W obecnym roku Włókniarz ponosi porażkę za porażką. Nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miałaby się w najbliższym czasie zmienić. Tak słabego sezonu w wykonaniu „Biało-Zielonych” nie było już od bardzo dawno. choćby w 1992 r., kiedy Częstochowianie (występujący pod nazwą Yawal) również spadli z hukiem z najwyższej klasy rozgrywkowej, na 18 rozegranych spotkań jedno udało się wygrać. Było to starcie ze Stalą Rzeszów na swoim terenie (21 maja 1992, 47:43).
Choć jeszcze przed rozpoczęciem ligowych zmagań – także w Częstochowie – liczono się z takim czarnym scenariuszem, przynajmniej część sympatyków żużla w tym mieście żyło nadzieją przełamania ich ulubieńców w którymś ze spotkań. Sądzono, iż takowe może nastąpić w ostatniej batalii, rozegranej 3 lipca na stadionie przy Olsztyńskiej przeciwko Stelmet Falubazowi Zielona Góra. Drużyna ta bowiem spisuje się poniżej oczekiwań – zajmując dopiero siódme miejsce w tabeli – i zdaniem niektórych mogła być szansa na korzystne rozstrzygnięcie dla brązowych medalistów DMP sprzed czterech lat.
Ostatecznie zespół z lubuskiego zwyciężył 50:40. I mimo iż Włókniarz osiągnął wówczas najwyższy rezultat u siebie w tym sezonie, według opinii trenera tej drużyny, Mariusza Staszewskiego nie było zbyt wielu powodów do dumy. – Był to najlepszy mecz domowy w roku 2026 w naszym wykonaniu, ale tak naprawdę nie ma za bardzo z czego się cieszyć. Wiemy bowiem, iż Falubaz odpuścił biegi nominowane, posyłając w nich do jazdy juniorów, co poniekąd zakłamało wynik tamtego spotkania. Goście byli zdecydowanie drużyną lepszą od pierwszego do ostatniego biegu i zasłużenie wygrali. Staraliśmy się, walczyliśmy, dokonując rezerw taktycznych, aczkolwiek to było wciąż za mało, aby wygrać spotkanie – mówił szkoleniowiec.
Żużel. Kartki dla Janowskiego za „bączki”. Mówi o indolencji… Demskiego!
Przyjezdni to starcie rozpoczęli od bardzo mocnego uderzenia, triumfując w dwóch pierwszych biegach po 5:1. Później doszły jeszcze wygrana 4:2 i remis 3:3. Tym samym po pierwszej serii ekipa z Zielonej Góry prowadziła 17:7. Wyglądało na to, iż początek spotkania w dużej mierze zaważył na jego losie. To nie była pierwsza ligowa potyczka z udziałem teamu spod znaku lwa, w której zwycięzca de facto znany był już na długo przed końcem.
– W każdym meczu, któraś z serii lub wyścigów zaważa na wyniku danego meczu. W poprzednim starciu domowym z Fogo Unią Leszno (19 czerwca – przyp. red.) były to gonitwy nr 10 i 11, gdzie padły po dwie podwójne wygrane na korzyść przeciwników, co w zasadzie „ustawiło” całą rywalizację. 3 lipca z kolei od samego początku Falubaz narzucił tempo, po czym utrzymywał przewagę, a jeszcze przed wyścigami nominowanymi ją powiększył – kontynuował w rozmowie z nami Staszewski.
Żużel. Kto wybierze rywala, a kto wypadnie z PO? Wszystko policzyliśmy!
Przed startem sezonu w „Świętym Mieście” zastanawiano się nie tylko nad kwestią, czy czterokrotni drużynowi mistrzowie Polski zachowają ligowy byt, ale także nad tym, kto będzie liderem drużyny. Patrząc na zbudowany na aktualne rozgrywki skład ciężko bowiem było wytypować zawodnika, który regularnie co zawody przywoziłby „dwucyfrówkę”. Te przypuszczenia znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Co mecz bowiem pierwszoplanową rolę odgrywa ktoś inny. W miniony piątek najskuteczniejszy wśród zawodników miejscowych był Rohan Tungate, który przy swoim nazwisku zapisał 12 punktów w sześciu swoich wyścigach. Ponadto trzy razy mijał metę na czele stawki.
– To był bardzo dobry mecz w wykonaniu Rohana, mimo taśmy, którą niestety zaliczył w pierwszym biegu. Przez to na pewno, przynajmniej trochę, stracił. Pierwszy wyścig też jest ważny. Po tej gonitwie są bowiem dokonywane w sprzęcie pewnego rodzaju korekty, by ewentualnie coś jeszcze poprawić. Bardzo dobra jego postawa i oby tak już było do końca sezonu – ocenił występ swojego podopiecznego trener Staszewski.
Żużel. Doyle miał do niego duże pretensje! Mówi o wygranej na łokcie z mistrzem świata
W dalszym ciągu poważną bolączką Włókniarza, jest brak równej postawy całego zespołu. – Co do pozostałych zawodników, w ich przypadkach była nierówna jazda. Często bywa tak, iż kilku z żużlowców, najpierw zdobywa 2 punkty, później przywozi „zero”, a następnie przyjeżdża z „trójką”. Przy takiej chwiejnej skakance ciężko łatać dziury choćby rezerwami taktycznymi. Brakuje nam stabilizacji, zarówno w kwestii dyspozycji zawodników, jak i całej drużyny. Jeszcze przed sezonem, mówiłem, iż jeżeli mamy cokolwiek ugrać, musimy jechać całą drużyną. A przeważnie jest tak, iż dwóch zawodników zaprezentuje się dobrze, a reszta słabiej. Co do juniorów, czasem też coś dorzucą, a innym razem nie za bardzo. Wszyscy rajderzy więc muszą spisywać się na swoim, dobrym poziomie z racji faktu, iż zdecydowanych liderów u nas nie ma. Każdy po trochu musi zdobywać te punkty, byśmy mogli cokolwiek wygrać – oznajmił.
Choć próżno szukać stabilizacji wśród seniorskich zawodników, w przypadku juniorów w miarę równą formę prezentuje Szymon Ludwiczak. Szef sztabu szkoleniowego biało-zielonej ekipy może liczyć na ważne punkty ze strony popularnego „Ludwika” praktycznie co spotkanie. To, iż niespełna 19-latek wyrasta na pierwszoplanową postać formacji młodzieżowej Krono-Plast Włókniarza, udowadnia nie tylko w meczach PGEE, ale również w U24 Ekstralidze czy Drużynowych Mistrzostwach Polski Juniorów.
Żużel. Burza po decyzji ws. meczu Orzeł – Polonia! To jeszcze nie koniec?
– Na pewno można powiedzieć, iż to lider wśród naszych juniorów. Pokazuje to jego średnia biegopunktowa. Myślę natomiast, iż Szymona stać na więcej. Trzeba pamiętać, iż znów zaczął mecz od „jedynki”, więc nie należy popadać w hurraoptymizm. Oczywiście jest u niego postęp szczególnie w zawodach młodzieżowych czy U24. Ale jeżeli chodzi o ligę, to tego przeskoku, którego od niego oczekuję, jeszcze nie ma – powiedział.
Udział w tegorocznej edycji Ekstraligi Częstochowianie wznowią dopiero 9 sierpnia, kiedy na wyjeździe zmierzą się z Gezet Stalą Gorzów. Według opinii Mariusza Staszewskiego, przerwa w tych rozgrywkach nie powinna być mocno odczuwalna przez jego podopiecznych. – Około miesięczna przerwa dotyczy tylko Ekstraligi. Wszystkie pozostałe zmagania w Polsce będą kontynuowane. Sądzę, iż zawodnicy tej przerwy nie powinni jakoś mocno odczuć, gdyż będą jeździć niemalże cały czas, jak choćby w DMPJ, U24 Ekstralidze, czy ligach zagranicznych. Z drugiej strony, może to i dobrze, iż ta przerwa w PGEE nadeszła – w naszych głowach na pewno się ona przyda – zakończył.
NORBERT GIŻYŃSKI

1 miesiąc temu















