Żużel. Jak z Bewleyem uhonorowaliśmy Cravena. Śladami mistrza i Johna Lennona (REPORTAŻ)

2 tygodni temu

„Trip” rozpoczęliśmy zarówno z Berlina, jak i Wrocławia, spotykając się już na miejscu, w Manchesterze, w poniedziałkowe popołudnie. Pogoda na Wyspach była typowo angielska. Padało. Jednak, jak to w Anglii, nie spodziewaliśmy się, iż opady, które ostatecznie ustały około godziny, 18 storpedują zawody. Przewidywania okazały się trafne.

Zabukowaliśmy nasz hotel niedaleko Piccadilly Gardens w Manchesterze i bardzo polecamy Wam tę lokalizację. Blisko dworca, na który gwałtownie można dojechać z lotniska. Do tego niedaleko jest przystanek autobusowy, z którego pojedziemy na Belle Vue. Warto pamiętać, iż autobusy w Wielkiej Brytanii zatrzymują się na znacznie większej liczbie przystanków niż te w Polsce przez co podróż potrafi się wydłużyć względem tej zaplanowanej na rozkładzie.

Żużel. Kurtz o rozmowach z Rusko i „PePe” w Sparcie. „Chcę jeszcze więcej” (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Legendy i teraźniejsze gwiazdy. Oto siódemka wszechczasów Motoru – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. We Włókniarzu tworzy się monolit! Prezes mówi o ogromnym atucie – PoBandzie – Portal Sportowy

Manchester. Poniedziałkowe popołudnie

– Gdyby tak padało przed zawodami w Polsce, to raczej o rozegraniu zawodów nie byłoby w ogóle co marzyć. Anglicy jednak raz, iż ten tor gwałtownie potrafią doprowadzić do „ładu”, a dwa jeżdżą w każdych niemal warunkach – mówił nam przed zawodami jeden z naszych czytelników, Pan Konrad.

Przy okazji, abyśmy nie zapomnieli. Serdecznie pozdrawiamy tych wszystkich kibiców, którzy w nie do końca jasny dla nas sposób nas w Manchesterze rozpoznali i pozdrawiali. Z naszych łam oraz w imieniu kanału Lewoskrętni, serdecznie pozdrawiamy zwrotnie. Widzów kanału przepraszamy uroczyście za jakość poniedziałkowej transmisji live, ale nasze chęci nie poszły tym razem w parze z sygnałem internetowym.

Wracamy jednak do żużla. Pogoda podczas samych zawodów? Jak wspominałem, opadów nie było, ale panowała dość chłodna aura. Na tyle, iż większość gości specjalnych zaproszonych przez organizatorów zawody oglądała „zza szyby”, a nie z przeznaczonych dla nich krzesełek, które raczej świeciły pustkami. Sam Memoriał, jak doskonale wiecie, wygrał nie kto inny, jak Dan Bewley, który gorąco oklaskiwany był podczas konferencji prasowej.

Jeśli zaś chodzi o oklaski podczas zawodów, to poza miejscowymi Asami największe owacje zbierał – a jakżeby inaczej – Chris Harris. „Bomber” to wciąż ulubieniec fanów na Wyspach, co było widać podczas biegów z jego udziałem.

– Cieszę się z drugiej wygranej w turnieju poświęconym pamięci tak doskonałego zawodnika naszego klubu, jakim był Peter Craven – mówił oklaskiwany Dan Bewley.

Co ciekawe, na ów konferencję odbywającą się w strefie VIP, jak się okazuje, wstęp miał niemal każdy kto oglądał zawody z Trybuny Głównej. Nie zabrakło zatem i dzieci, dziennikarzy, jak i osób już podeszłych wiekiem, które być może pamiętały jeszcze z toru samego Petera Cravena.

– Przychodziłem na żużel z rodzicami i pamiętam, iż jako młody chłopak oglądałem Petera. To był wielki mistrz żużla i szkoda, iż jego losy potoczyły się tak, a nie inaczej – mówił nam miejscowy fan żużla, Mark.

Jak strefa VIP, to oczywiście nie może zabraknąć wzmianki o tym, co podawano do jedzenia i picia. Tym razem nie było szwedzkiego stołu, a jedno danie główne, które serwowano gościom. jeżeli chodzi o napoje, to w tym wypadku wybór był większy. Nie zabrakło wina, napojów gazowanych czy piwa i tu na chwilę się zatrzymamy. Co ciekawe, Belle Vue Aces dysponuje swoją własną marką piwa i okazuje się, iż całkiem niezłą.

– To dobry, klasyczny lager. Zbyt dużej goryczki tu nie uświadczymy, ale też nie o to w tym stylu piwnym chodzi. Jest bardzo pijalny, nieco inny niż te lagery, które znamy w Polsce. Piwo ładnie się prezentuje, nie jest przegazowane, co przy lagerach potrafi się zdarzyć. Anglicy preferują w swoich piwach nieco mniejszy voltaż, ale dzięki temu tych piw wypijają po 10 – mówi, o czym mało kto wie, degustator piwa, redakcyjny kolega – Bartosz Rabenda.

Wsród zaproszonych gości nie zabrakło choćby naszego dobrego znajomego, byłego drużynowego i parowego mistrza świata Chrisa Mortona, oraz rodziny Petera Cravena. Na stadionie pojawił się syn Robert, córka Julia oraz była żona legendarnego zawodnika, Brenda Craven.

– Co ja mogę powiedzieć? Chyba tylko tyle, iż wciąż jestem dumna z tego, co osiągnął Peter na torze. Niezwykle miło, iż takie zawody ku jego pamięci się odbywają i przychodzi, pomimo pogody, sporo kibiców, aby uhonorować męża. A fakt, iż ktoś jak Wy, przyleciał z Polski gdzie ja i Peter też bywaliśmy w czasach jego kariery jest równie miły – mówiła nam była małżonka Petera Cravena, która – co interesujące – niemal 30 lat od śmierci męża poślubiła jego wieloletniego mechanika oraz przyjaciela, Leona Lata. O tym, jak wspomina Petera Cravena jego najbliższa rodzina przeczytacie u nas wkrótce.

Od lewej: Julia Craven (córka Cravena), Brenda Craven (żona), autor tekstu oraz Chris Morton

Tradycyjnie nie zabrakło dla kibiców, których tego wieczoru przybyło na stadion nieco ponad dwa tysiące, stoisk z gastronomią, z tradycyjnym już przedstadionowym vanem, który smakowo ocenialiśmy TUTAJ, w nowym cyklu „Speedway na Widelcu”. oraz klubowymi gadżetami.


Warto wspomnieć, iż zawody tym razem nieco się przeciągały, co sprawiło, iż ostatecznie, z tylko jednym przystankiem w pubie, które zamykają o 23, grzecznie położyliśmy się spać przed poniedziałkową północą. Do jakiego pubu wstąpiliśmy? Oczywiście do tego przystadionowego, który zachwyca kibiców swoim wystrojem w żużlowym stylu. Na ścianie znajduje się tam również list, który w 1962 pisał nie kto inny, jak sam Peter Craven.

Wtorek. Wczesna pobudka. W przeciwieństwie do poniedziałku pogoda iście wiosenna, a nie jesienna. Skromne, ku naszemu zaskoczeniu, hotelowe śniadanie i w drogę. jeżeli jesteśmy w Manchesterze i jeżeli wczoraj był memoriał Cravena, to pora na szybką wycieczkę do pobliskiego Liverpoolu. Czemu akurat Liverpool? Powodów znajdujemy przy porannej kawie kilka. Urodził się w nim i mieszkał przecież Peter Craven. Najpierw przy Prestbury Road, a później na Gorst Street.

Gorset Street. Pierwsze z lewej mieszkanie Petera Cravena w końcówce lat 50. ubiegłego wieku

Oprócz tego, iż był fanem piłkarskiego Liverpoolu, sam startował dla tamtejszego zespołu Liverpool Chads. Liverpool jednak słynie najbardziej z zespołu The Beatles, który właśnie miał, w tym portowym mieście, początki swojej wielkiej kariery. Czy coś łączy z kolei zespół The Beatles i żużel? Oczywiście. Fanem żużla, o czym mało kto wie, był sam John Lennon, który kolekcjonował żużlowe autografy i – co jeszcze fajniejsze – miał ponoć okazję oglądać Petera Cravena w „akcji”. Lennon najczęściej oglądał żużel na torze we Fleetwood oraz na wyspie Isle of Man, na którą wybierał się promem z kuzynem. „Żużlowe” powody zatem na odwiedzenie Liverpoolu są jak najbardziej.

Po godzinie jazdy pociągiem meldujemy się o dziewiątej rano w Liverpoolu. Zwiedzanie zaczynamy od stoczniowych doków i słynnego pomnika Beatlesów. Później „zaliczamy” największy na świecie sklep z gadżetami poświęconymi czwórce z Liverpoolu. Dostaniecie tam dosłownie wszystko z „Beatlesami”. Od koszulki, po tarkę do sera w kształcie gitary. Wszystko oczywiście z logiem The Beatles. Jeszcze tylko spacer obok muzeum The Beatles, na którego zwiedzanie zabrakło nam po prostu czasu i udajemy się w miejsce tego dnia dla nas najważniejsze. Methew Street.

Uliczka, w której znajduje się słynny klub Cavern. Jeden z najsłynniejszych muzycznych adresów świata. To w tym klubie w ciągu dwóch lat aż 292 razy występował zespół The Beatles. Tutaj pierwszy koncert grał zespół Queen w 1970 roku i w tym lokalu wystąpiło ponad 1800 zespołów, które później zrobiły małą lub wielką, światową karierę. Wśród nich Oasis, Arctic Monkeys czy Blondie. Na specjalnej, ozdobnej ścianie każdy zespół symbolizuje specjalna cegiełka, niektóre podpisane przez muzyków.

Klub otwiera się o jedenastej rano, ale to nie przeszkadza w fakcie, iż przed otwarciem ustawia się kolejka. Płacimy 6 funtów i jesteśmy w środku. Od jedenastej do północy na legendarnej scenie gra muzyka na żywo. My trafiamy akurat na fana Johna Lennona, niejakiego Mettew Perrego, który uracza nas coverami legendy muzyki.

Na tej scenie 292 razy w ciągu dwóch lat występował zespół The Beatles. Na niej zaczynał również Freddie Mercury

Słuchanie muzyki live mamy w doskonałych „okolicznościach przyrody”. Surowe ściany zdobią instrumenty znanych muzyków, pamiątkowe zdjęcia czy plakaty ze starych koncertów. jeżeli lubicie muzyczne klimaty, wizytę na Matthew Street gorąco polecamy. Dla nas, w skali do 10 jest na 10!

Czas jednak płynie nieubłaganie. Samolot z Manchesteru odlatuje już o 16. Pora zatem opuścić klub. Jeszcze zdjęcie z kategorii „must have” na tle Johna Lennona i pociągiem, via Manchester Airport, a później już samolotem udajemy się w drogę powrotną. Opuszczamy Anglię na niedługo. Kolejna wizyta w Manchesterze już w czerwcu, kiedy na tamtejszym stadionie o punkty mistrzostw świata rywalizował będzie Bartosz Zmarzlik.

Idź do oryginalnego materiału