Witold Skrzydlewski znany jest z tego, iż nie gryzie się w język, ale jego najnowsza diagnoza dotycząca czarnego sportu w Polsce brzmi wyjątkowo złowieszczo. Choć Łódź świętuje przyznanie rundy Grand Prix na sezon 2026, właściciel Orła studzi nastroje i wskazuje na potężny problem, który jego zdaniem może doprowadzić dyscyplinę do upadku.
Chodzi o pogodę i brak dachu nad polskimi stadionami. Zdaniem Skrzydlewskiego, choćby najnowocześniejsza Moto Arena w Łodzi nie wykorzysta swojego potencjału, jeżeli organizatorzy wciąż będą musieli nerwowo spoglądać w niebo.
Właściciel Orła uważa, iż kibice – zwłaszcza ci, którzy na zawody muszą dojechać z innych miast – tracą cierpliwość do żużlowej loterii pogodowej. Strach przed odwołaniem imprezy w ostatniej chwili sprawia, iż fani rezygnują z kupna biletów i planowania wyjazdów.
– Uważam, iż jeżeli my nie zakryjemy stadionów, to żużel w Polsce zdechnie, bo plandeki nie rozwiązują tego problemu – prognozuje Skrzydlewski w rozmowie z portalem lodzkisport.pl
Przy okazji czarnych wizji, Skrzydlewski odsłonił kulisy przyznania Łodzi turnieju o mistrzostwo świata. Okazuje się, iż łódzka runda SGP to efekt… gigantycznych problemów finansowych innego wielkiego ośrodka.
– Do ostatniej chwili myślałem, iż wypadliśmy z tej gry. Weszliśmy na miejsce Stali Gorzów, która miała wielkie zaległości finansowe, ale w ostatniej chwili wszystko zostało spłacone. W czwartek rano byłem przekonany, iż nic z tego nie będzie – zdradza prezes.
Ostatecznie to jednak Łódź znalazła się w kalendarzu, co prezes przypisuje ogromnemu zaangażowaniu władz miasta z prezydent Hanną Zdanowską na czele oraz wsparciu sterników Ekstraligi i PZM. Dla Łodzi to nie tylko prestiż, ale szansa na przyciągnięcie kibiców z regionów, gdzie żużla nie ma – m.in. z Warszawy.
Skrzydlewski odniósł się również do fali krytyki, jaka spadła na klub w związku z cenami biletów na łódzką rundę Grand Prix. Kibice narzekają na drożyznę, ale prezes Orła pozostaje niewzruszony. Porównuje żużlowe święto do wielkich wydarzeń kulturalnych.
– To nie są wygórowane ceny. Podobne, a choćby większe kwoty trzeba zapłacić chociażby za bilet na jakiś koncert. Tak to dzisiaj wygląda. jeżeli nie sprzedamy tych biletów, to wtedy osoby, które twierdzą, iż wejściówki są za drogie, będą miały rację. Ale jeżeli w ciągu kilku tygodni wyprzedamy wszystkie bilety, to wyjdzie na nasze – ucina krótko.
Witold Skrzydlewski












