"Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych w piątkowy wieczór rozpoczęła 19. w historii start w mistrzostwach świata. Do tej pory najlepszy wynik to czwarte miejsce w latach 2013 i 2015" - pisał Paweł Matys ze Sport.pl. W tym roku aspiracje są wysokie, ale o powtórzenie największego sukcesu może być trudno. - Realnym celem jest zajęcie miejsc od 9. do 12, ale uważam, iż stać nas choćby na awans do ćwierćfinału - mówił Sławomir Szmal, prezes ZPRP. Dla wielu zawodniczek impreza w Niemczech i Holandii jest pierwszym tak wielkim turniejem w karierze. Debiut na nim zaliczyła m.in. 31-letnia Serbka. Jej historia jest dość nietypowa, a sporą rolę w niej odegrał jeden z polskich klubów.
REKLAMA
Zobacz wideo Żelazny: Polska piłka jest najmocniejsza po losowaniach
Sara Garović wciąż ma pretensje do polskiego klubu
Tą Serbką jest Sara Garović. Jej pierwsza zagraniczna przygoda w seniorskiej karierze rozpoczęła się w Polsce, a konkretnie w Enerdze AZS Koszalin. Do klubu dołączyła pod koniec 2014 roku, ale po kilku miesiącach, mimo kontraktu ważnego aż do 2018, doszło do zakończenia współpracy. Szczypiornistka nie mogła ponownie wjechać na teren Unii Europejskiej - nie miała wizy.
- Polacy nie płacili podatków, bo Serbia nie jest krajem Unii Europejskiej, więc pracowałam u nich "na czarno". Byłam nastolatką, wyjechałam tam, by grać w piłkę ręczną. Nie załatwiłam jednak wszystkich formalności, nie miałam menedżera. A kiedy wróciłam po jednym pobycie w Belgradzie, Niemcy zamknęli mi granice na trzy lata, a mój kontrakt pozostał w zawieszeniu. Najprościej mówiąc, w kraju nad Wisłą miałam bardziej status turysty, a nie zawodowej sportsmenki - żaliła się Garović, cytowana przez kurir.rs.
Praca "na czarno" nie była jedynym zarzutem, jaki Serbka wystosowała wówczas pod adresem polskiego klubu. Twierdziła też, iż nie była odpowiednio traktowana i mimo problemów zdrowotnych musiała grać. Oczywiście w tamtym czasie koszalińska drużyna zaprzeczyła wszystkim oskarżeniom i przedstawiła szereg dokumentów, by udowodnić, iż działała zgodnie z prawem i nie traktowała źle zawodniczki. Twierdziła, iż wielokrotnie informowała Serbkę, iż ta musi osobiście wystąpić o wizę - klub nie może tego za nią załatwić. Najwidoczniej szczypiornistka to jednak zignorowała.
Zobacz też: Było 29:28. Niebywałe, co zrobił bramkarz Wisły z wielkim PSG w meczu LM.
"Poczułam się zdradzona"
Nie tylko do Energi AZS Koszalin Garović miała wtedy pretensje, ale i do serbskiego związku. Ten nie pomógł jej walczyć o swoje. Ba, zaniechał jakichkolwiek działań, co mocną ją zabolało. - Zamierzałam pozwać polski klub. Uważam, iż w tej sytuacji federacja powinna mnie poprzeć. Stało się inaczej. Ówczesny prezes RSS, Bożidar Durković, zakomunikował mi, iż związek nie może czuć się urażony z powodu jednej szczypiornistki. Tak właśnie patrzył na tę sprawę, a ja poczułam się zdradzona, bo od kogo miałam oczekiwać pomocy, jak nie "od swoich" - mówiła.
Ten okres już za nią. Minęła dekada, a Garović właśnie teraz debiutuje na mistrzostwach świata. Karierę zaczynała w ojczyźnie. Później jej wybór padł na Polskę. Grała też w Niemczech. Największe sukcesy święciła z Borussią Dortmund. w tej chwili występuje w barwach Crveny Zvezda. Miała też przerwę na narodziny dziecka.

57 minut temu














