Żużel. Co z przyszłością Kościechy? Staje w obronie szkoleniowca!

1 tydzień temu

Do ostatniej kolejki Bayersystem GKM Grudziądz walczył o górną czwórkę, ale minimalnie przegrali z Orlen Oil Motorem Lublin. Po raz kolejny w tym sezonie na domowym torze zawiódł Maksym Drabik, ale szkoleniowiec nie zdecydował się na zastępstwo. Czy swoją szansę powinien otrzymać Beau Bailey?

– Po fakcie można gdybać i spekulować. Na bieżąco, na gorąco to wygląda zupełnie inaczej. Pewne decyzje podejmuje się, widząc, co się dzieje w parkingu. Natomiast kwestia rotowania zawodnikami w trakcie meczu to nie jest taka prosta sprawa, jak się wydaje po przeanalizowaniu już po jakimś czasie. Podejmuje się pewne decyzje, trzeba zmieścić się w określonych ramach czasowych i trzeba dotrzeć do poszczególnych zawodników, a jeszcze niezależnie od tego mieć jakiś zasób obserwacji z wcześniejszych wydarzeń. o ile został Drabik w składzie, to znaczy, iż była jakaś przesłanka, iż była duża szansa na to, iż zaskoczy. Wprowadzanie młodszego zawodnika w to miejsce, bo po zawodach okazuje się, iż zawodnik, który wyjechał na tor, nie spełnił oczekiwań, jest łatwe dopiero po meczu, także tutaj nie ma co się dopatrywać rażących niedociągnięć czy błędów. Tak się dzieje i decyzje podejmuje się przed, a później to już można sobie spekulować, co by było jak, co by było, gdyby było, ale to do niczego prowadzi, to nie prowadzi kompletnie do niczego. Tutaj ewentualnie można sobie pomyśleć, kim można się wzmocnić na przyszły sezon – broni szkoleniowca Ryszard Dołomisiewicz.

Żużel. Zmarzlik wskazał źródło problemów Motoru! To mogło skończyć się katastrofą!

Żużel. Taktyczny kryminał Kościechy?! Tak tłumaczy porażkę z Motorem i brak play-off

Potrzebna świeża krew?

Brak zmian zaskoczył prezesa Bayersystem GKM-u, który porozmawia o tym z Robertem Kościechą. Nasz rozmówca zaznacza, iż nie rozumie mody na zwalnianie trenerów po niepowodzeniach, gdyż końcowo wynik zależy od zawodników, ale również od szczęścia. Tym samym nie szukałby zmiany na stanowisku menadżera drużyny.

– Jest już taka moda w sporcie, nie tylko żużlowym jest, iż jak coś się zaczyna psuć, no to generalnie jednym z pierwszych posunięć jest zmiana kogoś, kto prowadzi zespół, kto ma na niego wpływ. Czy tak będzie w GKM-ie? Zobaczymy. o ile ktoś chce prowadzić zespół w sposób skuteczny, to musi się oprzeć na faktach, na zdrowym rozstrzygnięciu niektórych spraw, i to z reguły daje taki skutek, iż w jakimś bliżej nieokreślonym czasie zespół staje na wysokości zadania i walczy o czołówkę tabeli. Natomiast na którym miejscu pozostaje, no to już jest rzecz rozgrywki tylko i wyłącznie sportowej. W każdym sporcie można wszystko zrobić niemal perfekcyjnie, a znaleźć się gdzieś pośrodku stawki. Tego się nie zmieni i na tym to polega, także można robić wszystko, żeby wypaść jak najlepiej, natomiast nie da rady założyć, iż w tym roku jedziemy na Drużynowego Mistrza Polski i wszystko mamy tak poukładane, iż to się uda. Niestety w najlepiej prowadzonych zespołach to może nie wyjść. Do tego wszystkiego pozostało potrzebna odrobina szczęścia. Takiego szczęścia, jak na przykład w tym roku dopisało Lublinowi, który się załapał do play-off rzutem na taśmę – zaznacza Dołomisiewicz.

Żużel. Vaculik odkupił winy! „Spadł mi największy w karierze kamień z serca”

Żużel. Hegemon ligi z pierwszą porażką? Chcą sprawić niespodziankę

Brak awansu niczym zaskakującym

Były żużlowiec wskazuje, iż brak awansu do górnej czwórki nie jest zaskoczeniem, gdyż przed sezonem nie byli takim pewniakiem, jak ich wczorajsi rywale. Rozumie niedosyt w Grudziądzu, ale przestrzega przed podjęciem pochopnych decyzji.

– Gdyby im się nie udało, to myślę, iż tutaj jakieś larum byłoby podniesione. Zdecydowanie dużo większe w przypadku Lublina, niż w przypadku Grudziądza, bo to, iż GKM nie wszedł do pierwszej czwórki, to aż tak wielkim zaskoczeniem nie jest. Natomiast jest żal, jest cały czas to poczucie niedosytu, ale pozostało przyszły sezon i kolejne, także można zawalczyć o to, żeby spisać się lepiej. W odniesieniu do tych dwóch zespołów no to powiedzmy, w tym sezonie Lublin uratował twarz w ostatnim momencie, tym ostatnim meczem. Także tutaj dramaturgii nie brakowało i czy można sobie wymarzyć lepszy scenariusz, jaki się w tej chwili sam napisał? – zakończył nasz rozmówca.

Idź do oryginalnego materiału