Już w najbliższą sobotę zostanie rozegrany wielki finał Drużynowego Pucharu Świata w Warszawie. W historii tej imprezy nie brakowało kluczowych momentów z udziałem Stalowców.
Od kiedy rozgrywany jest Drużynowy Puchar Świata? Streszczenie historii
Żużlowy mundial, jak o nim mawiają promotorzy i kibice został zainaugurowany w 2001 roku. DPŚ zastąpił Drużynowe Mistrzostwa Świata, które rozgrywano od sezonu 1960 (wcześniej miała miejsce jedna edycja Drużynowych Mistrzostw Europy). Finał zmagań rozgrywany był w większości przypadków w Polsce, Wielkiej Brytanii, Danii i Szwecji. To właśnie ta wielka czwórka wraz z Australią regularnie biła się o najwyższe laury, chociaż niekiedy Rosjanie byli w stanie namieszać w czołówce. Ponadto raz, a konkretnie w 2013 roku walka o medale rozstrzygała się w Czechach. Cykl ten aż do sezonu 2017 był rokroczny. Później BSI zdecydowało, aby przekształcić te zawody w Speedway of Nations, gdzie zamiast licznej kadry stawiano tylko na silne pary. Miało to na celu umożliwienie słabszym nacjom jak np. Finlandii czy Francji walczyć na równi z tymi potencjalnie najlepszymi. Jednak po kilku latach, gdy zmienili się promotorzy cyklu Grand Prix i innych zawodów z rangą mistrzostw świata zdecydowano, by zarówno Drużynowy Puchar Świata, jak i Speedway of Nations były rozgrywane naprzemiennie w danym okresie czasowym.
W klasyfikacji medalowej wszech czasów prowadzą Polacy z dorobkiem 13 medali. Tyle samo mają Duńczycy, ale żużlowcy z kraju nad Wisłą wywalczyli więcej złotych “krążków”, bo 9 w stosunku do 4.
Droga do finału
W historii Drużynowego Pucharu Świata mieliśmy kilka formatów. Niezmiennie jednak były rundy eliminacyjne (przeznaczone dla słabszych nacji), półfinały w dwóch różnych miejscowościach (w latach 2001-2003 w trzech), a baraż i finał rozgrywano w tym samym miejscu, ale zmieniał się sposób kwalifikacji do decydujących starć.
W trzech pierwszych sezonach rozgrywania DPŚ do finału dochodziło 5 najlepszych drużyn. 3 z nich były zwycięzcami półfinałów, a dołączały do nich 2 najlepsze z barażu. Później w sezonach 2004-2011 w rywalizacji o medale mierzyli się 2 wygrani ½ finału, a także niezmiennie 2 szczęśliwców z barażu. Zredukowano przez to finalistów z 5 do 4.
Zmiana dość duża pojawiła się w 2012 roku. Od tamtej pory gospodarz miał zapewniony udział w finale. Do niego dołączali 2 triumfatorzy półfinału, a także wygrani barażu. Ponadto zmniejszono liczbę biegów z 25 do 20. Jak już zostało wspomniane, po sezonie 2017 zawieszono rozgrywanie Drużynowego Pucharu Świata na kilka lat. Impreza wróciła w 2023 roku. Promotorzy mistrzostw świata zaprosili do niego 9 drużyn. Oprócz Polaków, gdyż wszystkie 4 rywalizacje odbywały się we Wrocławiu (to była jedna z poważniejszych zmian), to wystąpiły najlepsze drużyny ze Speedway of Nations, które w 2022 roku odbyło się w Vojens. Zrezygnowano zatem z rund eliminacyjnych, co nie spodobało się wielu obserwatorom.
Już za kilka dni wielki finał 2026 BOLL FIM Speedway World Cup zostanie rozegrany w Warszawie. Do Polski jako pierwsza dołączyła reprezentacja Australii, która wygrała Speedway of Nations w Toruniu. W maju reprezentacja Wielkiej Brytanii zwyciężyła w półfinale w Landshut, a w sierpniu Duńczycy uzupełnili stawkę wielkiego finału po triumfie w Rydze. W tym sezonie nie zaplanowano barażu.
Kompletny Jason Crump (2001)
Australijczykom przypadł pierwszy triumf w erze Drużynowego Pucharu Świata. „Kangury” z bliskim przyjacielem Marka Webbera w składzie zdominowały półfinał w Gdańsku. Crump zdołał w nim wywalczyć komplet 15 punktów. Tyle samo stracili do żużlowców z Antypodów Amerykanie. Zaliczka mogłaby być jeszcze większa, ale słabo pojechał Jason Lyons.
Finał rozgrywano we Wrocławiu. Oprócz Australijczyków udział w nim zapewnili sobie wspomniani Amerykanie, a także Duńczycy, Polacy i Szwedzi. W związku z takim formatem imprezy na tym etapie rywalizacji stosowano punktację 4-3-2-1-0.
Jason Crump tamtego dnia poprowadził swoich rodaków do historycznego triumfu. „Kangur” wygrał swoje wszystkie 5 biegów, więc po zakończeniu zmagań miał na koncie 20 punktów. Więcej miał jedynie Tomasz Gollob. Wychowanek Polonii Bydgoszcz pod taśmą meldował się 6-krotnie. Raz wykorzystano go jako tzw. złotą rezerwę taktyczną (tudzież zwanego jokerem). Polak w 6 startach zgromadził aż 27 „oczek”. Pokonał go jedynie Crump, który objechał go w drugiej serii startów. Australijczyk po starcie rzucił się na zewnętrzną część toru i wysforował się na prowadzenie, którego nie oddał do mety. Była to jedyna porażka przyszłego mistrza świata z 2010 roku.
Po 25 biegach z dorobkiem 68 punktów triumf odniosły „Kangury”. Polacy przegrali z nimi o 3 „oczka”. Podium uzupełnili Szwedzi, którzy mieli bezpieczną przewagę nad Duńczykami (51-44). Kompletnie nie liczyli się Jankesi, którzy choćby nie uzbierali połowy zdobyczy zwycięzców.
„Leć Tomku, leć” tylko, iż w 2009 roku
Absolutna żużlowa legenda reprezentowała nasze barwy w rozgrywkach najlepszej ligi świata w sezonach 2008-2012. To właśnie w tym okresie biało-czerwoni 3-krotnie z rzędu zostawali Drużynowymi Mistrzami Świata (2009-2011). w okresie 2009 Gollob świętował tytuł wraz z Krzysztofem Kasprzakiem, Jarosławem Hampelem, Piotrem Protasiewiczem i Adrian Miedzińskim. Była to jednak droga przez mękę dla niego, ponieważ przez całe zawody (w przeciwieństwie do półfinału w Peterborough, gdzie Polacy rozstrzygnęli wszystko przed ostatnim biegiem) mu nie szło. Zresztą nie tylko jemu. Polacy po 19 biegach z 25 (wtedy nastąpiła przerwa przez opady deszczu) zajmowali 3. miejsce wraz z Rosjanami. Dobrą wiadomością było to, iż Australijczycy i Duńczycy nie zdążyli odskoczyć biało-czerwonym. Jedynym naszym reprezentantem, który trzymał poziom, był Jarosław Hampel. Reszta miała kłopoty.
Gollob w 4 swoich pierwszych startach wywalczył zaledwie 3 punkty. Na dzień dobry wymęczył 3. miejsce, odpierając ataki Denisa Gizatulina. Rosjanin był bliski wyprzedzenia Polaka w końcówce 2. okrążenia, ale wychowanek Polonii Bydgoszcz obronił się przed nim. W siódmym biegu dojechał do mety jako 2. Również i tutaj miał szczęście, ponieważ w podejściu numer 1 na wyjściu z pierwszego łuku Grigorij Łaguta storpedował Davey’ego Watta. „Grisza” został wykluczony z powtórki wyścigu, a w niej Polak na dystansie rozprawił się z Australijczykiem. Później zanotował 2 „śliwki”. Pierwsza trafiła mu się wskutek braku prędkości. Za drugim razem najpierw cudem nie wpadł w Emila Sajfutdinowa, by chwilę później na trasie minął go Antonio Lindbaeck.
Po kolejnym wyścigu, a także nieudanej próbie rozegrania 20., spadł deszcz – na szczęście nie aż tak mocny, który wymusił na organizatorach przełożenie finału z soboty na niedzielę. W tamtym momencie sytuacja wyglądała następująco. Prowadzili Australijczycy z dorobkiem 33 punktów. Mieli o 2 więcej od Szwedów. Rosjanie z Polakami mieli po 28 „oczek”.
Po ponad godzinnej przerwie rywalizację wznowiono. I po niej biało-czerwoni odżyli. W końcu nie tylko Hampel punktował na równym poziomie, chociaż Piotra Protasiewicza zmienił wspomniany „Mały”. Kilkukrotny wicemistrz świata dogonił „Kangurów” przy asyście Miedzińskiego i Kasprzaka. Zwłaszcza ten ostatni nie zawiódł, zdobywając w swoich dwóch ostatnich startach 5 punktów. I tak przed ostatnim decydującym biegiem, Polacy i Australijczycy mieli na koncie po 41 punktów. Szwedzi i Rosjanie nie liczyli się już w walce o złoto. Kiedy zawodnicy przygotowywali się do decydującego starcia prawie cały stadion zaczął krzyczeć „Polska, Polska”.
O najważniejszy medal mieli powalczyć Tomasz Gollob, któremu nie szło, a który pożyczył na ostatni bieg sprzęt od Krzysztofa Kasprzaka, a także Leigh Adams uznawany słusznie za króla „Smoczyka”. Australijczyk tamtego dnia był liderem swojej kadry. Jednak w decydującym starciu pokonał go Polak. Gollob wykorzystał pierwsze pole startowe i pognał pewnie do mety po wygraną. Cały dzień się męczył, był wolniejszy od reszty, ale w kluczowym momencie pokazał to, co potrafił robić najlepiej. A najlepszym tego dowodem była sytuacja, gdy na przeciwległej prostej uniósł lewą rękę w geście triumfu.
Finał DPŚ w Lesznie odbywał się już wcześniej, bo w 2007 roku, ale wtedy wszystko wyglądało inaczej. Przyszły mistrz świata poza jedną wpadką jeździł kapitalnie i występ w ostatnim biegu był o wiele mniej stresujący niż w okresie 2009. „Leć, Leć, Leć”, które padło z ust Piotra Olkowicza wtedy, bez wątpienia znalazłoby zastosowanie niemalże 24 miesiące później. Co interesujące nasi reprezentanci nie mieli czasu w świętowanie, ponieważ wieczorem trzeba było odjechać swoje mecze Ekstraligi.
Rok później cała historia wyglądała zupełnieinaczej
W sezonie 2010 finał DPŚ rozgrywano w duńskim Vojens. Reprezentacja Polski wywalczyła bilet dla siebie do Danii na naszym torze. W półfinale biało-czerwoni wywalczyli łącznie 68 punktów. Liderem bez niespodzianek był Gollob, który zakończył zmagania z dorobkiem 14 „oczek”. Jedynym rywalem będącym w stanie pokonać go, okazał się Bjarne Pedersen.
Pogoda w Danii nie rozpieszczała i finał rozegrano dzień po zaplanowanym terminie. Oprócz Golloba w składzie reprezentacji Polski znaleźli się Hampel, Holta, Kołodziej i Miedziński. Wychowanek Polonii Bydgoszcz po raz pierwszy na torze pojawił się w 3. biegu i po incydencie z Nielsem-Kristianem Iversenem upadł na tor. Sędzia zawodów wykluczył go z powtórki, chociaż brytyjscy komentatorzy uważali, iż Polak po otrzepaniu się z mazi, stanie ponownie pod taśmą. Tak się jednak nie stało.
I być może ten fakt sprawił, iż w 4 kolejnych swoich startach był niepokonany. W biegu numer 9 na absolutnym limicie wepchnął się pod Magnusa Zetterstroema. Szwed przez ten atak spadł na ostatnie miejsce, chociaż po rozegraniu pierwszego łuku prowadził. W swoim trzecim starcie wykorzystał pole A i pognał do mety po 3 punkty.
Z kolei w 16. wyścigu ponownie pokazał to, za co polscy kibice go kochali. Gollob po starcie miał wielkie kłopoty i w pewnym momencie jechał ostatni. Najpierw uporał się z Lindgrenem, później z wielką pewnością siebie ograł Woffindena, a całość zwieńczył szarżą na Hansie Andersenie. „Andersen jest już z tyłu, a Tomasz Gollob [z przodu] … czy stać będzie Andersena na jakąś kontrę? Mówimy państwu – absolutnie nie! W tym wyścigu zwycięży TOMASZ GOLLOB!” – komentował na żywo Piotr Olkowicz.
Przyszły indywidualny mistrz świata, który miał za kilka tygodni przypieczętować swój tytuł, ponownie zamknął wszystko. Polak świetnie ruszył z pola B, a następnie odpierał ataki Andrasa Jonssona. I w ten oto sposób biało-czerwoni wyjechali z duńskiej ziemi z medalem z najcenniejszego kruszcu.
W 2011 roku Gollob ponownie był w składzie złotej polskiej reprezentacji. Z racji jednak na to, iż te zawody odbyły się u nas, to już teraz zapraszamy na materiał, który ukaże się za jakiś czas na naszej stronie. Opowiemy w nim o wszystkim, co działo się przed finałem, wraz z drogą eliminacji, w jego trakcie, a także po nim.
Duński dynamit w Målilli
Sezon 2012 przyniósł wspomnianą rewolucję. Zmniejszono liczbę biegów z 25 do 20 oraz gospodarz odtąd miał zapewnioną automatyczną kwalifikację, więc Szwedzi nie musieli brać udziału w eliminacjach.
W kadrze reprezentacji Danii znalazło się dwóch naszych zawodników. Mowa tu Michaelu Jepsenie Jensenie i Nielsie-Kristianie Iversenie. Żużlowcy z Kraju Hamleta awansowali do barażu w Szwecji, zajmując 3. pozycję w Bydgoszczy. Liderem Duńczyków był „Puk”, który zgromadził 10 „oczek:”.
Skandynawowie w Målilli w barażu ograli Polaków. Do MJJ-a, „Puka” i Madsena dołączył Nicki Pedersen, który na czas tych zawodów zmienił Mikkela B. Jensena. Z czwórki Duńczyków prym wiedli właśnie Stalowcy. Obydwaj zgromadzili po 13 punktów. Polacy dwoili się i troili, ale 2 wpadki Golloba i przeciętna jazda reszty poza Buczkowskim w niczym nie pomogły. W ten oto sposób biało-czerwoni w 2012 roku musieli obejść się smakiem. Szansa na medale przepadła.
W finale oprócz dwóch państw skandynawskich kibice ujrzeli za to Rosjan i Australijczyków. I to z tymi drugimi przyszła walka o złoty medal. Finalnie pierwsze miejsce przypadło Duńczykom, którzy pod kątem punktowym nie mieli zbyt dużych dysproporcji, bo w miejsce Madsena wszedł B. Jensen. Triumf przypieczętował Niels-Kristian Iversen, który w decydującym biegu za rywala miał Jasona Crumpa. „Kangur” startował spod samej kredy, a „Puk” spod bandy. Zawodnicy z drugiego końca świata tracili do Skandynawów 2 punkty. Zatem wszystko było możliwe. Wielokrotny mistrz świata kapitalnie wystartował, ale w pierwszym łuku przeszkodził mu Andreas Jonsson, a chwilę później w to wszystko wmieszał się Emil Sajfutdinow. Rosjanin wyszedł na prowadzenie przed Szwedem, a za nimi jechał Iversen, któremu pozostało odpierać ataki Crumpa, aby ten nie rzucił się w pogoń za resztą. To wystarczyło, aby reprezentanci Danii cieszyli się ze złota. Tamtego dnia MJJ zgromadził na koncie 11 punktów – tyle samo co „Puk”. Obydwaj mieli kilka ciekawych biegów.
Starszy z Duńczyków w pierwszej serii startów na dystansie uporał się z Sajfutdinowem na trasie. Z kolei MJJ w swoim drugim wyścigu ograł Darcy’ego Warda. Ponadto przyszły Indywidualny Mistrz Świata Juniorów prawdopodobnie wziął udział w wyścigu wieczoru. Jepsen Jensen stoczył kapitalną walkę z Andreasem Jonssonem i Grigorijem Łagutą. Z Griszą Duńczyk do końca walczył o 2 punkty, ale tym razem to doświadczenie pokonało młodzieńczą fantazję. „Puk” z kolei w czwartej serii startów co chwila tasował się z Wardem i Lindgrenem.














