To dlatego Polska zdobyła medal. Oto co stało się na wieży w Predazzo

2 godzin temu
- Na wieży panował już spokój - mówił Maciej Maciusiak o tym, co działo się po decyzji o odwołaniu trzeciej serii olimpijskiego konkursu duetów w Predazzo. Wcześniej Polacy ruszyli jednak do jury po tym, jak w fatalnych warunkach puszczony został Kacper Tomasiak. Ta reakcja mogła mieć sporty wpływ na to, iż nasi zawodnicy wywalczyli czwarty polski medal tych igrzysk.
Tego medalu mogło jednak nie być. I to z dwóch powodów. Po dwóch seriach zawodów Polacy zajmowali drugie miejsce, jedynie za Austrią. Najpierw w pierwszej grupie trzeciej rundy po skoku Pawła Wąska spadliśmy na czwarte miejsce. Nie wiemy, jak potoczyłaby się sprawa, gdyby Kacper Tomasiak dostał szansę na oddanie skoku w zwykłych warunkach. Może na szczęście dla nas te diametralnie się zmieniły i Polak został puszczony przy fatalnej aurze, zupełnie niesprawiedliwie. I po naradzie jury po jego skoku konkurs zakończono, uznając tylko wyniki dwóch pierwszych serii.

REKLAMA







Zobacz wideo Tomasiak, Wąsek i Stoch bohaterami w Predazzo! Tak witali ich kibice



Tak Horngacher przyjął decyzję o medalu dla Polski. Oto co stało się na wieży trenerskiej
Po wszystkim trzy kadry, które zdobyły medale - złoty Austria, srebrny Polska i brązowy Norwegia - zyskały na całym zamieszaniu najbardziej. Największymi przegranymi w takiej sytuacji byli Japończycy i Niemcy, których zawodnicy, odpowiednio Ren Nikaido i Philipp Raimund, mieli znakomite anulowane skoki. Dlatego po wszystkim, zwłaszcza u tych drugich, pojawiło się sporo rozgoryczenia, co opisywaliśmy już w tym tekście.


Co ciekawe, Maciej Maciusiak twierdzi, iż na wieży trenerskiej sama decyzja została przyjęta w miarę ze spokojem. - Na wieży panował już spokój. Po chwili przyszedł choćby Stefan Horngacher i tak naprawdę nie wszyscy do końca wiedzieli, kto jakie miejsce zajął. My oczywiście wiedzieliśmy, iż po czterech skokach byliśmy na drugim miejscu. Stefan też przyszedł, zapytał, czy jesteśmy drudzy, i pogratulował. Wiadomo, iż w innych reprezentacjach pojawiła się złość. Gdyby konkurs udało się dokończyć, Niemcy mogli choćby wygrać - przyznał szkoleniowiec.
Wszystko, co najważniejsze, na wieży trenerskiej działo się jednak wcześniej. Przed i po skoku Tomasiaka, tym, którego już nie ma w oficjalnych wynikach - na 124,5 metra. - Miało być dwóch przedskoczków, Georg Spaeth (Niemiec, asystent delegata technicznego zawodów na igrzyskach, członek jury konkursu, który jest łącznikiem między wieżą trenerską, a prowadzącymi rywalizację - red.) też nam nie przekazał informacji, iż Kacper już siedzi na belce. Widzieliśmy to i naszym zdaniem on był takim królikiem doświadczalnym. Widzieliśmy od razu po prędkości najazdowej i wszyscy ruszyliśmy do asystenta, mówiąc, iż to jest nie fair. Gdyby ta ostatnia seria przeszła byłoby to nie fair, a też niebezpieczne. Było bardzo miękko na zeskoku, nie było widać zielonej linii, także byłoby to bardzo niesprawiedliwe - ocenił szkoleniowiec.
Maciusiak o anulowanym skoku Tomasiaka: Ekstremum
Reakcja polskiego sztabu i poruszenie na wieży trenerskiej na pewno wywierały presję na jury. Gdyby nie to, możliwe, iż podjętoby inną, niesprawiedliwą decyzję. W końcu wszyscy na skoczni zgodnie powtarzali, iż Tomasiak nie miał szans w tych warunkach.



Polak skakał zresztą po długim oczekiwaniu przy sporym wietrze i śniegu. Był zmarznięty, a jury pozwoliło, żeby oddał skok wręcz przysypany śniegiem, którego pełno było na jego kasku. Śnieg zalegał też w torach i sprawił, iż przy takim stanie najazdu, skok Tomasiaka nie mógł być dobry. - Było to ekstremum. I skakał jeszcze przy prędkości 91 kilometrów na godzinę, a na tej skoczni to też wiemy, jak to wcześniej wyglądało. No ale cóż, można powiedzieć, iż taki mamy klimat. Dobrze, iż teraz możemy tu w normalnej pogodzie rozmawiać. Brak mi słów i jest taka duma z nas wszystkich, iż to się udało. choćby nie, iż się udało, bo w przeciągu całych tych igrzysk pokazywaliśmy dobre skoki i to nimi zawodnicy po prostu ten medal wyrwali - ocenił Maciej Maciusiak.


Koniec końców Polska zdobyła na tych igrzyskach trzy medale w skokach narciarskich. To niebywałe osiągnięcie, jeżeli spojrzymy na to, jak do tego momentu układał się nasz sezon. Ta zima i okres poprzednich kilkunastu miesięcy były bardzo trudne, ale los chyba oddał Polakom to, co przez te długie i trudne chwile wycierpieli. Teraz mogą świętować.
Idź do oryginalnego materiału