
Bartosz Szachta szokuje fanów freak fightów po porażce z Denisem Załęckim. To koniec walk zawodnika z Torunia?
Starcie Bartosza Szachty z Denisem Załęckim na gali FAME 30: Icons było jednym z najmocniej naładowanych emocjonalnie main eventów w historii organizacji. Panowie z Torunia przez lata byli najlepszymi przyjaciółmi, a ich znajomość liczy już 20 lat. W trakcie pojedynku i na długo przed jego początkiem byli już dla siebie największymi wrogami. Jak do tego doszło?
W ostatnich miesiącach ich znajomość przerodziła się jednak w otwarty konflikt. Nie mówimy tutaj „tylko” o zaczepkach względem siebie w przestrzeni medialnej, ale o konfrontacji, która doprowadziła obu do trzytygodniowego aresztu.
Federacja FAME MMA nie jeden raz zabiegała o zestawienie tej dwójki ze sobą, jednakże Bartosz Szachta pozostawał nieugięty, nie godząc się na spływające oferty. Nie trwało to długo – finalnie hybrydowa organizacja dopięła swego i panowie stali się jednymi z bohaterów gali FAME 30: Icons.
ZOBACZ TAKŻE: „To był słaby występ.” Szef UFC wypowiedział się o walce, którą wygwizdali kibice
Wzajemne oskarżenia i niezwykle napięte programy promocyjne sprawiły, iż walka nabrała tak bardzo osobistego charakteru, iż dla wielu kibiców była czymś, na co oczekiwali z wypiekami na twarzach.
Przechodząc do pojedynku, to od początku było widać, iż emocje przełożą się na dynamiczny i chaotyczny przebieg starcia. Denis Załęcki ruszył bowiem do przodu z dużą agresją i gwałtownie skrócił dystans. Już w pierwszych akcjach doszło do sytuacji, która miała ogromny wpływ na dalszy przebieg walki – Szachta upadł po nieprzepisowym zachowaniu „Bad Boya”, a chwilę później zaczął sygnalizować problemy z plecami. Mimo wyraźnego dyskomfortu zdecydował się kontynuować walkę, co z pewnością jest intrygującą postawą.
Z każdą kolejną sekundą przewaga Załęckiego rosła. Bartosz Szachta miał coraz większe trudności z poruszaniem się i odpowiadaniem na ataki przeciwnika. Presja, jaką narzucił „Bad Boy”, gwałtownie przyniosła efekty, bowiem Szachta po chwili był już liczony, a jego sytuacja w oktagonie stawała się coraz trudniejsza.
Walka nie potrwała długo i zakończyła się jeszcze w pierwszej rundzie, gdy sędzia zdecydował się przerwać pojedynek po tym, jak Bartek nie wstawał z desek po kolejnym nokdaunie.
Szachta szokuje
Po wszystkim sporo mówiło się nie tylko o wyniku, ale także o zdrowiu zawodników. Szachta zmagał się z bólem pleców, który wyraźnie ograniczył jego możliwości w trakcie walki. Z kolei w obozie Załęckiego pojawiły się informacje o problemach z kolanem i podejrzeniu uszkodzenia więzadła, do którego miało dojść właśnie w trakcie tego krótkiego, ale intensywnego starcia.
ZOBACZ TAKŻE: Tak wyglądają dziś bohaterowie filmu Krwawy Sport. Czas zrobił swoje
W rozrachunku uwagę przyciągnęły również słowa Szachty po gali. Freak fighter dał do zrozumienia, iż traktował ten pojedynek jako symboliczne zamknięcie pewnego swojej przygody z freak fightami, co wywołało burzę:
Chciałem właśnie powiedzieć, iż to jest mój Last Dance, ale nigdy nie mówię nigdy. No nigdy nie mówię, iż nie zawalczę, bo może być oferta, mogę zawalczyć, może być to choćby na następnej gali, ale na tę chwilę to jest mój Last Dance.
– mówił Bartosz Szachta w wywiadzie na kanale „MMA-Bądź na bieżąco”.
Słowa Bartka są dość niejednoznaczne, jednakże najpewniej nie będzie to koniec jego poczynań we freak fightach. Co ciekawe, na celowniku ma on rewanż z Denisem, jednakże jest świadomy tego, iż nie dojdzie do tego w najbliższym czasie.

14 godzin temu














