Żużel. Uciechy życia vs układ zamknięty. Słów kilka o Piotrze Rusieckim (FELIETON)

1 miesiąc temu

Historia speedway`a ma też swoje ciemne strony. To nie podlega dyskusji. I nie mówimy wyłącznie o dramatycznych karambolach na torze. Niektórzy „ludzie szlaki” nie potrafili adekwatnie wyjść z życiowych zakrętów. Niechlubne wydarzenia i ludzi o których dziś niewielu chce pamiętać ma żużel niemało. Część weszła w konflikt z prawem. Część korzysta z… „łutu szczęścia” (tak to nazwijmy) i dotąd nigdy owego konfliktu nie zaznała. Takoż konsekwencji rzeczonego. Te mało chwalebne karty zapisywali tak zawodnicy, jak też różnej maści (najczęściej) biznesmeni. Jedni medialni i znani inni bezimienni przed „aferą”.

Pamiętacie choćby „transfer stulecia”? Po sezonie 1996 Pergo Gorzów zapłaciło Apatorowi za młokosa astronomicznych wówczas 600 tysięcy. Czy bohater sensacji Tomasz Bajerski „spłacił się” wynikami na torze? A wiecie co mówi i co sądzi o nim dziś Les Gondor – ówczesny Prezes Stali? Zapewniam, iż dalekie to jest od pochwał i entuzjazmu, takoż uwielbienia. To raczej długa lista „występków”, bo nie o ściganie tu idzie, popularnego „Bajera”. Koniec końców tenże odpokutował. Hulaszczy tryb życia nie mógł trwać wiecznie. Beknął za przekręty. Kiblował. Czy się wykaraskał z życiowych wiraży? Chyba nie do końca, acz dzisiaj to „szanowany trener” w… klapkach.

Żużel. GKM ma największy żużlowy talent od lat? Tak go złowili! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Skrzydlewski dalej chce sprzedać klub! Stracił kilka milionów – PoBandzie – Portal Sportowy

Rafał Szombierski – kolejny z niechlubnej listy. „Szumina” spowodował dramatycznyw skutkach dla poszkodowanej Beaty Leśniewskiej wypadek – zapomniał o udzieleniu pomocy. Na „podwójnym gazie” próbował uciec z miejsca zdarzenia. „Fantazja”, naturalnie ta najgorzej rozumiana, tym razem zawiodła. W realnym świecie takie zachowania określają brakiem odpowiedzialności, deficytem rozwagi, czy wręcz głupotą nazywając rzeczy po imieniu. Facet przez lata był przyzwyczajany, iż wszystko przychodzi łatwo, lekko i przyjemnie. Że choćby najbardziej ordynarny i najbardziej haniebny postępek, nie tylko może być wybaczony, ale wręcz uznany za zabawny. Takie specyficzne poczucie humoru. Kto z nas nie uśmiechnął się pod nosem, słysząc o „wyczynach” Szuminy? Potrafił choćby wierzchem zajechać na CPN po „paliwo”. Zabrakło przy grillu, a koń był na podorędziu. Zabawne – prawda? Ponosiło nie raz. Ten jeden – tragicznie. Alkohol to zło. Sprowadza opamiętanie i rozwagę na margines. Granice się zacierają. Poszkodowana przez byłego żużlowca kobieta ciągle nie odzyskała pełnej sprawności. – W zasadzie kilka się zmieniło – powiedział niedawno Ireneusz Leśniewski, ojciec pani Beaty.

Kobieta przez trzy miesiące znajdowała się w śpiączce. Po wypadku ma niedowład prawej części ciała, występują u niej problemy z pamięcią. Nie jest samodzielna i potrzebuje ciągłej opieki. Poruszała się na wózku, miała też problemy z rozpoznawaniem bliskich. „Wie, iż ma córkę, ale nie pamięta, iż ją urodziła. Nie pamięta studiów” – mówiła przed sądem Kinga, siostra poszkodowanej.

Rehabilitacja pochłania krocie. Rodzina wydała już na nią grubo ponad 200 tysięcy złotych. Gdyby nie internetowe zbiórki, bliscy pani Beaty mieliby problemy z opłaceniem tych kosztów. A media? Ciągnęły sprawę, gdy ta była świeża i przynosiła kliknięcia. Dziś niewielu pamięta o poszkodowanej, a już wracać do sprawy nie chce prawie nikt. Nie klika się. Pewnie media „przypomną sobie” na chwilę o Szombierskim, gdy ten wyjdzie na wolność. Po czym… znowu „zapomną”.

Głośno było też niedawno, takoż przez moment, o byłym rajderze Sparty. Krzysztof J. nie zapanował nad reakcjami podczas libacji. Zakończyło się się dotkliwym pobiciem, upadkiem ze schodów ofiary, a w efekcie śmiercią. Wielu tak kończyło i (niestety) kończy po karierze sportowej. Niespełnione nadzieje, czy ambicje. Kariera, bardziej przygoda, zakończona. Co począć? Łatwa, duża kasa i brak wykształcenia, w pakiecie z deficytem zdrowego rozsądku w odwrocie. A po startach na torze zostaje już tylko flaszka, kupiona za zebrany i sprzedany w skupie złom, bądź zapomogę i coraz częstsze „imprezy” do upadu. Do nieprzytomności i niepoczytalności. A efektem? Tragedia, dramat, często kraty.

Żużel. Ile można teraz zarobić w Grand Prix? Tyle wyjęliby Kurtz i Zmarzlik! – PoBandzie – Portal Sportowy

Zbigniewowi B i Markowi M z Zielonej Góry też mało było mołojeckiej sławy, a gdy przyszło walczyć z doskwierającym brakiem floty na uciechy – poszli na skróty. Nie łapali się do składu, a jeżeli – punktowali coraz rzadziej i mizerniej. Brakowało na „zabawę”. Postanowili więc zarobić… zabijając. Zwłoki ofiary, której ukradli (w skali problemu) kilka drobnych, zawinęli w dywan i zakopali. Działali z premedytacją. To nie był amok. To nie zbrodnia w afekcie. Tu mieliśmy zimne, cyniczne morderstwo. Obaj opuścili już mury więzienią, ale dziś niewielu przyznaje się do dawnej z nimi zażyłości. Czy pozbawienie kogoś życia można w ogóle odpokutować?

A ilu jest takich, którzy naciągnęli, wyłudzili, bądź przekręcili na kasę jedną, czasem kilkadziesiąt osób, ale przed wymiarem sprawiedliwości się uchowali? Sam wiem o kilku przynajmniej, ale ponieważ ci nie zostali nigdy skazani – nie ujawnię o kogo chodzi. Dawni „koledzy” z toru pewnie też się nie przyznają. W końcu trochę… wstyd.

Po stronie tuzów też trafiło się kilku „(fi)golasów”. Dziś golasów.Ostanio Nawrocki, wcześniej Niemyjski, Morawski, „prezydent” Majewski, Ślak, Jabłoński z Marcinkowskim i kilku jeszcze. Następni (z całą pewnością) pojawią się za moment. Jest kilka „gorących” wątków. Niektóre sprawy ciągnęły się ponad miarę (czasową), a inne nigdy nie oparły się o wymiar „sprawiedliwości”. Niewielu skończyło jak Bóg przykazał – we Wronkach. Jedni mamili „wielkim światem” i niebotycznymi (rzekomo) pieniędzmi. Inni „grali” diamentami i luksusowymi brykami. Kończyło się zawsze spaloną ziemią. Są jednak i tacy, którzy do dziś cieszą się znakomicie prosperującym biznesem, będąc niemal monopolistami, a z pewnością hegemonami w branży. Owszem. Trafili przed oblicze Temidy, ale nie w roli oskarżonych. Przy tym potrafili wykorzystać swoich „pięć minut” i doskonale „ustawić” najbliższych. Pamiętacie choćby łódzką aferę „Łowców skór”? Witold Skrzydlewski przyznał, iż sam był umoczony. Czy wsypał konkurentów ponieważ męczyły go wyrzuty sumienia? Zaczął mówić ze szlachetnych pobudek? Wydaje się, iż nie. Sprawa wygląda na bardzo przyziemną. Puścił farbę, bo miał na pieńku z konkurentem. Włos mu z głowy za to nie spadł. Mało. Cieszy się nie tylko wolnością, ale także pozycją niepisanego monopolisty na rynku. A rodzina? Poszła w biznes takoż politykę i też ma się znakomicie. Nie chcę kasy i pozycji łódzkiego bonza. Nie w taki sposób. Na dzielni mamy zasady.

Z Piotrem Rusieckim może być po trosze jak z Romanem Kluską, tym od Optimusa. W majestacie prawa można wszak zniszczyć każdego. Pamiętacie film „Układ zamknięty”? Puenta? Nie pasuje nijak do wymienionego grona Peter „Polcopper”. I przyznaję zrazu – swój osąd opieram wyłącznie na intuicji. Własnym przekonaniu. Nie mam wglądu w akta sprawy, dokumenty, zeznania. jeżeli jednak okaże się, iż leszczyński mistrz steków rzeczywiście zarządzał zorganizowaną grupą przestępczą, jak tego chce Prokuratura – odszczekam. Odszczekam i posypię głowę popiołem. jeżeli były boss „Byków” ma czarno za pazurami, przy tym w branży haniebnej ponad miarę, bo trującej nas wszystkich – schylę głowę i przeproszę publicznie. Chcę jednak wierzyć, iż to „tylko” rozczarowany porażką konkurent, usiłuje na wszelkie sposoby pogrążyć rywala. Mam nadzieję, iż Piotr Rusiecki nie trafi jako kolejny „człowiek szlaki” na listę hańby. Jego dokonania Go bronią, ale wyrok wyda niezawisły Sąd. Na podstawie dowodów, których nie znam i nie wiem czy istnieją. Opieram się na domniemaniu niewinności i szacunku dla dorobku.

Przemysław Sierakowski

Idź do oryginalnego materiału