Sina twarz Ammanna zostanie mi w pamięci na zawsze. Było już po północy, gdy konkurs na normalnej skoczni igrzysk w Pjongczangu dobiegał końca. Nas zajmował dramat Polaków: Stefan Hula i Kamil Stoch prowadzili po pierwszej serii. W drugiej wiatr się wzmagał na skoczni, podczas najzimniejszych igrzysk w historii.
REKLAMA
Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem
Sędziowie co chwilę przerywali konkurs i, gdyby nie były to igrzyska, z pewnością odwołaliby rundę finałową. Przenikliwe zimno i nieludzka godzina wygoniły z trybun wszystkich kibiców.
Stoch w pogoni za Ammannem
W tak kuriozalnych okolicznościach skoczkowie z całego świata walczyli o najcenniejsze trofea w tej dyscyplinie. Wśród nich najbardziej utytułowany skoczek w historii igrzysk. 36-letni wtedy Ammann nie miał już raczej realnych szans na kolejny medal, ale to, co spotkało go przed drugim skokiem, wołało o pomstę do nieba.
Kilka razy zawracano go z belki z powodu zbyt silnych podmuchów. Nie dostał szansy, by schronić się choćby na chwilę i rozgrzać trochę mięśnie przed finałowym skokiem. Przemarznięty do szpiku kości dostał w końcu zielone światło. Cztery lata przygotowań do igrzysk – dla sędziów to nie miało znaczenia. Konkurs trzeba było dokończyć: Ammann wylądował na 11. miejscu. Stoch z Hulą spadli tuż za podium. Wygrał Niemiec Andreas Wellinger.
Ówczesny trener Polaków Stefan Horngacher uważał, iż rozgrywanie konkursu w takich okolicznościach (mróz, wiatr, noc i puste trybuny) nie licuje z powagą igrzysk. Stoch wziął rewanż za kilka dni na dużej skoczni, gdzie zdobył swój trzeci złoty medal olimpijski. Ammann pospieszył z gratulacjami. – Wciąż brakuje mi jednego, by cię dopaść – powiedział mu Polak z uśmiechem.
Szwajcar był największą gwiazdą igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku i Vancouver osiem lat później. Polscy kibice zapamiętali go jako skoczka, który odebrał trzy złote medale igrzysk Adamowi Małyszowi. Polak trzy razy przegrywał tylko z nim konkursy olimpijskie.
Z czterema złotymi medalami Ammann został najbardziej utytułowanym skoczkiem w historii igrzysk. I takim pozostał do dziś.
Druga scena ze Szwajcarem, która zapadła mi w pamięć, wydarzyła się w Planicy. W marcu 2018 roku, czyli niedługo po igrzyskach w Pjongczangu, rozmawialiśmy pod Letalnicą. Stoch wygrał wtedy Kryształową Kulę i do Słowenii zjechała duża grupa dziennikarzy z Polski. Pytaliśmy wtedy Ammanna, jak długo ma zamiar jeszcze skakać? Wskazał na tłum roztańczonych kibiców i odpowiedział: - Trudno mi się jakoś z tym wszystkim rozstać.
Kariera sportowa utrzymuje go w formie, organizuje życie. Najwyraźniej nie ma też lepszego pomysłu na siebie. 53-letni Japończyk Noriaki Kasai wciąż startuje, choć głównie w Pucharze Kontynentalnym, czyli w drugiej lidze dla skoczków. Niezmiennie powtarza jednak, iż nie wyobraża sobie życia za biurkiem.
Kasai też marzył o igrzyskach w Mediolanie i Cortinie. To byłby dla niego dziewiąty start olimpijski. Jego sytuacja była jednak prawie beznadziejna, bo młodsi koledzy z kadry Japonii skaczą w tym sezonie znakomicie. Niedawno wygrali złoto w konkursie drużynowym mistrzostw świata w lotach w Oberstdorfie. Wicemistrz olimpijski z Soczi nie miał szans rywalizować z zawodnikami o 30 lat młodszymi. On mistrzem świata w lotach był w 1992 roku w Harrachovie.
Co innego Ammann. Konkurencja w kadrze Szwajcarii jest znacznie mniejsza. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w tym sezonie Simon jest 47. (zdobył 26 pkt). Wyprzedzają go Gregor Deschwanden (24. pozycja) i Sandro Hauswirth (34.). Ammann miał więc podstawy, by marzyć o igrzyskach w Mediolanie. Trenerzy wysyłają jednak na nie Felixa Trunza, który jest 50. w klasyfikacji Pucharu Świata, zdobył tej zimy zaledwie 19 pkt. Ma jednak 18 lat i to z nim skoki szwajcarskie wiążą przyszłość. Poza tym w ostatnim czasie skakał lepiej niż Simon.
Ammann był rozczarowany decyzją, ale "przyjął ją jak mistrz". Tak opowiadali mediom trenerzy szwajcarskiej kadry. Czterokrotny mistrz olimpijski wstrzymał się od skomentowania decyzji sztabu. – Nie uważam, żeby był stary – stwierdził słoweński trener Szwajcarów Bine Norcić. – Mam nadzieję, iż będzie jeszcze rywalizował na skoczni bardzo długo.
Zwycięstwa i upadki Simona Ammanna
Tak więc, mimo zawodu, Simon nie rzuca skoków. Jak widać, status najstarszego zawodnika w Pucharze Świata mu odpowiada. Debiutował w 1998 roku, czyli jeszcze w XX wieku. Od razu pojechał na igrzyska w Nagano, ale w obu konkursach indywidualnych przepadł w pierwszej serii. Przed olimpiadą w Salt Lake City wrócił na skocznię po upadku i sensacyjnie wcielił się w rolę Harry'ego Pottera. Był objawieniem tamtych igrzysk. Drugim po genialnym Finie Matti Nykaenenie skoczkiem, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie na jednych igrzyskach.
Losy Ammanna splotły się z losami Małysza. Na kolejnej olimpiadzie w Turynie w 2006 r. obaj skakali słabo. Rok później, podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Sapporo, rozdzielili złote medale między siebie. Szwajcar zdobył tytuł na dużej skoczni, Polak na normalnej.
Na swoich czwartych igrzyskach w Vancouver Ammann znów był wielki. Zdobył kolejne dwa złote medale. Rok później na MŚ w Oslo wywalczył brąz na dużej skoczni, Małysz pożegnał się ze skokami brązem na normalnej.
Podczas trzech kolejnych igrzysk w Soczi, Pjongczangu i Pekinie Ammann wypadał przeciętnie. W Rosji w 2014 roku był chorążym ekipy Szwajcarii.
Medale olimpijskie i mistrzostw świata to niejedyne wzloty Ammanna. Był mistrzem świata w lotach, zdobył Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w 2010 r. Do narciarskiego Wielkiego Szlema zabrakło mu triumfu w Turnieju Czterech Skoczni, choć aż cztery razy stawał na podium klasyfikacji generalnej. Był dwa razy drugi i dwa razy trzeci.
Traumatyczna okazała się dla niego 63. edycja Turnieju. Był bardzo zdeterminowany, by odnieść sukces. W Obersdorfie skoczył bardzo daleko – 133 metry, ale upadł na twarz na zeskoku. Pozbierał się na tyle, by w Garmisch-Partenkirchen zająć drugą pozycję. W Innsbrucku był trzeci, ex equo z Noriakim Kasai. W ostatnich zawodach w Bischofshofen znowu upadł. Po raz kolejny twarzą uderzył w zeskok. Zabrano go do szpitala, jego stan był stabilny, ale obrażenia twarzy poważne.
Opuścił potem 11 konkursów Pucharu Świata. Kiedy wrócił, nie próbował już lądować telemarkiem. Tracił przez to punkty za styl, ale uznał, iż bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Sukcesów nie odnosi od dawna. Ostatnie miejsce na podium w Pucharze Świata wywalczył w styczniu 2018 roku na Kulm. Miał wtedy 36 lat. Dwa lat później w Zakopanem Ewa Bilan-Stoch zorganizowała wystawę "ku pokrzepieniu serc" dla swojego męża. Kamil przeżywał właśnie kryzys formy, żona wyjęła jego medale i sfotografowała, by przypomnieć mu, ile osiągnął. Potem zaprosiła do akcji innych skoczków, także Ammanna. Przybył na otwarcie wernisażu jako jeden z gości honorowych.
W 2010 roku Simon ożenił się z Rosjanką Janą Janowską. Mają troje dzieci. Rodzice Ammanna prowadzili gospodarstwo rolne, ale on nigdy nie był zainteresowany pracą na wsi. Studiował informatykę i elektronikę na Politechnice w Zurychu, uczył się też zarządzania biznesem, ale skoki narciarskie wciąż były dla niego priorytetem. Jak długo tak można? W tym sezonie kariery kończą 38-letni Stoch i 40-letni Austriak Manuel Fettner. Simon wciąż nie traci motywacji.

1 godzina temu












