Jean-Pierre Nsame przyszedł latem do Legii Warszawa z Como na zasadzie wypożyczenia, które skrócono w styczniu. Kameruńczyk w ogóle nie sprawdzał się w ofensywie. Miał razem z Migouelem Alfarelą wypełnić lukę po Blazu Kramerze, ale zawodził w prawie każdym meczu. Podobnie jest w St. Gallen.
REKLAMA
Zobacz wideo Michał Żewłakow zbawcą Legii? Kosecki: Fajny ruch, ale nie spodziewałem się tego
Nsame zawodził w Legii, zawodzi też w Szwajcarii
Jean-Pierre Nsame strzelił w barwach Legii tylko dwa gole - jednego w PKO Ekstraklasie (z Motorem Lublin) i jednego w kwalifikacjach do Ligi Konferencji (z walijskim Caernarfon). Zdecydowanie przegrywał rywalizację o miejsce w składzie z Markiem Gualem, Tomasem Pekhartem czy Migouelem Alfarelą, którego w Legii też nie ma (wypożyczony do Athens Kallithea). Bez żalu oddano go do Włoch.
Nsame nie miał szans, by przebić się w beniaminku Serie A, dlatego znalazł miejsce w Szwajcarii. W St. Gallen radzi sobie nieco lepiej, tzn. regularnie gra w lidze szwajcarskiej. Ustrzelił dublet w starciu z FC Zurych, z FC Lugano i Grasshoppers Zurych zanotował po asyście. Wywalczył pierwszy skład, w czterech meczach z rzędu zagrał po 90 minut. Dopiero w ostatnim spotkaniu z Young Boys Berno został zmieniony.
Ale w prawie każdym meczu Kameruńczyk jest krytykowany za swoją grę. Rozczarowywał w Legii, irytuje w Szwajcarii. Tamtejszy dziennik "Blick" negatywnie ocenia jego dotychczasowy pobyt w St. Gallen. Dziennikarze przekonują, iż nie dostosowuje się do przyjętej taktyki i jest do bólu nieskuteczny. St. Gallen przegrało większość meczów, w których wystąpił.
"Nsame sprowadzono do St. Gallen, co miało być sygnałem, iż klub ma ambicje sportowe. Ale on nie strzela goli, choćby jeżeli otrzymuje piłki w polu karnym na głowę. Te schematy nie działają, gole nie padają. Uderza z 16-17 metrów i piłka zwykle przelatuje daleko od bramki. Wygląda na ciężkiego i sztywnego. Trener ma problem ze wpasowaniem go do zespołu. Nsame miał jeden mecz, w którym strzelił dwa gole, ale to nie był jakiś błyskotliwy występ. Przeszkadza na boisku drugiemu z napastników, może nie dosłownie przeszkadza, ale go hamuje. Nsame w Polsce też strzelił gola i potem przez pół roku nic nie pokazywał. Teraz wrócił do swojej szwajcarskiej ligi, gdzie zawsze czuł się znakomicie, ale zaczynamy rozumieć to, co pisano o nim w Polsce" - opisuje "Blick".
Zobacz też: Demolka w meczu ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - LUK Lublin. To była absolutna klęska
"St. Gallen w ostatnim meczu byli bezbarwni. Jean-Pierre Nsame rzucał się w oczy adekwatnie tylko po meczu, kiedy żegnała go część kibiców YB. Mimo wszystkich zasług z ostatnich lat widać było, dlaczego YB nie przedłużyło kontraktu z Nsame" - to z kolei komentarz portal nau.ch, który przytacza też portal legia.net.
Sytuacja St. Gallen jest trudna. Zajmuje ósme miejsce w lidze, a to oznacza, iż może walczyć o utrzymanie po podziale tabeli na dwie grupy. Do końca fazy zasadniczej pozostały cztery kolejki. Do miejsca w czołowej szóstce traci sześć punktów.
Jean-Pierre Nsame jest na wypożyczeniu w St. Gallen do końca tego sezonu. Transfermarkt wycenia Kameruńczyka na kwotę jednego miliona euro.