Pole manewru zielonogórzan było niezwykle ograniczone, a na rynku próżno szukać dostępnych liderów z prawdziwego zdarzenia. To właśnie ten brak wartościowych opcji i wolnych, głośnych nazwisk według naszego rozmówcy sprawił, iż klub zdecydował się na kontynuację tej trudnej współpracy.
– To, iż Falubaz podpisał kontrakt z Madsenem, wcale mnie nie dziwi. Dzisiaj w sporcie żużlowym nic nie powinno już dziwić. Kogo Falubaz mógłby teraz znaleźć? Kogoś, kto w ciemno gwarantowałby solidną zdobycz punktową? Dzisiaj zadowalający pułap to powyżej dziesięciu punktów. Każdy klub, podpisując umowę z zawodnikiem gwarantującym taki wynik, byłby bardzo zadowolony. Trzeba jednak realnie spojrzeć na to, ilu takich żużlowców na świecie gwarantuje taką zdobycz. Jest ich kilku. Na pewno mniej niż jeszcze kilka lat temu, ale tacy przez cały czas są. Sęk w tym, iż oni są już zajęci. Na rynku transferowym nie ma po prostu wolnych nazwisk z tej półki. Zgodzę się ze słowami Krzysztofa Kasprzaka: dobrych zawodników jest z roku na rok coraz mniej. Skoro Falubaz nie miał wielkiego wyboru, to po prostu wziął Madsena, któryego miał u siebie w kadrze, usiadł do rozmów i przedłużył kontrakty. Z drugiej strony, trzeba się zastanowić, czy jakikolwiek inny klub w Polsce był nim realnie zainteresowany – mówi Jan Krzystyniak.
Żużel. Doskonałe rozpoczęcie cyklu! Madsen najlepszy w Zielonej Górze! (RELACJA)
Żużel. Ważne wieści z Falubazu! Gwiazdor nigdzie się nie rusza
Kibice już w trakcie tegorocznej kampanii nie wytrzymywali i wywieszali choćby plakaty „Anty Madsen”. Odbywały się także rozmowy po meczach, w której zagrożali fani wchodzili w dyskusję z Duńczykiem. Uczestnik cyklu Speedway Grand Prix zalicza jednak już drugi sezon poniżej oczekiwań a w dodatku sympatycy „MotoMyszy” zarzucają mu, iż nie interesuje go los drużyny.
– Kibice przecież widzą, co się dzieje na żużlowym rynku. Zielona Góra nie ściągnie nagle Bartka Zmarzlika czy Brady’ego Kurtza, bo oni mają już podpisane długoletnie kontrakty. W Zielonej Górze zostało więc to, co zostało. Kibice muszą się z tym pogodzić. jeżeli nie mieliby Madsena, który z pewnością napsuł im już trochę krwi, to nie mieliby żadnego innego zawodnika na to miejsce, który robiłby chociażby te punkty, które on do tej pory zdobywał. Oczywiście ostatnio bywały to mizerne zdobycze, zwłaszcza jeżeli popatrzymy w przeszłość i przypomnimy sobie, jak on potrafił punktować. Przecież to czołowy zawodnik cyklu Grand Prix, medalista mistrzostw świata. Kibice z pewnością pogodzili się z faktem, iż nie ma już topowych, wolnych żużlowców i trzeba brać to, co jest – dodał.
Żużel. Dramatyczne wyznanie Holdera! Lista złamań jest długa
– Oby do trzech razy sztuka. Kiedy w ogóle kontraktowano Madsena, sam uważałem to za świetny ruch. Wydawało się, iż to stuprocentowy pewniak, który w każdym meczu będzie robił po 13-15 punktów i wystarczy skupić się na łataniu dziur na innych pozycjach. A tymczasem przyszedł i widzieliśmy wszyscy, jaki to był dramat. Mecze, w których kibice i działacze byli faktycznie zadowoleni z jego postawy, można było policzyć na palcach rąk. A przecież ten zawodnik nie był ściągany po to, żeby pojechać zadowalająco w dwóch czy trzech spotkaniach. Miał robić dwucyfrówki niemal za każdym razem i za to otrzymał potężne pieniądze. Tak się niestety nie stało. Pozostaje tylko wierzyć, iż ten nowy kontrakt, który podpisała z nim Zielona Góra, nie opiewa już na takie kwoty jak choćby dwa lata temu. To nie mogą być tak wielkie pieniądze, bo to byłby już absurd. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy sam podpisałbym kontrakt z Madsenem, odpowiedziałbym: tak, ale na pewno nie za takie pieniądze – podkreśla.
Żużel. Staszewski dokonał wyboru? To ma być jego nowy klub
Jednym z pozytywów dla kibiców z Zielonej Góry, jest fakt, iż sam zawodnik może w końcu mieć dodatkową motywację do walki o jaknajlepsze wyniki, poprzez inny model kontraktu. Przed następnym sezonem Duńczyk nie był na liście życzeń ekstraligowych drużyn, przez co mogła osłabić się jego pozycja negocjacyjna.
– Dokładnie tak. Najprawdopodobniej nikt inny w Polsce nie był nim już poważnie zainteresowany, więc on też nie mógł dłużej wybrzydzać i musiał podpisać umowę w Zielonej Górze. Pozostaje mieć nadzieję, iż – tak jak pan powiedział – do trzech razy sztuka i w przyszłym sezonie wreszcie odpali. Przecież w Zielonej Górze są zawodnicy ze światowej czołówki. Gdyby cała ta drużyna w przyszłym roku nagle pojechała na miarę swoich możliwości, to aż boję się to mówić, ale mogliby włączyć się do walki o medale. Widzimy przecież, jak przewrotny potrafi być żużel – drużyny, które miały stawać na podium, niespodziewanie lądowały w dolnej połowie tabeli i musiały drżeć o utrzymanie – zakończył Jan Krystyniak w rozmowie z naszym portalem.

1 miesiąc temu















