Polonia Piła od momentu przejęcia zespołu przez Pawła Piskorza wygląda na całkowicie odmienioną drużynę. Pilanie wrócili na zwycięską ścieżkę, pokonując H. Skrzydlewska Orła Łódź oraz Moonfin Magnus Ostrów. Wydawało się, iż zespół z Grodu Staszica pójdzie za ciosem również w starciu z Cellfast Wilkami Krosno, które zajmują ostatnie miejsce w ligowej tabeli.
Żużel. Dudek już dogadał się z oponami? Mówi o powrocie euforii z jazdy!
Żużel. Smutne wieści z Bydgoszczy. Nie żyje istotny mecenas żużla
Warunki pogodowe w dniu meczu nie sprzyjały ściganiu, a przed zawodami po raz pierwszy w tym sezonie tor w Pile został przykryty plandeką. Sprawiło to, iż gospodarze stracili atut własnej nawierzchni, a „Wataha” wykorzystała sprzyjające okoliczności i zwyciężyła 49:40.
Po spotkaniu Paweł Piskorz nie ukrywał rozczarowania. Jak przyznał, bardzo żałuje porażki, ponieważ jego zdaniem mecz z ekipą z Krosna był jak najbardziej do wygrania.
– Pierwszy raz przed meczem na torze została rozłożona plandeka i w efekcie praktycznie nie było na nim wody. Tor zrobił się piaszczysty, co było widać już po pierwszej serii, gdy nasze ustawienia kompletnie się nie sprawdzały. Bardzo żałuję, bo to był mecz, który był do wygrania. Niestety tor nam nie pomógł, ale takie rzeczy się zdarzają – taki jest sport. Szkoda, bo obawiam się, iż na koniec sezonu może nam zabraknąć właśnie tych dwóch punktów, żeby awansować do czołowej czwórki – mówił szkoleniowiec Polonii po meczu.
Żużel. Dramat we Wrocławiu! Złamany kręgosłup u zawodnika Sparty
– Każdy jest trochę podłamany tym meczem. Atmosfera w drużynie jest dobra, z tym nie mamy problemu. Po prostu wszyscy są ambitnymi ludźmi i wiedzieli, iż ten mecz był do wygrania. Zawodnicy mieli też w stu procentach rację co do jednego – na torze brakowało wody i to zgubiło nas od samego początku. Późniejsze polewanie, a choćby deszcz, kilka zmieniły, bo tor od spodu był już zbyt spieczony i nie wyglądał tak, jak się spodziewaliśmy. To jednak nie jest żadne wytłumaczenie, bo tor był taki sam dla wszystkich. Niestety tym razem nam nie sprzyjał. Od początku mówiłem, iż to będzie najtrudniejszy mecz spośród tych, które ostatnio jechaliśmy. Wiedziałem, iż rywale przyjadą tutaj walczyć o każdy punkt i niestety dopięli swego – dodaje.
Przed biegami nominowanymi Matias Nielsen i Michał Curzytek mieli na swoim koncie tyle samo punktów. Mimo to w obsadzie dwóch ostatnich wyścigów ponownie zabrakło zawodnika formacji U24.
Żużel. Vaculik się wściekł, ale wraca na dobre tory! Mówi, co go hamowało
– U Michała brakowało trochę prędkości. Zawsze można dyskutować po fakcie, ale w trakcie meczu trzeba podjąć decyzję. Tym razem prawdopodobnie była ona błędna. Mogłem postawić na Michała, ale zdecydowałem się puścić Matiasa. To się nie sprawdziło. Zresztą same biegi nominowane, które przegraliśmy 1:5 i 1:5, pokazują, iż tor w ogóle nie był dziś naszym sprzymierzeńcem. Nie szukamy jednak usprawiedliwień – przegraliśmy. Mnie osobiście bardzo to boli, bo uważam, iż przy odpowiednich warunkach ten mecz był spokojnie do wygrania – wytłumaczył Piskorz.
Nielsen oczekiwał w trakcie meczu na narodziny dziecka
Podczas ostatniego domowego meczu z Orłem Łódź Matias Nielsen podobnie wszedł w zawody, rozpoczynając od zera i jedynki. Wówczas trener zaufał Duńczykowi, a ta decyzja okazała się trafiona, ponieważ wygrał on swoje trzy kolejne biegi. Tym razem jednak 26-latek nie zdołał odwrócić losów swojego występu. Jak przyznał Paweł Piskorz, wpływ na jego dyspozycję mogły mieć zbliżające się narodziny dziecka, przez co zawodnik miał głowę zaprzątniętą sprawami rodzinnymi.
– Tak, na to liczyłem. Miałem nadzieję, iż będzie podobnie jak w ostatnim meczu z Łodzią, kiedy dodatkowe biegi mu pomogły. Niestety tym razem tak się nie stało. Po meczu zawsze można analizować i zastanawiać się, co można było zrobić inaczej. Zdaję sobie sprawę, iż mógł mieć też głowę gdzie indziej. Jego żona jest w zaawansowanej ciąży i wszystko wskazywało na to, iż właśnie dziś będzie rodzić. Cały czas był pod telefonem, a to na pewno nie pomagało. W tym aspekcie mogę go usprawiedliwić, bo myślę, iż każdy z nas zachowałby się podobnie. Liczyłem, iż dodatkowe biegi pozwolą mu się rozpędzić, ale tym razem tak się nie stało i przegraliśmy mecz.
Żużel. Będzie transfer Sparty Wrocław? Protasiewicz zapytany o U24 na sezon 2027
Przed Polonią Piła teraz blisko miesięczna przerwa od ligowego ścigania. Kolejny mecz Pilanie rozegrają dopiero na początku sierpnia. Jak klub zamierza wykorzystać ten czas i jaki plan przygotował na okres przerwy?
– Zawodnicy na pewno też potrzebują odpoczynku, bo natłok startów jest naprawdę duży. Myślę, iż na tydzień przed meczem z Bydgoszczą spotkamy się na wspólnych treningach. Cały czas będziemy jednak pracować na torze. Będą odbywały się treningi, głównie w ramach rozruchu, połączone z zajęciami szkółki, tak aby wszyscy mogli utrzymać odpowiedni rytm – zakończył.

1 miesiąc temu















