Wstrząsające kulisy skandalu w Radomiu. Wiemy, co grozi mężczyźnie

2 godzin temu
Jak dowiedział się Sport.pl, mężczyźnie, który po meczu Radomiaka z Koroną Kielce rzucił na boisko butelkę i rozbił nią głowę pracownikowi Korony, zostały postawione zarzuty. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności. Ustaliliśmy, iż ten sam mężczyzna rzucił również drugą szklaną butelką, którą na szczęście nikogo nie trafił. 47-latek przyznał się do winy i wyraził skruchę.
To skandal, jakich mało. Atmosfera przy okazji piątkowego meczu Radomiaka z Koroną Kielce gęstniała już kilka dni wcześniej, gdy kluby wzajemnie obwiniały się o to, iż na trybunach nie będą mogli pojawić się kibice gości. Później, już w trakcie spotkania, po golu Korony na 2:0 czerwoną kartkę dostał trener Radomiaka - Goncalo Feio, który miał oskarżyć sędziów, iż zostali przekupieni.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki mocno do Papszuna: Wiemy, iż jesteś szefem, ale idź i zobacz młodzież Legii



Wynik już się nie zmienił. Po zakończeniu meczu doszło do szarpaniny między piłkarzami i pracownikami obu klubów.
- Czułem się, jakbym wylądował w oku cyklonu. Jeden z zawodników Radomiaka wymachiwał mi pięścią przed nosem - mówił na konferencji prasowej trener Korony Jacek Zieliński.
Po chwili na murawę wbiegł kibic z trybuny VIP i popchnął Tamara Svetlina, pomocnika gości. Widzący to Marcin Cebula postanowił obronić kolegę z drużyny i zaatakował agresywnego kibica, za co został ukarany czerwoną kartką. Na boisku spokojniej zrobiło się dopiero po pojawieniu się policjantów z tarczami i pałkami.
Piłkarze Korony najpierw świętowali zwycięstwo na środku boiska, a później przenieśli się pod pusty sektor gości, by na jego tle wykonać pamiątkowe zdjęcie. To wtedy w ich kierunku, a także obecnych tam trenerów i pracowników kieleckiego klubu, poleciały dwie szklane butelki. Jedna trafiła w głowę Michała Siejaka, dyrektora marketingu i komunikacji. Druga przeleciała tuż nad trenerem Zielińskim, Piotrem Malarczykiem i Konradem Ciszkiem.



Mimo iż Siejak zaczął krwawić, obecni na stadionie medycy mieli nie spieszyć się z pomocą. W rozmowie z "Weszło" mówił o tym Wiktor Długosz, zawodnik Korony. - Zobaczyłem, iż Siejakowi krew strumieniem płynie po czole i nosie, więc popędziłem do ratowników. "Siejo" zaczął mieć błędny wzrok. Widziałem, iż sytuacja robi się poważna i nie jest to jakieś powierzchowne draśnięcie, którym na spokojnie możemy zająć się w Kielcach. Ratownicy zbywali mnie tekstami typu: "Nic mu nie będzie", "Jak leży, to niech leży". Zacząłem się z nimi szarpać, podszedłem do tematu bardziej wolicjonalnie i dopiero wtedy łaskawie poszli do Siejaka i się nim zajęli.


Dyrektor Korony noc po meczu spędził w radomskim szpitalu, gdzie rana została zszyta. W niedzielę opublikował w mediach społecznościowych nagranie całego zajścia, a także nagranie audio z momentu, w którym była mu udzielana pomoc. Słychać na nim kibiców Radomiaka. " No i tak się kończy, jak się podchodzi tam, gdzie nie powinno się podchodzić, kur**!", "Zasłużyłeś ch*** na to, co masz! Po ch** podchodziłeś? Po co prowokowałeś? Powinieneś mocniej w piz** dostać!" - wykrzykiwali.
Są zarzuty dla agresywnego kibica z Radomia. Odpowie z art. 157 kodeksu karnego
Radomiak po kilkunastu godzinach od zajścia opublikował oświadczenie, w którym poinformował, iż na agresywnych kibiców nałożył zakaz stadionowy. Radomska policja, w odpowiedzi na pytania Sport.pl, poinformowała natomiast, iż 56-letni mężczyzna, który po meczu wbiegł na murawę i zaatakował jednego z piłkarzy Korony, został doprowadzony do obecnych na stadionie policjantów, a następnie przewieziono go do policyjnego aresztu.
- W chwili zatrzymania mężczyzna był nietrzeźwy - podała Justyna Jaśkiewicz, rzeczniczka prasowa KMP w Radomiu. Gdy 56-latek wytrzeźwiał, został doprowadzony do sądu, który wdrożył wobec niego tryb przyspieszony i w związku z zakłóceniem przebiegu imprezy masowej nałożył karę 4 tys. zł grzywny oraz zakaz stadionowy na meczach Radomiaka.



Znacznie poważniejsze konsekwencje mogą zostać wyciągnięte wobec mężczyzny, który rzucił na boisko dwie szklane butelki i jedną z nich trafił Michała Siejaka. - Podejrzany to 47-letni mieszkaniec Radomia - mówi Sport.pl prokurator rejonowy Cezary Ołtarzewski.
Mężczyzna w niedzielę rano został zatrzymany, a w poniedziałek przesłuchany przez prokuratora. Usłyszał zarzut z art. 60.2 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych: "Kto w czasie trwania imprezy masowej rzuca przedmiot, mogący stanowić zagrożenie dla życia, zdrowia lub bezpieczeństwa osób przebywających na terenie lub w obiekcie, gdzie odbywa się impreza masowa, albo w inny, równie niebezpieczny sposób zakłóca przebieg tej imprezy, podlega grzywnie nie mniejszej niż 120 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo więzienia do lat 2".
Mężczyźnie zostały też postawione zarzuty z art. 13.1. kodeksu karnego oraz art. 157.1 i art. 157.2 k.k. "Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, inny niż określony w art. 156 § 1, podlega karze więzienia od 3 miesięcy do lat 5" oraz "Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo więzienia do lat 2".
Jaka kara dla Radomiaka?
- Przestępstwa, o których mowa, są zagrożone karą maksymalnie do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator przyjął też, iż zdarzenie miało charakter chuligański i zastosował wobec podejrzanego dozór policyjny, który polega m.in. na obowiązku stawiennictwa w jednostce policji, a także na zakazie udziału w imprezach masowych o charakterze sportowym. Podejrzany przyznał się do czynu i wyraził skruchę - podaje prokurator Ołtarzewski.



Policja informuje, iż przez cały czas prowadzi czynności w sprawie zajść po piątkowym meczu. - Przebieg zdarzenia oraz jego okoliczności są szczegółowo wyjaśniane. Policjanci analizują dostępny materiał i niewykluczone są kolejne zatrzymania - podaje rzeczniczka.
W środę natomiast zbierze się Komisja Ligi, która może nałożyć dodatkowe kary na radomski zespół, m.in. w związku z niezapewnieniem odpowiedniego bezpieczeństwa na piątkowym meczu. Jak słyszymy nieoficjalnie, kara finansowa może być tylko początkiem. Możliwe jest także czasowe zamknięcie stadionu Radomiaka.
Idź do oryginalnego materiału