W Katalonii wrze po tym, co robi Real. "Skandal, który przekracza granice"

2 godzin temu
Real Madryt pokonał 2:1 Rayo Vallecano, a zwycięska bramka padła w samej końcówce z rzutu karnego. Najwidoczniej ta decyzja sędziowska rozwścieczyła kataloński "Sport", który zaczął wieszczyć spisek. Jego zdaniem arbitrzy "faworyzują" na boisku piłkarzy Alvaro Arbeloi i przyznają im więcej "11" niż innym drużynom. Podali powód takiej sytuacji, a także statystyki. Czy mają rację?
W niedzielny wieczór Real Madryt miał ogromne problemy z pokonaniem Rayo Vallecano. Choć już w 15. minucie na prowadzenie piłkarzy Alvaro Arbeloi wyprowadził Vinicius Junior, to na początku drugiej połowy rywale wyrównali. W siódmej minucie doliczonego czasu gry do faworytów uśmiechnęło się szczęście. Sędzia wskazał na 11. metr po ewidentnym faulu na Brahimie Diazie. Do piłki podszedł Kylian Mbappe i zamienił okazję na gola, dając drużynie cenne trzy punkty i zmniejszając dystans do FC Barcelony w tabeli La Liga. Jak się okazuje, to kolejny rzut karny dla Realu w tym sezonie, na co uwagę zwraca jeden z katalońskich dzienników. I wieszczy... skandal.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy trener Widzewa poukłada drużynę? Kałucki: Nie widzę tego, nie wiem co on wykombinuje



Katalońscy dziennikarze atakują Real. Poszło o decyzje sędziowskie
"Hańba rzutów karnych na korzyść Realu Madryt: skandal, który przekracza granice" - zaczęli ostro dziennikarze "Sportu", którzy - nie od dziś wiadomo - spoglądają bardziej przyjaznym okiem na Barcelonę. O co dokładnie chodzi z tym skandalem? Ano, o fakt, iż wicemistrzom Hiszpanii sędziowie przyznają zdecydowanie najwięcej "11", biorąc pod uwagę TOP5 lig w Europie.


Ta z meczu z Rayo była już 11. w tej kampanii. Czyli statystycznie w co drugim spotkaniu Realu arbitrzy wskazują na 11. metr - rozegrano 22 mecze. A jak to wygląda u FC Barcelony i Girony, które są za plecami madryckiej ekipy pod względem rzutów karnych w La Liga? Mają po sześć "11". "Są dwa kryteria sędziowskie. Jeden dla Madrytu, drugi dla pozostałych 19 pretendentów" - pisali dość wymownie dziennikarze, sugerując, iż wpływ na to ma wytykanie błędów arbitrom w oficjalnej telewizji klubowej Realu. "Florentino może się pochwalić: kampanie w telewizji przynoszą wymierne korzyści" - czytamy.
"Coś tu śmierdzi". Poważne oskarżenia
"Drużyna Arbeloi ma więcej rzutów karnych niż Arsenal, Manchester City i PSG razem wzięte. Coś tu śmierdzi" - oceniła redakcja, twierdząc, iż należy przyjrzeć się hiszpańskim sędziom. Ich zdaniem to nie przypadek, iż ci nie pełnią wielkiej roli na arenie międzynarodowej i rzadko są wybierani do prowadzenia międzynarodowych spotkań. Czy to przez rzekomą stronniczość dla Realu?
Zobacz też: Nocny wpis Lewandowskiego niesie się po sieci. Ogłosił po meczu Barcelony.



Madrycki zespół zajmuje w tej chwili drugą lokatę w tabeli La Liga. Do lidera traci zaledwie jeden punkt. Wciąż ma więc ogromne szanse na mistrzostwo Hiszpanii. W nadchodzących meczach będzie musiał jednak poradzić sobie bez Jude'a Bellinghama, który doznał kontuzji. To też zła wiadomość w konteście walki o 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym Real zmierzy się z Benfiką Lizbona, tą samą drużyną, która pozbawiła klub bezpośredniego awansu.
Idź do oryginalnego materiału