Żużel. Brzytwa Sieraka: Tomasiak nie będzie drugim Małyszem, a Zmarzlik Gollobem (FELIETON)

2 miesięcy temu

Tak czy siak Tomasiakomanii nie przewiduję. Medale owszem były, ale nieoczekiwane. Prześmiewcy kpili z wypowiedzi trenera Maciusiaka sprzed Igrzysk, gdy opowiadał, iż jedzie po podium. Również byłem sceptyczny, traktując owe deklaracje w kategoriach science-fiction. Pomyliłem się jak wielu, ale jakże radośnie. Tyle tylko, iż te sukcesy Tomasiaka nie podparte seryjnymi zwycięstwami w PŚ, zostały odebrane w Polsce nader… powciągliwie.

Trochę jak gol Deyny w Kotle Czarownic, prosto z rzutu rożnego, dający remis i awans, w meczu przeciwko Portugalii. Super, iż jedziemy na mistrzostwa, ale dlaczego musimy to zawdzięczać akurat temu, nienawidzonemu na Śląsku legioniście? Podobnie z Maciusiakiem. Fajnie, iż mamy medale. Rewelacyjnie, iż to taka sensacja. Tylko dlaczego „musimy zawdzięczać” te dokonania akurat temu „ignorantowi”, „kumplowi skoczków, który nie potrafi ustawić ich do pionu”, czy jak komu wygodnie „prostakowi bez dokonań”? Jakie to nasze, polskie, tradycyjne. Miast delektować się sukcesami Tomasiaka pospołu z Wąskiem, wolimy wylewać hejt na niczemu nie winną Polę Bełtowską. A fe.

Żużel. On stoi za sukcesami Michelsena! Dlatego padło na Toruń (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Bartosz Zmarzlik już na torze! Tam wyjechał po raz pierwszy! (WIDEO) – PoBandzie – Portal Sportowy

W żużlu zresztą bardzo podobnie. Tomasz Gollob. Najpierw nienawidzony przez cały bez wyjątku „światek”. Głównie pewnie z powodu odbieranych jako aroganckie, a w rzeczywistości przewidujących wypowiedzi ojca, acz wygłaszanych bez prób choćby dyplomacji. A to w pakiecie ze ślepą lojalnością braci wobec rodziciela. Słowem ani gestem nie dali po sobie poznać, iż coś im tam w deklaracjach, czy opowieściach ojca nie odpowiada. Ileż to było teorii. A gdyby pożegnał się z kuratelą pana Władysława, to dawno byłby mistrzem. Po latach zmieniono nieco narrację na „gdyby to zrobił wcześniej” po tym, gdy Tomasz nieco „zluzował” relacje rodzinne. przez cały czas jednak bez słowa choćby krytyki wobec wieloletniego szefa teamu.

Żużel. Tym Falubaz chce zaskoczyć wszystkich! Będzie rewolucja w żużlu?! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. W Gdańsku go uwielbiali! Wznawia karierę po ponad pięciu latach – PoBandzie – Portal Sportowy

No i? Otóż doczekaliśmy się sukcesów Golloba u schyłku kariery, kiedy to już był odbierany pozytywnie. Czy była euforia? Owszem. euforii nie sposób było ukryć. Wreszcie. Doczekaliśmy się. Szczakiel nie jest już jedyny. Tylko… . Nie brakowało komentarzy w rodzaju, najoględnie „czemu tak późno” albo „dlaczego tylko raz” – ze słabo kamuflowanymi zarzutami pod adresem seniora rodu. Pożegnanie z reprezentacją podczas rundy SGP na Narodowym wypadło wzruszająco, jednak jedynie „Chudy” wie ile musiał przeżyć, by doczekać akceptacji, szacunku i wdzięczności za obiektywne dokonania dla rodzimej szlaki. Przez lata mieliśmy w Polsce Golloba, potem „tylko” kandydatów. a to „Cegła” wyskoczył, a to sezony „Małego”, a to „Slammer błysnął na chwilę. Przewijali się „drudzy Gollobowie” ale żaden nie zagościł w czołówce na stałe. Mówię przy tym o czołówce światowej. Trochę jak dziś Dudek, Kubera, czy Janowski.

Po Tomaszu nastąpiło kolejne, tęskne wyczekiwanie i oto pojawił się On. Bartosz Zmarzlik. I co mamy? Powtórkę z rozrywki? Może nie na taką skalę jak w przypadku pierwowzoru – ale zdecydowanie tak. Bartosza kochali w Gorzowie póki tam startował. W pozostałej części żużlowego „światka” mieliśmy tradycyjne: „egoista”, „nie umie holować”, „swojego wyróci byle wygrać”. I tak do dziś, mimo niewątpliwych dokonań Zmarzlika. A gdyby byli Rosjanie, a gdyby nie sprinty, gdyby, gdyby, gdyby. W Gorzowie takoż uwielbienie dla Zmarzlika ostygło, gdy ten zmienił barwy. Nic tak nie cieszy jak cudze nieszczęście? Zdaje się.

Gollob i Zmarzlik są różni, jak różni są Małysz, Stoch i Tomasiak. Łączą ich sukcesy. Obiektywne i spektakularne. Małysza od pierwszego zwycięstwa pokochała cała Polska za bułkę z bananem i… nazwijmy to „prostolinijność” wypowiedzi. Krytyka na trenera spadła po latach. Tajnera nazywano sklepikarzem z Krupówek, któremu trafił się Adaś i „uratował życie”. To kiedy rzeczony Apoloniusz został szefem federacji, przy tym zaczął dobrze zarabiać na sukcesach podopiecznych. Zazdrość? Po trosze tak. Tu jednak mieliśmy kilka obiektywnych wtop Tajnera, których nie dało się zamieść, acz krytykanctwo było ze wszech miar zbyt nachalne.

Krytykanctwo, nie zaś uzasadniona krytyka. To bardzo różne pojęcia mimio identycznego niemal brzmienia. Stoch nie miał „problemów” z trenerem, acz kreowany na następcę Małysza, mimo poślizgu w eksplozji w pakiecie z większymi dokonaniami, nie rozkochał w sobie rodaków na poziomie idola. Jak będzie z Tomasiakiem i Zmarzlikiem? Zdołamy odłożyć na bok animozje, lokalne sentymenty, brak akceptacji dla ludzi, bądź tylko jednego człowieka w najbliższym otoczeniu sportowca? Raczej nie. Nie sądzę. Zmarzlik niczego nie musi nikomu udowadniać. To, iż ściga się wciąż na nieosiągalnym dla większości poziomie – to wyłącznie kwestia Jego charakteru i głodu zwycięstw, swoistego parcia na sukces. To zaś sprawia, iż po trosze zwyczajnie musi być egoistą.

A media? Swoje. Niby się cieszą, ale… Jest mistrzem mimo, iż sprzęt często zawodzi, przez tego Kowalskiego, z którym nie wiadomo po co i dlaczego jeszcze się trzyma. Teraz nadejdzie czas Kurtza. To nie tytuł, bo nie startują najlepsi. Gollob miał trudniej, ponieważ poziom był znacznie wyższy. Nie ma Rosjan w SGP to Zmarzlik nie jest „prawdziwym” mistrzem. Kiedyś wyśle kogoś na wózek, to może się opamięta. Sędziowie Go faworyzują. I takie tam… filozofie. I tutaj znowu. Niby granica między krytyką a krytykanctwem niewielka, acz dla mnie jasna i klarowna. Krytyka to wyłapanie obiektywnych niedomagań, życzliwe przy tym, najlepiej z podpowiedzią rozwiązania w pakiecie. Krytykanctwo zaś, to zdecydowana większość nieprzychylnych „komantarzy”.

A Tomasiak? Oby się rozwijał. Mimo zgiełku. Oby zachował powśiągliwość i odporność na uciechy świata, o co (szczególnie) w tak młodym wieku bardzo trudno. Oby znalazł równowagę między medialnością, a treningiem i startami. Za chwilę mistrzostwa świata juniorów z udziałem Kacpra. Co będzie o ile nie wygra? Dramat. Tragedia. Sodowa. Za dużo wywiadów i reklam, a treningi w kąt. Już widzę oczyma wyobraźni te krzykliwe tytuły. Zawiódł, Zawiódł, Zawiódł. Jak On mógł. A tem Maciusiak to krowy pasać a nie brać się za sport. Takich przeca mamy nad Wisłą „fachowców” z kanapy.

Kacper Tomasiak nie będzie „drugim”. Ani Małyszem, ani Stochem. Jest pierwszym Tomasiakiem, czegokolwiek by nie dokonał i jakkolwiek nie rozwinie się Jego kariera. Podobnie Zmarzlik. Nie jest, nie był i nie będzie ”drugim”. Ani drugim Szczakielem, ani drugim Gollobem. Jest pierwszym Bartoszem Zmarzlikiem. Niezależnie od tego, czy to odpowiada domorosłym ekspertom z kanapy.

Przemysław Sierakowski

Idź do oryginalnego materiału