różnym skutkiem, po czym na rozgrywki 2021 przeniósł się do PGE Ekstraligi, dołączając do Eltrox Włókniarza Częstochowa.
fot. Włókniarz CzęstochowaW elicie Duńczyk spisywał się jednak co najwyżej przeciętnie. Po debiutanckim sezonie 2021, w którym uzyskał średnią 1,255 pkt/bieg, otrzymał od Częstochowian szansę na kolejny rok. Okazało się to jednak błędem – przez większość rozgrywek Jeppesen zaliczał zaledwie jeden lub dwa starty, po czym w dalszej części spotkań zastępowali go Jakub Miśkowiak bądź Mateusz Świdnicki. Tylko raz zaliczył 5 startów w jednym meczu (podczas wyjazdowego starcia we Wrocławiu). W fazie play-off, która liczyła wówczas aż 6 spotkań (ze względu na nowy system z udziałem sześciu zespołów), Jeppesen na torze pojawił się zaledwie… raz i nie zdobył punktu.
Duńczyk co prawda pełnił rolę zawodnika U24, jednak Włókniarz na tej pozycji dysponował już znacznie lepiej spisującym się rówieśnikiem Jeppesena – Bartoszem Smektałą. Być może gdyby w miejsce rudowłosego żużlowca zakontraktowano pewniejszego zawodnika, Częstochowianie byliby w stanie wywalczyć w okresie 2022 coś więcej niż brązowy medal.
Po nieudanym okresie pod Jasną Górą rudowłosy żużlowiec trafił do niemieckiego Trans MF Landshut Devils na zapleczu PGE Ekstraligi, gdzie ponownie zanotował słaby sezon. Sama drużyna z Landshut nie spełniła wymagań licencyjnych i została zdegradowana do Krajowej Ligi Żużlowej. Na tym poziomie rozgrywkowym Jeppesen jeździ do dnia dzisiejszego, reprezentując w tej chwili barwy OK Kolejarza Opole.
Andrij Karpow
Ostatni raz w PGE Ekstralidze oglądaliśmy Ukraińca w 2017 roku. Rok wcześniej trafił do Falubazu i jako solidny zawodnik drugiej linii wywalczył z zielonogórską drużyną brązowy medal DMP. W kolejnym sezonie Karpow spisywał się już słabiej i ze składu wygryzł go Jacob Thorssell. To oznaczało, iż Ukrainiec musiał szukać miejsca na zapleczu. Trafił do ROW-u Rybnik, z którym zajął drugie miejsce w lidze po pamiętnym finałowym dwumeczu z Motorem Lublin. Karpow wykręcił w 2018 roku średnią 1,725 pkt/bieg, po czym na kolejny sezon wylądował na najniższym poziomie rozgrywkowym w odradzającym się ośrodku w Krośnie. Tam w barwach Wilków zaliczył kapitalne sezony – stał się prawdziwym liderem „Watahy” i poprowadził ją w 2020 roku do awansu na zaplecze Ekstraligi z kompletem zwycięstw.
Andriej Karpow dobrze czuje się w Krośnie/ fot. Jarosław PabijanNiestety w kwietniu 2021 roku, już jako zawodnik Stali Rzeszów, uległ koszmarnemu wypadkowi podczas treningu na torze w Grudziądzu. Karpow doznał pęknięcia płuca oraz złamania aż 9 żeber, w wyniku czego został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej na kilka dni. W tamtym sezonie na tor już nie wyjechał. Mimo tak ciężkich obrażeń planował wrócić do ścigania w kolejnym roku. Wybuch wojny w Ukrainie sprawił jednak, iż zawodnik wolał pozostać w ojczyźnie i pomóc w jej obronie przed rosyjskim agresorem.
Na tor powrócił po 3 latach – w okresie 2024 wystartował w kilku imprezach, m.in. w półfinale Drużynowych Mistrzostw Europy, w którym Ukraina pełniła rolę gospodarza (mimo iż zawody odbywały się w Gdańsku). Ten powrót wywołał ogromne emocje zarówno u samego zawodnika, jak i u kibiców, którzy bardzo ciepło powitali go na gdańskim stadionie. w okresie 2025 doświadczony Ukrainiec był jeszcze łączony z Unią Tarnów, która szukała wzmocnień w walce o utrzymanie w Metalkas 2. Ekstralidze, jednak ostatecznie nie dołączył do zespołu „Jaskółek”.
David Bellego
Ostatnim żużlowcem na liście jest reprezentant dość egzotycznego, jak na ten sport, kraju, czyli Francji. David Bellego swoją przygodę z polską ligą rozpoczął już w 2014 roku w barwach Ostrovii Ostrów Wielkopolski. Przełomowe okazały się dla niego jednak starty w drugoligowym PSŻ-cie Poznań, którego stał się niekwestionowanym liderem w latach 2018–2019 (w sezonie 2019 był wręcz najlepszym zawodnikiem rozgrywek ze średnią biegopunktową na poziomie 2,439).
Z Poznania przeniósł się do drużyny, która pokonała PSŻ w pamiętnym dwumeczu o awans na zaplecze PGE Ekstraligi – Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Pierwszy rok Francuza w barwach „Gryfów” był bardzo udany. Ze średnią 1,905 pkt/bieg zajął 16. miejsce w klasyfikacji indywidualnej.
Kolejny rok okazał się dla Francuza prawdziwym przełomem. Został najlepszym zawodnikiem zaplecza PGE Ekstraligi ze średnią 2,292 pkt/bieg, dzięki czemu dostrzegła go Fogo Unia Leszno. Był to dla niego świetny czas także na arenie międzynarodowej. Reprezentacja Francji awansowała do finału Speedway of Nations, zajmując 3. miejsce w półfinale w Dyneburgu (wyprzedzając m.in. Niemców i Rosjan) za sprawą kapitalnego duetu David Bellego – Dimitri Bergé. W dwudniowym finale w Manchesterze Francuzi zajęli bardzo solidne 5. miejsce, zostawiając w pokonanym polu Łotwę oraz Szwecję. Bellego wywalczył wtedy aż 34 z 47 punktów swojej drużyny, zdobywając tym samym więcej oczek niż cała szwedzka kadra w ciągu dwóch dni rywalizacji. W 2021 roku, wspólnie z Bergé, sięgnął także po mistrzostwo Europy par przed własną publicznością w Mâcon.
W sezonie 2022 Bellego zapisał się na kartach historii jako drugi Francuz startujący na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Pierwszym był ojciec wspomnianego Dimitriego – Philippe Bergé, który zadebiutował w polskiej elicie w 1993 roku… czyli dokładnie w roku urodzenia Bellego. PGE Ekstraliga okazała się jednak dla Francuza zbyt dużym wyzwaniem. W całym sezonie ani razu nie zanotował dwucyfrowego dorobku i można było zauważyć, iż Bellego nie daje sobie rady w najlepszej lidze świata. Rozgrywki zakończył ze średnią 1,487 pkt/bieg.

Rok później wrócił do Bydgoszczy, jednak radził sobie znacznie gorzej niż przed odejściem. Średnia przekraczająca zaledwie 1,5 pkt/bieg nie zadowalała działaczy Polonii i na sezon 2024 Bellego trafił do najniższej klasy rozgrywkowej – tarnowskiej Unii. W jej barwach wygrał ligę, a indywidualnie był piątym najskuteczniejszym zawodnikiem rozgrywek.
W kolejnym roku przeszedł do największego rywala Tarnowian, czyli do Texom Stali Rzeszów. W jej barwach w rozgrywkach Metalkas 2. Ekstraligi ponownie spisywał się jednak przeciętnie, występując w zaledwie pięciu meczach. Co ciekawe, poza spotkaniami w Lesznie i Bydgoszczy – czyli na torach zespołów, które reprezentował w przeszłości – szło mu wręcz fatalnie, przez co ostatecznie na stałe stracił miejsce w składzie. Na obecny sezon wrócił do Krajowej Ligi Żużlowej, zasilając łotewski LVBET Lokomotiv Daugavpils. Na najniższym szczeblu ligowym we Francuzie znów odżył dawny lider – w tej chwili Bellego legitymuje się 3. średnią biegopunktową w całej lidze.

2 tygodni temu















