Wyścigi kontra wojna. Będą zmiany w kalendarzu?

rallyandrace.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Grand Prix F1 Arabii Saudyjskiej


Napięcia polityczne na Bliskim Wschodzie i groźba dalszej eskalacji konfliktu zbrojnego ponownie stawiają pod znakiem zapytania stabilność kalendarza mistrzostw świata Formuły 1. Choć sezon ma rozpocząć się zgodnie z planem w Melbourne, za kulisami realizowane są już prace nad scenariuszami awaryjnymi.

Według doniesień brytyjskich mediów, setki pracowników zespołów i organizatorów musiały w ostatnich godzinach zmienić plany podróży po tym, jak zamknięto lotniska w Dosze i Dubaju – najważniejsze węzły przesiadkowe linii Qatar Airways i Emirates. Decyzja ta była następstwem irańskich nalotów na obiekty w Katarze, Kuwejcie, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, będących odpowiedzią na operacje wojskowe Stanów Zjednoczonych.

Część personelu F1 kierowana jest teraz na loty przez Hongkong i Singapur. Inni wybierają bezpośrednie połączenia do Perth, a następnie krajowy przelot do Melbourne. Logistyka, która w F1 i tak jest operacją o chirurgicznej precyzji, została wystawiona na ciężką próbę jeszcze przed startem sezonu.

Rzecznik F1 uspokajał: „Nasze trzy najbliższe wyścigi realizowane są w Australii, Chinach i Japonii, a nie na Bliskim Wschodzie – te rundy są zaplanowane dopiero za kilka tygodni. Jak zawsze uważnie monitorujemy sytuację i współpracujemy z odpowiednimi władzami”.

Problem w tym, iż kalendarz jest napięty do granic możliwości, a każda zmiana wywołuje efekt domina. Szczególne pytania dotyczą rundy w Bahrajnie, zaplanowanej na 12 kwietnia – oraz wyścigu w Arabii Saudyjskiej tydzień później. Oba wydarzenia od lat stanowią kluczową część wiosennej fazy sezonu i są istotne finansowo dla mistrzostw. Na razie organizatorzy podtrzymują, iż pozostają one w kalendarzu.

Jednak według informacji z padoku szefowie F1 mają już przygotowane plany awaryjne, które pozwoliłyby utrzymać 24-wyścigowy sezon w przypadku konieczności przeniesienia lub odwołania rund na Bliskim Wschodzie. W grę mogłoby wchodzić przesunięcie terminów, podwójne weekendy w Europie albo reaktywacja torów rezerwowych.

To nie byłby pierwszy raz, gdy czynniki geopolityczne wpływają na kalendarz. W przeszłości konflikty, napięcia społeczne czy pandemia COVID-19 zmuszały organizatorów do szybkich i często radykalnych decyzji. Różnica polega na tym, iż dziś mistrzostwa są bardziej globalne niż kiedykolwiek – a więc też bardziej wrażliwe na zaburzenia w światowym systemie transportowym i politycznym.

Realnie rzecz biorąc, wszystko zależy od skali i czasu trwania kryzysu. jeżeli sytuacja ustabilizuje się w ciągu kilku tygodni, kalendarz prawdopodobnie pozostanie nienaruszony. jeżeli jednak konflikt się rozszerzy, presja na zmianę lokalizacji wyścigów będzie ogromna – zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i logistycznych.

Na ten moment F1 wysyła jasny sygnał: sezon startuje zgodnie z planem. Ale w sporcie, który operuje globalną machiną liczącą tysiące ludzi i setki ton sprzętu, polityka potrafi zmienić wszystko szybciej niż samochód pokonuje jedno okrążenie kwalifikacyjne.

Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.

Idź do oryginalnego materiału