- Zobaczyła w domu torbę spakowaną na wyjazd. Otworzyła ją i zaczęła wyrzucać z niej rzeczy. Ciągnęła mnie za włosy, mówiąc, iż muszę zostać. Powtarzała, iż nie mogę wyjechać. W nocy nie mogła spać. Umościła się koło mnie, choć zwykle śpi sama. Sprawdzała co chwilę, czy jeszcze jestem, czy nie zniknęłam, gdy zamknęła oczy – tak opisuje Aleksandra Król-Walas trudne rozstanie z dwuletnią córką i wyjazd na przedolimpijskie treningi i zawody.
REKLAMA
Zobacz wideo Tyle zarabiają polscy snowboardziści. Skoczkowie złapaliby się za głowy
35-letnia Aleksandra Król-Walas wywalczyła we wtorek 13 stycznia trzecie miejsce w snowboardowym slalomie równoległym Pucharu Świata w Bad Gastein, a w sobotę 17 stycznia poprawiła to osiągnięcie, w gigancie równoległym PŚ w Bansku zajmując miejsce drugie. Rozmawialiśmy po tym pierwszym sukcesie.
Jej czwarte igrzyska – pewnie najważniejsze ze wszystkich, bo sama czuje, iż są ostatnią szansą na medal olimpijski – zaczną się za trzy tygodnie (ich termin to 6-22 lutego). Są całkowicie inne od poprzednich, choćby dlatego, iż coraz ciężej wyjeżdżać z domu, zostawiając córeczkę.
Radosław Leniarski: W Bad Gastein odniosła pani chyba dosyć zaskakujący – również dla pani – sukces, bo przecież najlepszą pani stroną był gigant równoległy, konkurencja olimpijska. A tu nagle podium Pucharu Świata w slalomie równoległym.
Aleksandra Król-Walas*: – Byłam na miejscu w Bad Gastein, postanowiłam wystartować dla funu i ewidentnie się opłaciło. W obydwu konkurencjach występują te same zawodniczki, więc można się trochę porównać przy mniejszym poziomie stresu. Zdecydowałam się właśnie po to, żeby oswajać stres. Bo, mimo iż występowałam dla radochy, choćby w takiej swobodniejszej rywalizacji trzeba się zmierzyć z napięciem startowym. Jest ono jedynie na trochę niższym poziomie niż w olimpijskim gigancie – tam stresuję się znacznie bardziej, właśnie ze względu na to, iż to moja główna konkurencja.
Czytaj także:
Ostateczny koniec szwindla dekady. Znamy finał koszmaru młodej Polki
Slalom i gigant równoległy to bezpośrednia walka z rywalkami. Bez stresu ani rusz.
– Stresuję się tak jak wszyscy, ale bardzo dobrze toleruję napięcie. Pomagają sesje u psycholożki, podczas których uczę się dobrego wykorzystania napięcia. Sesje nie są regularne, ale dość częste. No i sama jestem psycholożką z wykształcenia. Tylko iż to wcale nie musi pomagać, bo psycholog ma tendencje do nadmiernego analizowania własnej postawy i emocji. Efekt może być trochę taki jak w przysłowiu o szewcu, który chodzi bez butów.
Igrzyska w Mediolanie i Cortinie, a dla snowboardzistek i snowboardzistów adekwatnie w Livigno, będą dla pani zupełnie inne niż trzy poprzednie ze względu na córkę.
– Skończyła dwa lata i przyjedzie na igrzyska do Livigno razem z moim mężem, rodziną i wieloma znajomymi z Nowego Targu. W Livigno nie ma wioski olimpijskiej. Zawodnicy i zawodniczki, ich rodziny i kibice zamieszkają w hotelach, więc będę miała do niej bardziej swobodny dostęp. Bardzo się z tego cieszę, bo jak rodzina przyjeżdżała na zawody, osiągałam bardzo dobre wyniki, zajmowałam miejsca na podium Pucharu Świata. Tak było dwukrotnie w Carezzy.
Domyślam się, iż trudno jest przygotować się do najważniejszego startu w życiu, myśląc o córce.
– To coraz trudniejsze, wraz z jej dorastaniem. W zeszłym roku było łatwiej, ponieważ jeszcze kilka rozumiała. A teraz rozumie bardzo dużo. Jak zobaczyła w domu torbę spakowaną na wyjazd, otworzyła ją i zaczęła wyrzucać z niej rzeczy. Ciągnęła mnie za włosy mówiąc, iż muszę zostać. "Nie wyjeżdżaj" – powtarzała. W nocy nie mogła spać. Umościła się koło mnie, choć zwykle śpi sama. Musiała co chwilę sprawdzać, czy jestem. Czy nie zniknęłam, gdy zamknęła oczy. Wszyscy mnie uspokajają, iż jest później zadowolona, bo babcie doskonale się nią zajmują. No ale faktycznie rozstania są trudne. Świadomość, iż na igrzyskach będzie obok, jest ogromnie budująca. Córka ogląda zawody, rozpoznaje mnie po kasku, po stroju. Oglądała również zawody w Bad Gastein. Za metą połączyłam się z nią wideorozmową, chwilę pogadałyśmy, ale było bardzo głośno, bo kończyli finały mężczyźni. Staram się później nie dzwonić, bo idzie spać koło ósmej, i emocje po rozmowie z mamą nie dają jej zasnąć.
Po miejscu w slalomie widać, iż forma rośnie wraz ze zbliżaniem się olimpijskiego startu. Przyszykuje pani coś wystrzałowego, jeżeli chodzi o sprzęt?
– W zeszłym roku miałam nową płytę. I zaraz moje koleżanki i rywalki chciały mieć taką samą. W tym roku mam tę samą płytę, ale z trenerem kombinujemy z układem sprężyn w płycie i ich naciągiem. Z niektórych rezygnujemy, inne usztywniamy lub luzujemy, w zależności od profilu stoków i tras Pucharu Świata, żeby móc urwać setne części sekundy, mieć asa w rękawie, albo przekonanie, iż się go ma. Brakuje trochę czasu w testy. Na razie jednak wciąż nie wiemy dokładnie, jak będzie wyglądał olimpijski stok, a tym bardziej trasa, bo wciąż jest profilowany i nie został naśnieżony. jeżeli chce pan zapytać, jaka mi najbardziej pasuje: stroma, czy bardziej płaska, to powiem, iż nie ma to większego znaczenia, bo w Pucharze Świata startujemy na bardzo różnych trasach, jesteśmy przyzwyczajone. W końcu zawsze chodzi o dobre złożenie się do skrętu.
Czytaj także:
"Nie mamy na co wywalać miliardów złotych?" Czytelnicy przeciw igrzyskom w Polsce. Ja idę pod prąd
To pani czwarte igrzyska i mam wrażenie, iż najważniejszy start w karierze. Jakie są pani marzenia?
– Moim marzeniem jest medal na igrzyskach. Właśnie dlatego wróciłam tak gwałtownie po urodzeniu córki. Chcę mieć szansę na spełnienie.
Aleksandra Król-Walas - dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata w gigancie równoległym, w Bakuriani w 2023 i Engandynie w 2025 r. 12-razy stawała na podium zawodów Pucharu Świata, głównie w gigancie równoległym. Po raz czwarty wystąpi w igrzyskach olimpijskich. W ostatnim starcie – w Pekinie, w 2022 r. - zajęła w swojej głównej konkurencji najwyższe w olimpijskiej karierze, 8. miejsce.

2 godzin temu













