Trzęsienie ziemi spod Jasnej Góry wreszcie dobiegło końca. Po niespełna dwóch tygodniach od niespodziewanego i głośnego pożegnania z Mariuszem Staszewskim, działacze Krono-Plast Włókniarza Częstochowa odkryli karty. Nowym menedżerem biało-zielonych został Patrick Hansen. Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej ogłoszono podpisanie kontraktu z Duńczykiem, który pracował ostatnio w Rybniku. Przed nowym opiekunem „Lwów” staje poważne zadanie: ma nie tylko wyciągnąć pierwszą drużynę z kryzysu i poprowadzić ją w walce o ekstraligowe punkty, ale również wziąć na swoje barki opiekę nad częstochowską młodzieżą.
Decyzja o postawieniu na Hansena to prosta konsekwencja wydarzeń sprzed kilkunastu dni. Wówczas klub podziękował za współpracę Staszewskiemu, a u podstaw tej decyzji leżały mocno rozbieżne wizje dotyczące budowania zespołu i przyszłości parku maszyn. Gabinetowe negocjacje nie przyniosły porozumienia, co zmusiło prezesa Jakuba Michalskiego do poszukiwania kogoś ze świeżym i nowoczesnym spojrzeniem na czarny sport. Menedżera, który wleje nową energię w drużynę walczącą o przełamanie i uniknięcie niebezpiecznych rejonów ligowej tabeli.
Długofalowa wizja i autorskie porządki
Formalnie umowa Duńczyka obowiązuje do końca bieżącego sezonu, jednak pod Jasną Górą nikt nie traktuje tego ruchu jako krótkoterminowej straży pożarnej. Najbliższe miesiące mają posłużyć wdrożeniu autorskich rozwiązań, dotarciu się sztabu oraz zbudowaniu stabilnych fundamentów pod kolejne lata startów na najwyższym szczeblu. Świadczą o tym słowa sternika klubu, który nie kryje ekscytacji z powodu nawiązania współpracy z młodym, charyzmatycznym szkoleniowcem. Prezes Jakub Michalski zaznaczył na konferencji, iż o współpracy myśli się długofalowo, a zarząd przekonało przede wszystkim świeże podejście Patricka do budowania atmosfery oraz konkretne plany na szkolenie częstochowskiej młodzieży.
Sam Hansen podchodzi do postawionego przed nim zadania chłodno i z ogromnym dystansem, ale i pewnością siebie. Zdaje sobie sprawę z tego, w jak trudnym momencie przejmuje stery.
– To na pewno wyzwanie, ale bardzo ciekawe. Byłoby chyba za łatwo wejść do drużyny, która wszystko wygrywa. Wtedy moja robota byłaby mało istotna – ocenia na chłodno Patrick Hansen. – Teraz mam możliwość porozmawiania z zawodnikami, muszę to wszystko dobrze przeanalizować. Po poprzednim meczu będę siedział po nocach i oglądał, co tam się dzieje.
Rozmowy o przejęciu drużyny nie były jednak sprawą załatwioną w parę minut przy kawie. Szkoleniowiec przyznał, iż kontakt z klubem trwał już od pewnego czasu, ale na przeszkodzie stały m.in. sprawy prywatne. Niedawno na świecie pojawiło się jego dziecko, co wymagało poukładania obowiązków domowych. Ostatecznie uznał jednak, iż to idealny moment na zrobienie tak odważnego kroku.
– To nie jest temat z jednego dnia. Rozmawialiśmy już wcześniej, ale miałem też inne obowiązki, niedawno w domu urodziło mi się dziecko. Stwierdziłem jednak, iż to dobry czas. Jestem jeszcze młody, niedawno sam jeździłem na tych motocyklach, więc jestem na bieżąco. Znam większość chłopaków z drużyny, jesteśmy w podobnym wieku i po prostu poczułem, iż to fajny moment – tłumaczy nowy trener cytowany przez portal czestochowa.naszemiasto.pl
Twarda ręka w parku maszyn
Mianowanie Duńczyka na stanowisko menedżera pierwszej drużyny to jeden z najbardziej intrygujących ruchów kadrowych tego roku w PGE Ekstralidze. Hansen wnosi do zespołu charyzmę, doskonałe wyczucie sprzętowe i prozawodnicze podejście do taktyki meczowej. Co niezwykle istotne, posiada doświadczenie ze śląskiego podwórka – ostatnio pracował jako trener szkółki żużlowej w Rybniku, gdzie szlifował talenty adeptów czarnego sportu.
Jego powrót do parku maszyn w roli głównego dowodzącego ma być impulsem, którego Lwy potrzebowały od dawna. Hansen zapowiada jednoznacznie, iż nie zamierza być jedynie biernym obserwatorem wydarzeń pod taśmą i nie pozwoli na samowolkę gwiazd.
– Nie wyobrażam sobie, iż trener nie powinien nic mówić do seniorów. jeżeli mam swoje zdanie, to im je powiem, a oni dobrze wiedzą, iż to, czego wymagam, potrafiłbym dobrze zrobić sam. U mnie na treningu nie będzie tak, iż oni wyjeżdżają na tor, robią, co chcą, a my zajmujemy się juniorami – zapowiada kategorycznie Hansen. – Chcę, żeby to była prawdziwa drużyna. Będziemy robić wspólne ćwiczenia na treningach, dokładnie tak, jak wygląda to w piłce nożnej czy koszykówce.
Najbliższe tygodnie pokażą, na ile nowatorskie metody szkoleniowe Duńczyka przyniosą skutek w starciu z twardą ekstraligową rzeczywistością. Częstochowska młodzież bez wątpienia potrzebuje mocnego impulsu, a pierwsza drużyna – spokoju i czystej głowy na torze.
















