Żużel. Dlatego żużel w Anglii upada? Wskazał kilka czynników

2 miesięcy temu

Bądźmy szczerzy. Romantyzm w sporcie umarł w momencie, gdy pojawił się pierwszy pokaźny plik gotówki na stole. Dawno, dawno temu żużlowiec był gladiatorem, który wrzucał motocykl na tył samochodu lub starego Forda Transita i jechał na koniec świata, żeby poczuć zapach metanolu.

Dziś? Dziś żużlowiec to jednoosobowa korporacja, a każda korporacja dąży do maksymalizacji zysków i minimalizacji strat. Patrząc na mapę współczesnego żużla, widać wyraźnie, iż centrum wszechświata przesunęło się na wschód. Wielka Brytania – niegdyś Mekka, do której pielgrzymowali wszyscy od Maugera do Golloba – stała się czymś w rodzaju żywego muzeum. Dziś liczy się tylko Święta Trójca: Polska, Szwecja i Dania. Dlaczego? Rozsiądźcie się wygodnie, bo powodów jest kilka, a każdy z nich jest tak samo ważny, jak silnik Ryszarda Kowalskiego.

Żużel. Transfer wykluczony! PGE Ekstraliga bez czołowego komentatora! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Unia Leszno z planem A, B i C. Nic im nie przeszkodzi w wyjeździe na tor! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Hampel mógł trafić z Falubazu do Motoru! „Były rozmowy” – PoBandzie – Portal Sportowy

PGE EKSTRALIGA PŁACI, NIE TYLKO OBIECUJE

Zacznijmy od tego, co tygryski kochają najbardziej: pieniądze. I nie mówimy tu o groszach. Polska Ekstraliga odjechała od reszty świata niczym bolid Formuły 1 ścigający się z wozem konnym. Nad Wisłą kontrakty idą w miliony. To tutaj, na naszych stadionach, buduje się domy, kupuje luksusowe samochody i odkłada oszczędności na emeryturę, która w tym sporcie przychodzi zdecydowanie za wcześnie.

Szwecja? Pomyśl o Szwecji jak o niezawodnym wujku za granicą. Nie da ci fortuny, która zapewni ci przetrwanie pokoleń, ale oferuje uczciwą pensję, płaci na czas i pozwala utrzymać warsztat. Warto również zauważyć, iż podatek dla żużlowców spoza Szwecji został tam obniżony. A Dania? Idealne uzupełnienie. Dobre stawki, blisko domu, bez presji.

Wielka Brytania? Cóż, Premiership to w tej chwili finansowe pole minowe. Stawki są śmieszne w porównaniu z kosztami życia w Wielkiej Brytanii, a ryzyko przerwy w rozgrywkach oznacza, iż ​żużlowiec może spędzić dni w szpitalu i wrócić z pustym portfelem. Zawodnicy o tym wiedzą. Kalkulator w twojej głowie nie kłamie. Kilka punktów w Grudziądzu czy Lublinie waży tyle samo, co komplet w King’s Lynn.

LOGISTYCZNY TETRIS I KOSZMAR BREXITU

Podróż do Anglii kiedyś była przygodą. Dziś to droga na Kalwarię. Brexit zbudował mur biurokracji na granicy. Paszporty, wizy pracownicze, karnety ATA na każdy najmniejszy klucz i oponę. Mechanicy spędzają godziny na formalnościach celnych zamiast odpoczywać lub polerować ramy. To generuje stres, zmęczenie i koszty, które pochłaniają lwią część i tak już skromnych zarobków na Wyspach.

W opozycji mamy nasz „Trójkąt Bałtycki”: Polska, Szwecja, Dania. To logistyczna poezja. Prom ze Świnoujścia lub Gdyni to chwila wytchnienia dla zespołu. Prysznic, kolacja, sen w kabinie. Rano jesteś w Szwecji, wieczorem mecz, a wieczorem wracasz albo krótki skok przez most do Danii. Wszystko jest blisko, wszystko jest w UE (lub Schengen), bez zbędnych formalności. Bazy sprzętowe czołowych zawodników znajdują się w Polsce – w Lesznie, Toruniu czy Bydgoszczy. Stamtąd wszędzie jest blisko. Po co jechać do Manchesteru, skoro można wygodnie podróżować po Bałtyku?

WYŚCIG ZBROJEŃ

Przyjrzyjmy się teraz torom. Żużel stał się niezwykle zaawansowanym technologicznie sportem. Silniki od najlepszych tunerów to dzieła sztuki inżynierskiej, dostrojone do konkretnych warunków. Tory w Polsce i Szwecji (w większości) to szerokie, długie „lotniska” o doskonałej nawierzchni. To tam silniki mogą „oddychać”, a zawodnicy ścigać się ramię w ramię na pełnym gazie. To tory kompatybilne z SGP. Wielka Brytania to zupełnie inna galaktyka. Ciasne, techniczne, kanciaste tory, często z nawierzchnią pamiętającą czasy królowej Wiktorii.

Sprzęt przygotowany na Motoarenę w Toruniu po prostu nie sprawdzi się na ostrym zakręcie w Ipswich. A zużycie? Na wyboistych brytyjskich owalach ramy pękają, a silniki są narażone na uszkodzenia. Zawodnik walczący o medale Mistrzostw Świata nie chce ryzykować zniszczenia silnika wartego 8200 funtów w „martwym” meczu w King’s Lynn. Wybiera Polskę i Szwecję, ponieważ są to poligony doświadczalne dla SGP.

HOLLYWOOD W KEVLARZE kontra PIKNIK Z CIOCIĄ

Żyjemy w czasach wizualnych. jeżeli czegoś nie ma w telewizji w 4K, to nie istnieje. A tutaj PGE Ekstraliga nokautuje resztę świata w pierwszej rundzie.

Kiedy włączasz relację w Polsce, widzisz produkt premium. Drony, super slow motion, studia wypełnione technologią, wywiady, analizy, prezentacje godne Ligi Mistrzów. Żużlowiec wjeżdżający na Motoarenę czy Stadion Olimpijski czuje się jak gwiazda rocka. Trybuny w Rybniku, Lublinie czy Wrocławiu pękają w szwach.

Jest hałas, są race, ciarki przechodzą po plecach i 15 000 gardeł skandujących twoje imię. To karmi ego, ale – co ważniejsze – karmi sponsorów. Logo firmy na czapce lub oszyciu motocykla w Polsce widzą miliony na stadionach i w telewizji. Prezes państwowej spółki cieszy się, bo statystyki medialne szybują w górę.

Teraz spójrz na Anglię, a choćby na niektóre mecze w Szwecji (choć tam jest lepiej). W Wielkiej Brytanii często wygląda to jak towarzyskie spotkanie przy herbacie. Stadiony pamiętające erę Beatlesów, garstka najwierniejszych fanów, którzy znają się z widzenia. Dla zawodnika światowej klasy to jak degradacja. Schodzisz z piedestału, na który postawili cię w Polsce, by jeździć dla garstki entuzjastów na stadionie, gdzie wiatr wyje w szczelinach.

To tylko kilka argumentów, które autor wymienił w swoim artykule. Gorąco zachęcamy do przeczytania całości na łamach gazety „Speedway Star” i dzielenia się swoimi opiniami w tym temacie.

Idź do oryginalnego materiału