Żurek jechał po medal. Na mecie zadecydowało 0,07 sekundy!

1 godzina temu
Co to były za emocje! Damian Żurek zdobył aż dziewięć medali w 14 startach tego sezonu Pucharu Świata, a teraz na igrzyskach w Mediolanie zamykał rywalizację na 1000 metrów. Niestety, Polak tylko otarł się o medal. Był czwarty. Pierwsza szansa na olimpijskie podium mu uciekła. Zabrakło 0,07 sekundy.
W 1960 roku Elwira Seroczyńska zdobyła srebro, a Helena Pilejczyk – brąz w rywalizacji panczenistek na 1500 metrów na igrzyskach w Squaw Valley. Aż 54 lata później do złota na tym samym dystansie dojechał Zbigniew Bródka, na igrzyskach w Soczi. A teraz w Mediolanie czwartym w historii łyżwiarzem z Polski z indywidualnym medalem olimpijskim miał zostać Damian Żurek. Ale, niestety, nie został. Przynajmniej na razie.

REKLAMA







Zobacz wideo Damian Żurek gotowy na walkę o wszystko. "Treningi pokazują, iż jestem na wysokim poziomie"



Dwa lata temu Żurek wywalczył medal seniorskich mistrzostw świata na 500 metrów – brąz w Calgary. Sam mówi, iż to wtedy uwierzył w siebie na sto procent. Teraz ma 26 lat i prawdopodobnie jest w szczytowym okresie swojej kariery.
Dziewięć medali w 14 startach. Ale na igrzyskach pierwsza szansa Żurkowi uciekła
Przed tym sezonem Żurek wyprowadził się z rodzinnego domu. W wynajętym mieszkaniu adekwatnie tylko jadł i spał. Tylko się regenerował po katorżniczych, morderczych treningach. Jeszcze zanim ruszyły przygotowania do olimpijskiej zimy, on ruszył z narzeczoną Karoliną Bosiek – też panczenistką, też olimpijką i też mieszkanką Tomaszowa Mazowieckiego – do Hiszpanii. Na rowery. Żeby już tam budować bazę wytrzymałościową. Gdy w październiku razem z moim redakcyjnym kolegą Jakubem Balcerskim jechaliśmy do Tomaszowa na zgrupowanie kadry, żeby zrobić dłuższe rozmowy z najlepiej rokującymi zawodnikami, od razu usłyszeliśmy, iż koniecznie musimy pomówić z Żurkiem.
Konrad Niedźwiedzki, brązowy medalista olimpijski z Soczi w drużynie, nie miał wątpliwości, iż to będzie sezon wchodzącego w najlepszy wiek sprintera. Dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, a na igrzyskach szef naszej misji olimpijskiej, absolutnie się nie mylił. Oto komplet wyników Żurka z tego sezonu Pucharu Świata:

500 metrów: 2, 6, 4, 2, 11, 3, 2, 1, 1
1000 metrów: 2, 6, 8, 2, 2

Na 14 startów Polak aż dziewięć skończył z medalami. Na obu dystansach finalnie był drugi w klasyfikacji generalnej. Tylko za Amerykaninem Jordanem Stolzem. Czyli gościem, który przyjechał do Mediolanu wystartować cztery razy i zdobyć cztery olimpijskie złota.



Stolz niepokonany w Pucharze Świata na 1000 metrów był w środę tak wielkim faworytem, iż za jego zwycięstwo bukmacherzy płacili zaledwie po 10-15 groszy od każdej postawionej złotówki. Klasyfikowani za nim Żurek i trzeci w Pucharze Świata Jenning de Boo mieli przypisane takie same kursy – 9. A za nimi była kolejna przepaść, bo następny łyżwiarz w takim rankingu szans miał przyporządkowany kurs na zwycięstwo aż 25.
Ale choć z jednej strony takie dane nas uspokajały, z drugiej pamiętaliśmy, iż sport kocha niespodzianki. I iż wiele razy kandydaci więksi od Żurka swoich szans na wielkie rzeczy nie wykorzystywali.
Emocje potęgował jeszcze układ rywalizacji. Żurek jechał w ostatniej parze z Estończykiem Martenem Liivem. To dobry zawodnik, szósty w Pucharze Świata na tym dystansie. Ale z niepokojem wyglądaliśmy pary przedostatniej. Tworzyli ją Stolz i de Boo, którzy jadąc razem mogli dodatkowo napędzać się tą rywalizacją. A jasne było, iż Żurek będzie miał tylko króciutką chwilę, żeby po ich występie w pełni się skupić i jak najlepiej odpowiedzieć. Polak musiał zareagować na to, iż Amerykanin i Holender pojechali świetnie. Zajmowali pierwsze i drugie miejsce.
Była godzina 19.40, gdy Polak stanął na starcie. Nie znamy jeszcze wyników oglądalności jego biegu, ale nie zaryzykujemy wiele, gdy stwierdzimy, iż w tamtym momencie w milionach polskich domów zrobiło się cicho. Tak cicho, jak na torze w Mediolanie tuż przed wystrzałem startera. Niestety, nieco ponad minutę później w polskich domach przez cały czas było cicho. Nie było wybuchów radości, bo choć Żurek długo jechał na drugie miejsce, to w końcówce osłabł i wpadł na metę z czasem 1:07,41 s, a to było za mało na medal. To dało czwarte miejsce. Do brązu zabrakło zaledwie 0,07 s.



Żurek musiał obejść się smakiem, ale to nie koniec
Marzyło nam się, iż po tej rywalizacji opiszemy medal Polaka. Że będziemy mogli z dumą ogłosić: "Żurek dał radę, zrobił swoje". Niestety, musimy poczekać na jego drugą szansę.


Swoje zrobił Stolz. 21-latek z USA może sobie odhaczyć złoto na 1000 metrów i jechać dalej. Oby na 500 metrów najmocniej postawił mu się Żurek. Trzy tygodnie temu na Pucharze Świata w Inzell Amerykanin był dwa razy za Żurkiem. Dwa razy oglądał, jak Polak bije rekord toru. W tym raz przegrał z naszym panczenistą bezpośredni pojedynek w parze. Czując dziś rozczarowanie mimo wszystko czekajmy z nadziejami na to, co się wydarzy 14 lutego. To wtedy odbędzie się rywalizacja na koronnym dystansie Żurka.
Poza Żurkiem na 1000 m Polskę reprezentowali jeszcze Piotr Michalski i Marek Kania. Obaj nie liczyli się w walce medale i zostali sklasyfikowani na dalszych miejscach.
Idź do oryginalnego materiału