Zdradziła USA, zarabia więcej niż Świątek. Cały świat zastanawia się, kim jest

2 godzin temu
Eileen Gu to nie tylko kandydatka na gwiazdę zimowych igrzysk, ale także jedna z najbarwniejszych postaci w światowym sporcie. 22-latka porzuciła USA i wybrała Chiny, co do dziś wywołuje kontrowersje. Zarabia także więcej niż Iga Świątek, choć uprawia niszową dyscyplinę - narciarstwo dowolne. Jak to możliwe?
Cztery lata temu w Pekinie Eileen Gu sięgnęła po złoto w konkurencjach halfpipe oraz big air, a także po srebro w slopestyle. Mając 18 lat, została najmłodszą mistrzynią olimpijską w narciarstwie dowolnym. Dziś w Mediolanie także jest typowana do medali, choć zostałyby przypisane w klasyfikacji Chinom, a nie USA.

REKLAMA







Zobacz wideo Snoop Dogg znowu jest gwiazdą igrzysk! Raper bawi się życiem



Gu urodziła się i wychowywała w San Francisco. Jej mama jest Chinką, a tata Amerykaninem. Do 2019 r. reprezentowała Stany Zjednoczone, ale potem postawiła na kraj pochodzenia matki, która wyemigrowała z Pekinu, by studiować chemię w Kalifornii. Gu spędzała w Chinach każde wakacje, chodziła do szkoły językowej, oglądała chińską telewizję. Dorastała w specyficznym dwukulturowym otoczeniu. Jej matka, Yan Gu, od małego dbała o to, by córka mówiła płynnie po mandaryńsku.
Między Ameryką, a Chinami
To u Eileen Gu miało zbudować silną tożsamość narodową związaną z "Państwem Środka". Pytana o zmianę reprezentacji przyznaje, iż chodziło o zainspirowanie Chińczyków narciarstwem dowolnym. - Chcę zachęcić ich do sportów zimowych i oddać coś krajowi mojej mamy - mówiła, dodając, iż w USA narciarstwo dowolne ma wielu bohaterów i kilka straciło na jej decyzji. Wybierając Chiny, Gu chciała stać się wzorem do naśladowania w ojczyźnie matki.
Do dziś unika pytań o status obywatelski, co wywołuje kontrowersje. Chińczycy nie uznają podwójnego obywatelstwa. Aby reprezentować ten kraj, Gu teoretycznie powinna zrzec się amerykańskiego paszportu, jednak nigdy nie potwierdziła, iż to zrobiła. Departament Stanu USA również nie odnotował jej na liście osób, które zrzekły się obywatelstwa, co sugeruje, iż mogła otrzymać specjalne traktowanie ze strony chińskich władz. Międzynarodowy Komitet Olimpijski wymaga od sportowców posiadania paszportu państwa, które reprezentują na igrzyskach.
- Gdy jestem w USA, jestem Amerykanką, a w Chinach jestem Chinką - powtarza Eileen Gu w rozmowach z dziennikarzami. Nieraz podkreślała, iż chce być "pomostem między kulturami". Nie jest to łatwe w czasach rywalizacji globalnych mocarstw, gdy zdaniem ekspertów od geopolityki w powietrzu wisi wojna między państwami. W USA Gu spotkała się z krytyką. Przed igrzyskami w Pekinie prawicowy komentator Tucker Carlson określił jej wybór jako "głupi", a dziennikarz Fox News Will Cain przekonywał, iż zawodniczka "zdradziła Amerykę".









Eileen Gu uczyła się jeździć na nartach na jeziorze Tahoe na granicy stanów Nevada i Kalifornia. kilka wiadomo o jej ojcu oprócz jego narodowości i faktu, iż studiował na Harvardzie. Córka poszła w jego ślady na Uniwersytecie Stanforda, gdzie ostatnio wzięła przerwę od stosunków międzynarodowych, by przygotować się do igrzysk.
Tata pozostaje w cieniu, a mama Eileen stała się dla niej kluczową postacią, w tym pierwszą menedżerką. To ona przez lata organizowała logistykę między kontynentami, szkołą i treningami, pilnując, aby córka nie rezygnowała z edukacji kosztem wyników. W młodości zdarzało się, iż Gu odrabiała lekcje w samochodzie, między zajęciami a stokiem, a wyjazdy na zawody planowano pod kalendarz szkolnych egzaminów. Równie istotną rolę odegrała babcia, z którą mistrzyni spędzała wakacje w Pekinie. Wielokrotnie wspominała, iż w Chinach była "po prostu wnuczką", a nie utalentowaną zawodniczką, co dawało jej poczucie normalności.
Wielki talent Eileen Gu pierwszy raz udowodniła sześć lat temu, gdy w wieku 15 lat zwyciężyła w zawodach Pucharu Świata rozgrywanych we Włoszech. Wtedy jeszcze reprezentowała USA i nosiła kask z motywem żaby. Do dziś nazywana jest w Chinach "Żabią Księżniczką" albo "Śnieżną Księżniczką".
Gigantyczne pieniądze z reklam
W Stanach narciarstwo dowolne to popularna dyscyplina. Reprezentowanie Chin oznaczało dla Gu pewne miejsce w kadrze olimpijskiej, status gwiazdy numer jeden i pełne wsparcie federacji. Do tego nie można zapomnieć o płaszczyźnie finansowej. Obecność na rynku chińskim i zachodnim pozwoliła jej, mimo startów w niszowej dyscyplinie, na gigantyczne pieniądze. Po zmianie kolorów Gu stała się najbardziej wartościową marketingowo sportsmenką świata zimowych sportów.



Magazyn "Forbes" opublikował w grudniu ubiegłego roku ranking najlepiej opłacanych zawodniczek w 2025 roku. Eileen Gu zajęła czwarte miejsce, jedynie za Coco Gauff, Aryną Sabalenką oraz Igą Świątek - była pierwszą spoza świata tenisa. Według szacunków dziennikarzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy zarobiła 23,1 mln dolarów, z czego zaledwie 100 tys. z nagród za występy sportowe, a resztę z tytułu kontraktów reklamowych. Więcej od niej z reklam otrzymała jedynie Coco Gauff (25 mln), a mniej m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka (obie po 15 mln) czy chińska tenisistka Qinwen Zheng (21 mln).






Narciarka podpisała kontrakty z takimi markami, jak m.in. Red Bull, Porsche, IWC Schaffhausen czy Tiffany. Do tego dochodzą także chińscy giganci, np. Bank of China, China Mobile czy TCL Electronics. W Stanach byłaby jedną z wielu gwiazd sportu, w Chinach, gdzie występuje pod nazwiskiem Gu Ailing, znajduje się w najwyższej lidze.
22-latka jest także modelką IMG - międzynarodowej agencji z siedzibą w Nowym Jorku. Chodziła po wybiegach w ubraniach takich gigantów jak, m.in. Victoria's Secret czy Louis Vuitton. "To, iż większość jej zarobków pochodzi z reklam poza stokiem, nie powinno nas dziwić, ponieważ jest to normalne w większości kobiecych dyscyplin, gdzie popularność rośnie szybciej niż zarobki" - wskazuje "The New York Times".
Jej obecność w modzie wpisuje się też w szerszy trend łączenia sportu z luksusem. Gu funkcjonuje na granicy dwóch światów: zimą startuje w kasku i goglach, a kilka tygodni później pojawia się na tygodniach mody w roli modelki. Dla sponsorów to wyjątkowa kombinacja, bo trafia jednocześnie do fanów sportu, mody i mediów lifestyle'owych. W praktyce oznacza to, iż jej sezon nie kończy się wraz z ostatnimi zawodami, a po zimie zaczyna się druga część roku, w której pracuje bardziej jak celebrytka niż narciarka. przez cały czas większość czasu spędza wtedy w USA.



Gu zajmuje się tworzeniem własnej marki, pojawia się na okładkach największych magazynów o modzie. Ma mniej czasu w starty od rywalek, ale gdy występuje w zawodach Pucharu Świata, zwykle okazuje się najlepsza.
Chińczycy liczą na jej sukcesy we Włoszech. Gu będzie startować w specjalnym stroju, który nawiązuje do chińskiej kultury m.in. dzięki smoka, którego zobaczymy na rękawie. W ten sposób Eileen Gu łączy swoje wszystkie zamiłowania - do sportu, mody i nowej ojczyzny.






Podwójne pochodzenie pozwala jej na popularność, o jakiej marzą inni sportowcy. Na Instagramie Gu ma ponad 2 mln obserwujących, na chińskim portalu społecznościowym Weibo kolejnych siedem mln. Chiny są dumne, iż Gu zdecydowała się porzucić USA. "Kiedyś ludzie chcieli być Amerykanami, więc dlaczego nie zaakceptować, iż teraz chcą być Chińczykami?" - pytał lokalny dziennik "Global Times China". "New York Times" podsumowywał zaś: "Definiują ją dwoistości. Jest narciarką czy supermodelką? Zdolną studentką czy globalną influencerką? Wreszcie: jest Chinką czy Amerykanką?".
Idź do oryginalnego materiału