Gniezno. Niedziela, 12. bieg.
Patryk Budniak ma dziewiętnaście lat i jest najskuteczniejszym zawodnikiem Ultrapur Omegi Gniezno w Krajowej Lidze Żużlowej. Jego średnia 2,308, czwarte miejsce w klasyfikacji całej ligi. W 12. biegu niedzielnego meczu ze Śląskiem Świętochłowice on i Leon Szlegiel sczepili się motocyklami na przeciwległej prostej i z pełną prędkością uderzyli w bandę. Szlegiel wstał o własnych siłach. Upadł chwilę potem na murawie i też trafił do karetki, ale wstał.
Budniak nie miał tyle szczęścia. Przeleciał przez bandę, uderzył w siatkę okalającą trybunę gości i spadł na beton dawnego parkingu. Jego motor wylądował na lampie i na clubowym busie. Na stadionie natychmiast rozpoczęła się reanimacja. Lądował śmigłowiec LPR. Brak urazów narządów wewnętrznych to w tej chwili najlepsza możliwa wiadomość. Liczne złamania nóg to ta druga. Patryk walcz. Reszta poczeka.
Ale jedna rzecz nie poczeka i powiem ją wprost: stadion w Gnieźnie ma w tym miejscu problem z infrastrukturą. Bandę w miejscu dawnego parku maszyn przy Hotelu Orzeł kibice i zawodnicy znają od lat. Policja zapowiedziała kontrolę dokumentacji, licencji i zabezpieczeń. Czekam na wnioski.
Żużel. Prezydent reaguje ws. budowy obok „Olimpico”! Ważna deklaracja!
Żużel. Mówi, iż Stal zbije Falubaz! „Zrobimy pięć punktów”
Slaný. Piątek, 7. bieg.
Dzień wcześniej, w piątek 8 maja, w czeskim Slaným na tradycyjnym Memoriale Antonína Vildeho piętnastoletni Karel Průša ze Žatca uczestniczył w kolizji trzech motocykli. Dwaj pozostali zawodnicy wyszli cało. Průša trafił najpierw karetką do szpitala w Slaném, a potem śmigłowcem do Prahy-Motol z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi. Operacja. Śpiączka farmakologiczna. Walka o życie.
Piętnaście lat. Finalista SGP3 w dwóch poprzednich sezonach. Zawodnik, o którym czeskie środowisko mówiło jako o talencie, który może wejść do ścisłej elity. Tata też jeździł na żużlu i to on wprowadził syna w ten świat. W 2022 roku, gdy zapytano małego Karela o motocykl bez hamulców, odpowiedział iż jak tylko zrobił pierwszy smyk, strach zniknął. Teraz ten chłopak jest w Motolu i walczy. W żużlowym środowisku świadomość istnienia Průšy była do piątku minimalna. Poza Czechami i nielicznymi obserwatorami SGP3 nikt tego nazwiska nie znał. Po piątku cała żużlowa Europa trzyma kciuki. Tak to działa. Szkoda, iż tak musi działać.
Żużel. Dla kogo derby Stal-Falubaz? Unia i Motor na styk! „Miedziak” typuje 6. kolejkę
Grudziądz. Piątek, 5. bieg.
Piotr Pawlicki jechał pewnie na prowadzeniu. Na wyjściu z drugiego łuku podbiło mu motocykl na tylne koło. Uderzył w część płotu na prostej startowej, gdzie nie było już dmuchanych band. Lekarz zawodów orzekł zdolność do dalszej jazdy.
To, co nastąpiło potem, jest jednym z tych momentów, które żużlowe środowisko powinno sobie odtworzyć w spokojnym momencie i zastanowić się, co to mówi o dyscyplinie. Piotr Pawlicki, nie mogąc samodzielnie chodzić, był wsadzany na motocykl przez mechaników. Jeździł. Punktował. Ciągnął Unię Leszno. I to jest adekwatna odpowiedź na pytanie, dlaczego środowisko żużlowe czasem samo sobie szkodzi, bo gloryfikuje jazdę na granicy bólu jako bohaterstwo, zamiast postawić pytanie, czy ktoś w tej sytuacji w ogóle powinien być na torze.
Diagnoza po badaniach: zwichnięcie, skręcenie, naderwanie stawów i więzadeł stawu skokowego. Pawlicki porusza się o kulach. Nie pojechał w finale DME. Jego miejsce zajął Wiktor Przyjemski.
I jeszcze jedno zdanie o trybunach w Grudziądzu, gdzie w momencie gdy Pawlicki leżał na torze, część kibiców krzyczała rzeczy, których nie ma sensu powtarzać. Żużel ma wspaniałą publiczność. Ale ma też problem z jej częścią, który środowisko zbyt długo zamienia w temat do zignorowania.
Żużel. Przełomowe wieści ws. Patryka Budniaka ze szpitala! „Wybudzony i odpowiada na kontakt”
DME. Koniec serii.
W sobotę 9 maja w Rzeszowie Polska nie obroniła tytułu Drużynowego Mistrza Europy. Cztery złota z rzędu (Poznań, Stralsund, Grudziądz, Gdańsk) i koniec serii.
Polska przegrała, bo regulamin jest skonstruowany w sposób, który przez lata działał na jej korzyść, a teraz zaczął działać przeciwko niej. Jeden stały uczestnik SGP na drużynę. Kiedy Polska miała jednego Zmarzlika w SGP, a reszta stawki miała po kilku zawodników, przepis był neutralny. Teraz Polska ma w SGP Zmarzlika, Worynę, Kuberę i Dudka. Selekcjoner Chomski mógł wybrać jednego. Wybrał Zmarzlika. Woryna, Kubera i Dudek siedzieli na trybunach albo w domach. Dania wystawiła optymalny skład bez żadnych ograniczeń. Jest w tym jakaś żużlowa ironia: Polska wyhodowała tak dobrych zawodników, iż własny regulamin zaczął ją karać za nadmiar talentów.
Nieoczekiwanym bohaterem wieczoru był Bartosz Bańbor. Dziewiętnastoletni junior Motoru Lublin, czternaście punktów i najskuteczniejszy zawodnik polskiej drużyny. Zmarzlik dołożył dwanaście. Reszta dowoziła ile mogła. Dobrze, iż nie mieliśmy więcej kontuzji, bo trzeba by powołać Antka Kawczyńskiego. Swoją drogą nowy selekcjoner to była szansa na otworzenie na nowo relacji z Maciejem Janowskim. Czy mimo zapowiedzi kadra dla popularnego ,,Magica” jest otwarta?
Za dwa tygodnie Praga i drugie Grand Prix sezonu. Zmarzlik trzeci w klasyfikacji, Woryna prowadzi po debiutanckim zwycięstwie w Landshut. To jest historia, którą chciałbym pisać. Na razie piszę o tym, co wydarzyło się w tym tygodniu.
Trzymajcie kciuki za Patryka i za Karela. Reszta poczeka.
Łukasz Chrzanowski

14 godzin temu

















