Jako, iż na Grand Prix Challenge jeździmy systematycznie, ucieszyliśmy się z wybrania na tę rywalizację żużlowej areny w Terenzano. Żaden z nas bowiem żużla we Włoszech jeszcze na żywo nie oglądał. Punkt startowy tym razem nietypowy. Miejscem zbiórki były Żory i właśnie stamtąd „wystartowaliśmy” czwartkowym wieczorem w kierunku Włoch. Gospodarując po drodze parę godzin na sen, we włoskim Buttrio zameldowaliśmy się w piątkowe południe.
Żużel. Wielka sensacja w GP Challenge! Absolutny debiutant z awansem, pech Janowskiego (RELACJA) – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Woryna wprost po Grand Prix Challenge! „Poświętujemy na grubo” – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Harris wróci do Grand Prix? Wiemy, co musi się stać! – PoBandzie – Portal Sportowy
Skąd pomysł na zrobienie bazy wypadowej akurat w Buttrio? Powodów było kilka. Do Terenzano z tego urokliwego miasteczka jest zaledwie 10 kilometrów, a okolice, jak i same Buttrio słyną z pięknych winnic. Lokalne winorośle, rosnące na podłożu „ponca”, czyli mieszance margla i piaskowca sprawiają, iż białe „Butrrio Sauvignon” czy czerwony „Merlot” smakują wyjątkowo . Winiarskim centrum regionu Friuli jest górujący nad miejscowością Castello di Buttrio, którego winiarskie tradycje sięgają XI wieku. Dziś posiadłość należy do legendarnego winiarza z Friuli, Marco Fellugi.
Castello di Buttrio– Jak widzisz, winnic wokół nie brakuje (śmiech – dop.red.) Nasze doskonale wina robimy po dziś dzień, cieszą się dużą popularnością na całym świecie, ale dziś w zamku mamy też kompleks hotelowy. Wszystkim zarządza rodzina Felluga, a konkretnie córka znanego winiarza, Marco. My nie słyniemy tylko z winnic, ale też z wielkich zakładów metalowych Danieli. To jedne z największych na świecie, a w czasie konfliktu rosysko-ukraińskiego wpisane zostały przez tych ostatnich na sponsorów wojny ponieważ w pierwszym okresie jej trwania przez cały czas współpracowały z Rosją. Bez wątpienia zakłady metalowe Danieli to jeden z największych pracodawców w regionie – mówił nam sobotnim porankiem jeden z pracowników winnicy.

Zakłady Danieli w ButtrioMy zakwaterowaliśmy się jednak nie na zamku, ale tuż pod nim, w pochodzącej z XVIII wieku Villi Dragoni. Obiekt totalnie przypadł nam do gustu już w grudniu ubiegłego roku podczas szukania noclegów. Z jednej strony mające setki lat freski na ścianach czy sufitach, z drugiej nowoczesny basen, który nie ukrywamy był przez nas wykorzystywany nad wyraz często. Wnętrza willi możecie obejrzeć sami, bo właśnie w nich nagrywaliśmy zapowiedź Grand Prix Challenge.
Villa Dragoni
– Super, iż przyjechaliście, a jeszcze fajniej, iż stąd będziecie nagrywać. Może ktoś z oglądających postanowi nas odwiedzić. Zapraszamy. Ja nie pracuję tu zbyt długo, ale nie ma przesady w tym, iż bywali tu swego czasu znani i lubiani, jak choćby Romina Power i Al Bano. W wolnej chwili zejdźcie do winorośli i posmakujcie winogron. Polecam – mówiła nam jedna z pracownic kompleksu hotelowego. Serdecznie wizytę w Villi Dragoni polecamy i to nie tylko miłośnikom wina oraz pięknych winorośli otaczających na każdym kroku okolicę.

My po szybkim zakwaterowaniu podjechaliśmy zobaczyć co się dzieje na stadionie. Ku naszemu zdziwieniu, w piątek na obiekcie nie było cicho. Swoje zajęcia pod bacznym okiem Mateja Zegara miała żużlowa akademia.
– Cieszę się, iż mogę pomagać wskazówkami tym, którzy zaczynają swoją żużlową przygodę. Lubię pracę z młodzieżą, a jutro oczywiście liczę na dobre zawody – mówił nam słoweński reprezentant Wilków Krosno.
Matej Zagar w rozmowie z menadżerem Dariusza ChmielaPiątkowy wieczór spędziliśmy oczywiście na żużlowych rozmowach czy to w basenie, czy też tuż obok z kieliszkiem wina bądź czegoś mocniejszego w dłoni. jeżeli ktoś z czytających myśli, iż było „grubo”- uczciwie odpowiadamy, iż nie było. Sobotniego poranka szybkie śniadanie w pięknych wnętrzach włoskiej Villi i w drogę. Pierwszym wyborem była Wenecja jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się odwiedzić nadmorski kurort Bibione.
– Panowie, jak większość z Was w Wenecji była jedziemy do Bibione. Jest morze, plaża, fajne miasteczko. Połazimy, pokąpiemy się – mówił nam obecny z nami, Dariusz Mońka, menadżer Roberta Chmiela. Tak więc skończyliśmy w Bibione. Polecamy również, choć na plaży w sobotnie południe tłok był jak na „Marszałkowskiej”.
BibioneZ Bibione, już sobotnim popołudniem ruszamy najpierw do miejsca zakwaterowania. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad i zakupy. Znów uraczono nas włoską gościnnością. Redaktor Bartosz Rabenda miał choćby okazję do przetestowania różowego wina.
– Na winach nie znam się tak, jak na piwach, więc po prostu powiem, iż mi smakuje. Przyjemne, słodkie wino. Ponoć właśnie z takich ten region słynie, więc chyba dobrze trafiliśmy – oceniał.

Szybki basen, a stamtąd wprost na stadion, gdzie o 20.15 zacznie się rywalizacja o „ przepustki” do przyszłorocznego cyklu Grand Prix.
Biuro prasowe? Widzieliśmy namiot dla prasy, choć tej z Polski tym razem za wiele nie było. Akredytacje rozdawał porządkowy przy wejściu i delikatnie napiszemy, iż bynajmniej w naszym przypadku za wiele chyba nie „ogarniał”. Co ciekawe, bramę prowadząca do miejsca, w którym ów „prasowiec” stał w pewnym momencie zamknięto na cztery spusty. My z odebraniem akredytacji sobie poradziliśmy, jak inni nie wiemy, gdyż jak wspominaliśmy wcześniej, za wielu naszych kolegów nie było.

– Przyjechaliśmy tutaj oczywiście, jak zwykle, na żużel, ale mamy nadzieję, iż z dobrej strony pokaże się Paco Castagna. Byłoby niesamowite gdyby udało się jemu zakwalifikować do cyklu Grand Prix – mówił nam łamanym angielskim jeden z włoskich żużla.
– My oczywiście jak zwykle za biało-czerwonymi. Przyjechaliśmy z Wrocławia i jesteśmy pewni, iż Maciek to dziś ogarnie, bo jak nie dziś to kiedy? – dodawali polscy kibice.

Maciek Janowski ostatecznie tematu „awansu” niestety nie ogarnął, ale my przed zawodami ogarnialiśmy co tam słychać przed samym stadionem. Nie było oczywiście tak „bogato” jak w miasteczku Grand Prix, ale jasno trzeba napisać, iż wstydu też nie było. Były wystawione stare motocykle żużlowe, były stoiska z piwem oraz przyczepa gastronomiczna „Penelope” gdzie jak na Włochy przystało, zamiast kiełbasek serwowano pizzę. My na kanale Lewoskrętni film z testu stadionowej pizzy za dni parę zamieścimy.
– Piwo darmowe, ale nieco powiedzieć o nim trzeba. Bardzo dobry, jasny lager. Idealny, żeby się orzeźwić w gorące popołudnie przed zawodami. W stylu bardzo podobne do popularnej we Włoszech Ichnusy. Włosi, choć słyną z win, w piwach też są całkiem nieźli. Można tu zakupić dobrego „koncerniaka”, ale też niezłe piwo kraftowe – ocenia Bartosz Rabenda.


– Kurde, serio wy to nagrywacie? Ale super. Pierwszy raz mam coś takiego. Dobra za pizzę Was skasuję, ale macie piwa ile chcecie. Sam kiedyś trenowałem żużel, zamierzam to wznowić i bardzo ten sport lubię, a wy – mam nadzieję – polubicie moją pizzę. Subsrybuję kanał to zobaczę jak ją ocenicie – mówił nam młody sprzedawca.
Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy iż u Penelopy za pizzę płaciliśmy siedem euro, piwo kosztowało cztery. Warto zaznaczyć „gastronomiczne”, iż pod trybuną główną również znajdował się bar serwujący głównie piwo a obok niego sklepik z gadżetami a raczej głównie koszulkami żużlowego klubu z Terenzano.


My pizzę spożywaliśmy nie tylko na stadionie, ale i w położnej tuż obok miejsca zakwaterowania pizzerii Luna i jak na Włochy przystało smakowała.
– Zamówiłem prosciutto i się nie zawiodłem. Co prawda szynka mogłaby być nieco mniej słona, ale nie będę się czepiał. Smaczne ciasto, przyjemny sos pomidorowy ze świeżych pomidorów, z którym u nas w Polsce różnie było. Konkretna porcja za siedem euro – nie ma co narzekać – komentował Bartosz Rabenda.


Wracamy do sportu, a dokładnie do żużla. Co do samych zawodów, to trzeba jasno napisać, iż po „komplikacjach” podczas eliminacji SEC w Lonigo mieliśmy lekkie obawy, ale zawody przeszły dość gwałtownie i sprawnie. Pomimo wręcz „muzealnego” sprzętu do przygotowywania toru ten spisywał się „dzielnie”. Udany polski akcent mieliśmy jeden. Kacper Woyrna zachował miejsce w cyklu.

– Powiem Wam iż pierwszy raz widzę ten pas. Włosi mają jak widać swoje sposoby na przygotowanie toru i dziś z nimi problemów nie było. Jeden wypadek, ale poza tym nawierzchnia się trzymała. Szkoda tylko, iż pola startowe odgrywały bardzo dużą rolę – mówił nam kolejny nasz współtowarzysz podróży Remigiusz Substyk.

Oczywiście jak na zawody takiej rangi i dodatkowo na włoskim torze nie mogło zabraknąć Armando Castagni.
– No i co Łukasz? Mówiłem Ci, iż tutaj nie powinno być powtórki z Lonigo. Uważam wypadło to całkiem w porządku. Fajnie, iż przyjechaliście zobaczyć ten nasz włoski żużel. A jak połączyliście Challenge z innymi aktywnościami to już w ogóle super. Pozdrawiam i piszcie tak dalej, robicie dobrą robotę. Szczęśliwego powrotu i do zobaczenia oby znów we Włoszech – mówił nam Armando Castagna.

Frekwencja? Ciężko określić. Stali bywalcy żużla określali ją na ponad trzy tysiące kibiców, choć nam wydawało się, iż jest ich nieco więcej. Czy po udanym Grand Prix Challenge jest szansa, iż powróci najlepszy żużlowy turniej do Terenzano. Warto pamiętać iż szesnaście lat temu, Tomasz Gollob właśnie na „białym” torze w regionie Fruli pieczętował tytuł mistrza świata.



– Grand Prix we Włoszech? Rozmawiałem z Robertem Lambertem o torze i powiedział, iż nie miałby problemu z tym, żeby turniej się tu odbył. Zmieniono tu tor kilka lat temu. Jest nieco szerszy i pozwala na dobre ściganie. Oczywiście to możliwe. Przy Grand Prix trzeba załatwić wiele tematów logistycznych i organizacyjnych, ale to temat, który warto rozważyć. Na dziś nikt nie mówi tak, ani nie. Zobaczymy jak będzie wyglądał kalendarz w kolejnych sezonach – komentował Phil Morris.
Żużel. Grand Prix już niedługo… we Włoszech? interesujące słowa! – PoBandzie – Portal Sportowy
Jako ciekawostkę wypada dodać, iż w sobotę zgubić bilet na zawody było trudno. W kasie, tuż po zakupie był on zakładany i zaklejany na rękę.

Nie może tradycyjnie zabraknąć wyjazdowego przeglądu prasy. Jak zwykle przeglądaliśmy lokalne i nie tylko dzienniki. Nie znaleźliśmy ani słowa o speedwayu, czego nie kłamiąc kompletnie się spodziewaliśmy. O futbolu, koszykówce, Formule 1 aż za dużo. Tematem przewodnim było to, iż włoską kadrę ma objąć Andrea Pirlo, a nie Pep Guardiola.

Nam około 23.30 nie pozostało nic innego jak nagrać spontaniczny odcinek Lewoskrętnych, który obejrzycie tutaj. jeżeli Wam się spodoba – zasubskrybujcie nasz kanał i powrócić do Buttrio. Spać? Niekoniecznie. Jeszcze trochę „biesiady”, basenu i dopiero udajemy się w objęcia Morfeusza. Pobudka 6 rano, śniadanie i w drogę powrotną. Przed niedzielną północą meldowaliśmy się we Wrocławiu. Kolejny Grand Prix Challenge zaliczony.



1 miesiąc temu















