Iga Świątek przegrała może z Australijczykami w niedzielę bitwę, ale dzień później wygrała wojnę. Wiceliderka światowego rankingu nie zdołała przekonać organizatorów, by zezwolili jej po raz pierwszy w tej edycji wielkoszlemowego turnieju w Melbourne zagrać w sesji dziennej, ale dzień później wyeliminowała będącą ich ostatnią nadzieją na triumf w kobiecym singlu Maddison Inglis i dodatkowo zepsuła im narodowe święto. I choć niewątpliwie miała przeciwko sobie zdecydowaną większość osób na trybunach, to po meczu nie zgotowali jej takiej reakcji jak rok temu Danielle Collins.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Świątek takiego meczu nigdy wcześniej nie grała. Obelgi i buczenie kontra euforia. "Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol"
Świątek nigdy wcześniej nie grała w Australian Open przeciwko reprezentantce gospodarzy.
- To nie są zawsze ładne zachowania. Ale atmosfera jest – opowiadał w studiu Eurosportu przed rozpoczęciem pojedynku Świątek – Inglis Piotr Sierzputowski, były trener Polki.
Przekonał się o tym choćby rok temu Jack Draper, gdy mierzył się z Thanasim Kokkinakisem. Brytyjczyk nasłuchał się wtedy wielu obelg, miejscowi fani wiwatowali po jego niecelnych pierwszych podaniach, co uznaje się w tenisie za zachowanie mocno nietaktowne. Sędzia Marijana Veljovic miała zaś czasem problem z opanowaniem żywiołowego tłumu, który wtedy za wszelką cenę próbował pomóc swojemu ulubieńcowi w zaciętej pięciosetowej batalii.
- Czy to było najgorsze twoje doświadczenie na korcie? – spytał potem na konferencji Drapera jeden z dziennikarzy, a ten potwierdził. Ale nie tylko nie pozwolił, aby te wszystkie prowokacje go wybiły z rytmu, a choćby wykorzystał je jako dodatkową motywację i kilka razy przykładał wymownie palec do ucha.
I nie jest to odosobniony przypadek. Prowokacyjną grę z kibicami w Melbourne podjęła też rok temu Danielle Collins, która po wywiadzie po meczu z Australijką Destanee Aiavą została mocno wybuczana. A stacja ABC News opublikowała wtedy materiał, w którym pokazywała, jak na przestrzeni lat zmieniło się zachowanie australijskich kibiców. Kiedyś wychwalanych za swojego zachowanie, a którym w ostatnim czasie coraz częściej zdarzały się też mniej chlubne momenty. – Nieraz odgrywa w tym swoją rolę alkohol – wskazał jeden z wypowiadających się w materiale ekspertów.
W poniedziałek jednak australijscy kibice pokazali tę przyjazną twarz. Oczywiście, wyraźnie opowiedzieli się po stronie skazywanej na pożarcie i 168. na liście WTA Inglis, ale przy tym nie przejawiali żadnych agresywnych zachowań wobec Świątek. Być może wpływ na to miała właśnie tenisowa przepaść dzieląca obie zawodniczki. Oraz nastawienie samej Australijki, która już za sprawą awansu do 1/8 finału odniosła niespodziewany życiowy sukces.
Przed pierwszą akcją meczu podskakiwała z szerokim uśmiechem na twarzy. Wraz z kolejnymi straconymi gemami było jej coraz mniej do śmiechu. Ale gdy wygrała pierwszego gema – po przegraniu pierwszej partii 0:6 – to wzniosła ręce w geście zwycięstwa i cieszyła się tak, jakby co najmniej wygrała seta. Kibice od początku przyjęli tę konwencję i z wielkim entuzjazmem przyjmowali każdy punkt zdobyty przez zawodniczkę, której nikt na tym etapie turnieju się nie spodziewał.
Cudu nie było. Świątek dopisała na swoje konto 326. wygrany mecz w tourze (przy 80 przegranych), a Inglis 26. porażkę (przy zaledwie siedmiu zwycięstwach). Sierzputowski przyznał potem, iż Australijka nie miała narzędzi do męczenia Polki. I dodał, iż jedyną pułapką mogło być zbyt mocne zwracanie uwagi na reakcję trybun.
- Bo po każdej wygranej piłce Australijki było głośno. Jestem prawie pewien, iż Iga mogła czuć wibracje na korcie - wskazał.
choćby jeżeli jednak Świątek je czuła, to nie dała im się wybić z rytmu. W przeszłości grała już przeciwko zawodniczkom gospodarzy podczas Roland Garros i US Open. Co prawda publiczność w Paryżu i Nowym Jorku też potrafi dać się mocno we znaki rywalom – odpowiednio – Francuzów i Amerykanów, ale Polka nigdy nie miała z nimi tak nieprzyjemnych sytuacji jak choćby ta Drapera sprzed roku w Melbourne.
Świątek długo negocjowała z organizatorami. Nie było wpadki. Zepsute święto
Przed poniedziałkowym meczem zaś 24-latce narazili się organizatorzy. Nie ukrywa ona, iż zdecydowanie woli występować podczas sesji dziennych, a w tegorocznej edycji Australian Open wszystkie mecze grała wieczorem. Przed spotkaniem z Inglis Jim Courier opowiadał w Tennis Channel, iż Polka długo walczyła, by jej mecz 1/8 finału odbył się w pierwszej części dnia. Często życzenia topowych zawodników dotyczące pory rozgrywania spotkania są uwzględniane, ale tym razem tak nie było.
O ile można zrozumieć chęć sześciokrotnej triumfatorki wielkoszlemowej, by wreszcie uniknąć wieczornej sesji, to też trudno było się spodziewać, iż będący nadawcą Channel 9 zrezygnuje z tego, by pokazać mecz ostatniej australijskiej singlistki w turnieju w najlepszym czasie antenowym.
- Granie wieczorami to kwestia zbieranie doświadczenia. Iga (za czasów naszej współpracy – red.) wydawała się radzić sobie z tym całkiem nieźle, ale zdarzały się wpadki. Trudno było potem wskazać, co wtedy zaważyło – wspominał Sierzputowski.
Tym razem jednak ani przez chwilę nie groziła jej taka wpadka. W związku z tym odprawiła ostatnią nadzieję Australijczyków na triumf w tej edycji zawodów w Melbourne. A jakby tego było mało, to zrobiła to w Dniu Australii. Kibice jednak wyraźnie po meczu pokazali, iż nie mieli jej tego za złe. Ciekawić może zaś, czy będą ją wspierać w hitowym ćwierćfinale, w którym zmierzy się z reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną.

1 godzina temu




![Walka na całego. Iga Świątek znała odpowiedź na każde zagranie [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/69774a54da8ac6_79196324.jpg)





