Ten sezon cyklu Grand Prix przynosi ogromne emocje. Rok temu dwóch zawodników do ostatnich chwil walczyło o tytuł. Tym razem jest ich trzech. Mowa o Bartoszu Zmarzliku, Bradym Kurtzu oraz Robercie Lambercie. Różnice między tą trójką są minimalne. Liderem przed ostatnią rundą w Toruniu jest miejscowy matador – Robert Lambert z dorobkiem 142 punktów. Jeden mniej ma Bartosz Zmarzlik. Podium zamyka Brady Kurtz z 139 punktami. Wszystko więc rozstrzygnie się na toruńskiej MotoArenie.
Emocje już teraz sięgają zenitu, jednak pozostawały kwestie nierozstrzygnięte. Głównym była sprawa zastępstwa dla Jacka Holdera. Lider Gezet Stali doznał poważnego urazu ręki a co gorsza uszkodził sobie nerw promieniowy. Liczono, iż do końca sezonu uda mu się wyleczyć. Okazuje się, iż nie ma na to najmniejszych szans. W tej sytuacji władze podjęły jedyną słuszną decyzję. Kolejną szansę dostanie Anders Thomsen, który zastępuje go praktycznie od początku jego urazu.
Trzeba przyznać, iż Duńczyk nie przynosi wstydu w cyklu i zajmuje 11. lokatę w klasyfikacji. Udało mu się choćby zwyciężyć w jednej z rund. Ma teraz szansę powtórzyć ten wyczyn, choć zadanie stoi przed nim bardzo trudne. Sprawa wygranej powinna rozstrzygnąć się między liderującą trójką. Choć większe szanse mają Zmarzlik i Lambert. Australijczyk w ostatnim meczu finałowym potwierdził, iż ten tor nie jest jego mocną stroną. W sześciu startach zdobył sześć punktów i dwa bonusy.
Duńczyk i tak ma powody do zadowolenia. Po raz kolejny pokaże się szerokiej publiczności a poza tym w weekend zapewnił 7. lokatę Gezet Stali Gorzów na ostatnich metrach 15. biegu meczu rewanżowego w Lubuskim. Jest więc w zdecydowanym gazie, czy potwierdzi to również w osttaniej rundzie Grand Prix sezonu 2026?
















