Tak Papszun żegna się z Częstochową. To była deklasacja

1 godzina temu
W normalnych okolicznościach Raków Częstochowa byłby zdecydowanym faworytem meczu z Arką Gdynia. Tylko iż przez zamieszanie wokół Marka Papszuna normalnych okoliczności nie ma. Do tego dochodzi fakt, iż Arka na swoim stadionie spisuje się naprawdę dobrze - w Gdyni zdobyła aż 17 z 18 punktów. Jednak na Raków to nie wystarczyło. Arka się skompromitowała i została rozbita przez zespół gości aż 1:4.
Wydaje się już niemal pewne, iż Marek Papszun będzie nowym trenerem Legii Warszawa. Szkoleniowiec Rakowa sam przyznał, iż na to liczy podczas konferencji prasowej przed meczem z Rapidem Wiedeń. Na razie jednak wciąż prowadzi zespół z Częstochowy, co sprawia, iż mamy do czynienia z bardzo niecodzienną sytuacją.

REKLAMA







Zobacz wideo Szymański i Urbański niewypałami transferowymi? Kosecki: Nie bez powodu ktoś się ich pozbył z klubów



Raków znów wygrywa. Arka bez szans
Tylko iż na piłkarzy Rakowa sytuacja z odejściem Marka Papszuna najwidoczniej nie wpłynęła negatywnie. Najpierw częstochowianie wygrali z Rapidem aż 4:1, a dzisiaj nie mieli większych problemów z Arką Gdynia.
Początek spotkania był dość senny, ale o emocje w Gdyni gwałtownie postanowił zadbać bramkarz Arki Damian Węglarz. W 10. minucie Lamine Diaby-Fadiga zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki zza pola karnego. Nie był to najmocniejszy strzał, a w dodatku leciał on prosto w bramkarza - a jednak na Węglarza wystarczyło.








Już w 16. minucie mogło być 2:0, ale strzał Amorima zatrzymał się na poprzeczce. W kolejnych minutach Arka zyskała trochę oddechu i wydawało się, iż jeszcze nic nie jest stracone - zwłaszcza iż u siebie jest to jeden z najlepszych zespołów ligi. Wszystko zmieniło się jednak w 40. minucie, gdy Dominik Zator otrzymał czerwoną kartkę za brutalny (choć dość przypadkowy) faul.
Kilka minut później było 2:0. Znów nie popisał się Damian Węglarz, którego tym razem zaskoczył Michael Ameyaw. Piłkarz Rakowa wykonywał rzut wolny z boku pola karnego i wydawało się, iż będzie dośrodkowywał - a jednak zdecydował się na bezpośrednie uderzenie, co się opłaciło, bo zdobył przepiękną bramkę.



Na tym się nie skończyło. W samej końcówce czasu doliczonego na strzał z dystansu zdecydował się Jonatan Braut Brunes - i znów wydaje się, iż więcej mógł zrobić Węglarz, który puścił kolejną bramkę. Do przerwy gospodarze przegrywali 0:3 i wydawało się, iż mecz jest już rozstrzygnięty.








Grająca w osłabieniu Arka liczyła już tylko na jak najmniejszy wymiar kary. Raków nie prowadził jakichś huraganowych ataków, a i tak był lepszy od gospodarzy. W 57. minucie piłkarze Marka Papszuna wygrywali już 4:0 - kolejną bramkę w tym meczu zdobył Brunes.
Arka walczyła już nie o punkty, a zachowanie godności. I zadbał o to m.in. Marc Navarro, który w 71. oddał przepiękny strzał z rzutu wolnego. Kapitan Arki mimo dużego dystansu przymierzył idealnie i pokonał Oliwiera Zycha strzałem w samo okienko.
Arka starała się zdobyć jeszcze jednego gola, ale większych emocji w tym meczu już nie było. Gospodarze przegrali aż 1:4.



Raków Częstochowa w jednym z ostatnich meczów Marka Papszuna (ostatnim?) pokazuje się ze świetnej strony. Można powiedzieć, iż mistrz dał surową lekcję uczniowi - w końcu trener Arki Dawid Szwarga to były asystent Marka Papszuna. Częstochowianie dzięki tej wygranej awansowali na 4. miejsce w tabeli. Arka Gdynia ma tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową.
Idź do oryginalnego materiału