To skandal, jakich mało. Atmosfera przy okazji piątkowego meczu Radomiaka z Koroną Kielce gęstniała już kilka dni wcześniej, gdy kluby wzajemnie obwiniały się o to, iż na trybunach nie będą mogli pojawić się kibice gości. Później, już w trakcie spotkania, po golu Korony na 2:0 czerwoną kartkę dostał trener Radomiaka - Goncalo Feio, który miał oskarżyć sędziów, iż zostali przekupieni.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki mocno do Papszuna: Wiemy, iż jesteś szefem, ale idź i zobacz młodzież Legii
Wynik już się nie zmienił. Po zakończeniu meczu doszło do szarpaniny między piłkarzami i pracownikami obu klubów.
- Czułem się, jakbym wylądował w oku cyklonu. Jeden z zawodników Radomiaka wymachiwał mi pięścią przed nosem - mówił na konferencji prasowej trener Korony Jacek Zieliński.
Po chwili na murawę wbiegł kibic z trybuny VIP i popchnął Tamara Svetlina, pomocnika gości. Widzący to Marcin Cebula postanowił obronić kolegę z drużyny i zaatakował agresywnego kibica, za co został ukarany czerwoną kartką. Na boisku spokojniej zrobiło się dopiero po pojawieniu się policjantów z tarczami i pałkami.
Piłkarze Korony najpierw świętowali zwycięstwo na środku boiska, a później przenieśli się pod pusty sektor gości, by na jego tle wykonać pamiątkowe zdjęcie. To wtedy w ich kierunku, a także obecnych tam trenerów i pracowników kieleckiego klubu, poleciały dwie szklane butelki. Jedna trafiła w głowę Michała Siejaka, dyrektora marketingu i komunikacji. Druga przeleciała tuż nad trenerem Zielińskim, Piotrem Malarczykiem i Konradem Ciszkiem.
Mimo iż Siejak zaczął krwawić, obecni na stadionie medycy mieli nie spieszyć się z pomocą. W rozmowie z "Weszło" mówił o tym Wiktor Długosz, zawodnik Korony. - Zobaczyłem, iż Siejakowi krew strumieniem płynie po czole i nosie, więc popędziłem do ratowników. "Siejo" zaczął mieć błędny wzrok. Widziałem, iż sytuacja robi się poważna i nie jest to jakieś powierzchowne draśnięcie, którym na spokojnie możemy zająć się w Kielcach. Ratownicy zbywali mnie tekstami typu: "Nic mu nie będzie", "Jak leży, to niech leży". Zacząłem się z nimi szarpać, podszedłem do tematu bardziej wolicjonalnie i dopiero wtedy łaskawie poszli do Siejaka i się nim zajęli.
Dyrektor Korony noc po meczu spędził w radomskim szpitalu, gdzie rana została zszyta. W niedzielę opublikował w mediach społecznościowych nagranie całego zajścia, a także nagranie audio z momentu, w którym była mu udzielana pomoc. Słychać na nim kibiców Radomiaka. " No i tak się kończy, jak się podchodzi tam, gdzie nie powinno się podchodzić, kur**!", "Zasłużyłeś ch*** na to, co masz! Po ch** podchodziłeś? Po co prowokowałeś? Powinieneś mocniej w piz** dostać!" - wykrzykiwali.
Są zarzuty dla agresywnego kibica z Radomia. Odpowie z art. 157 kodeksu karnego
Radomiak po kilkunastu godzinach od zajścia opublikował oświadczenie, w którym poinformował, iż na agresywnych kibiców nałożył zakaz stadionowy. Radomska policja, w odpowiedzi na pytania Sport.pl, poinformowała natomiast, iż 56-letni mężczyzna, który po meczu wbiegł na murawę i zaatakował jednego z piłkarzy Korony, został doprowadzony do obecnych na stadionie policjantów, a następnie przewieziono go do policyjnego aresztu.
- W chwili zatrzymania mężczyzna był nietrzeźwy - podała Justyna Jaśkiewicz, rzeczniczka prasowa KMP w Radomiu. Gdy 56-latek wytrzeźwiał, został doprowadzony do sądu, który wdrożył wobec niego tryb przyspieszony i w związku z zakłóceniem przebiegu imprezy masowej nałożył karę 4 tys. zł grzywny oraz zakaz stadionowy na meczach Radomiaka.
Znacznie poważniejsze konsekwencje mogą zostać wyciągnięte wobec mężczyzny, który rzucił na boisko dwie szklane butelki i jedną z nich trafił Michała Siejaka. - Podejrzany to 47-letni mieszkaniec Radomia - mówi Sport.pl prokurator rejonowy Cezary Ołtarzewski.
Mężczyzna w niedzielę rano został zatrzymany, a w poniedziałek przesłuchany przez prokuratora. Usłyszał zarzut z art. 60.2 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych: "Kto w czasie trwania imprezy masowej rzuca przedmiot, mogący stanowić zagrożenie dla życia, zdrowia lub bezpieczeństwa osób przebywających na terenie lub w obiekcie, gdzie odbywa się impreza masowa, albo w inny, równie niebezpieczny sposób zakłóca przebieg tej imprezy, podlega grzywnie nie mniejszej niż 120 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo więzienia do lat 2".
Mężczyźnie zostały też postawione zarzuty z art. 13.1. kodeksu karnego oraz art. 157.1 i art. 157.2 k.k. "Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, inny niż określony w art. 156 § 1, podlega karze więzienia od 3 miesięcy do lat 5" oraz "Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo więzienia do lat 2".
Jaka kara dla Radomiaka?
- Przestępstwa, o których mowa, są zagrożone karą maksymalnie do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator przyjął też, iż zdarzenie miało charakter chuligański i zastosował wobec podejrzanego dozór policyjny, który polega m.in. na obowiązku stawiennictwa w jednostce policji, a także na zakazie udziału w imprezach masowych o charakterze sportowym. Podejrzany przyznał się do czynu i wyraził skruchę - podaje prokurator Ołtarzewski.
Policja informuje, iż przez cały czas prowadzi czynności w sprawie zajść po piątkowym meczu. - Przebieg zdarzenia oraz jego okoliczności są szczegółowo wyjaśniane. Policjanci analizują dostępny materiał i niewykluczone są kolejne zatrzymania - podaje rzeczniczka.
W środę natomiast zbierze się Komisja Ligi, która może nałożyć dodatkowe kary na radomski zespół, m.in. w związku z niezapewnieniem odpowiedniego bezpieczeństwa na piątkowym meczu. Jak słyszymy nieoficjalnie, kara finansowa może być tylko początkiem. Możliwe jest także czasowe zamknięcie stadionu Radomiaka.

2 godzin temu













