Tak Maciusiak potraktował polskich skoczków. Ujawniamy kulisy

2 godzin temu
Poznaliśmy skład polskich skoczków na tegoroczne igrzyska. Pojawił się dopiero, gdy na mamuciej skoczni w Oberstdorfie trwały kwalifikacje podczas mistrzostw świata w lotach, choć wygląda na to, iż decyzja zapadła już dawno. Dawid Kubacki, który do Włoch nie poleci, zdradził, iż skoczkowie dowiedzieli się o planach trenera Macieja Maciusiaka już półtora tygodnia temu.
Kacper Tomasiak, Kamil Stoch i Paweł Wąsek - oto trójka polskich skoczków, która wystąpi na tegorocznych igrzyskach olimpijskich. W kadrze opublikowanej o 17:07 w czwartek przez Polski Związek Narciarski nie ma niespodzianek.

REKLAMA







Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem



Dwa nazwiska typował chyba każdy - Tomasiak i Stoch byli pewniakami do miejsca w składzie. Rywalizacja o trzecie miejsce trwała pomiędzy Pawłem Wąskiem, Dawidem Kubackim i Maciejem Kotem. Wybór padł na tego pierwszego, choć obroniłby się praktycznie każdy wybór.


Stoch jedzie na igrzyska jako jedyny ze złotej ery. "To się dzieje nieubłaganie"
Skład polskich skoczków na igrzyska poznaliśmy w trakcie kwalifikacji na mistrzostwach świata w lotach w Oberstdorfie. I wiadomo było, iż walka na mamuciej skoczni w Niemczech zejdzie na dalszy plan. Zwłaszcza iż wyniki Polaków były bardzo słabe: 24. był Piotr Żyła, 32. Dawid Kubacki, 37. Kamil Stoch, a 39. Aleksander Zniszczoł.


W późniejszych rozmowach przeważał zatem temat wyboru składu na najważniejsze zawody sezonu we Włoszech. Jedynym zawodnikiem z kadry na MŚ w lotach, który będzie także na igrzyskach, pozostał Kamil Stoch. To będzie jego szósty olimpijski występ. - Dla mnie jako zawodnika bycie olimpijczykiem oczywiście jest ważne, ale to nie był cel - wskazał zapytany o powołanie na igrzyska Stoch. - Moim celem jest bycie najlepszym i do tego dążę. Żeby skakać najlepiej, po prostu oddawać najlepsze skoki, na jakie mnie stać. Ciągle wierzę, czuję i wiem, iż stać mnie na dużo więcej niż pokazuję - dodał skoczek.
- Zawsze jadę walczyć wszędzie o najwyższe cele. Wiadomo, iż nie zawsze się da wygrać, ale wierzyć trzeba. I trzeba robić wszystko, co możesz, żeby tak było. No bo inaczej po co jechać? - pytał retorycznie Stoch. - W sporcie wszystko jest możliwe. Zawsze wszystko jest możliwe. Wszystko jest po prostu w naszych głowach, możliwościach - zaznaczył.



W zeszłym roku trzykrotny mistrz olimpijski nie znalazł się w kadrze Polaków na mistrzostwa świata w Trondheim. Wtedy jego sytuacja była o wiele gorsza niż teraz, gdy był wyraźnym numerem jeden w kadrze Macieja Maciusiaka, ale czy po jego decyzji u Stocha pojawiło się trochę ulgi? - I tak i nie. Jadąc na igrzyska, już dam sobie szansę. Będę na tych zawodach i będę miał możliwość zrobienia czegoś. A jak już tam będę, to postaram się zrobić najlepiej to, co potrafię. Ale na razie jestem tutaj i przede mną jeszcze kilka intensywnych dni. I przede wszystkim chcę tutaj zrobić coś dobrego - stwierdził Stoch.
Stoch pojedzie na igrzyska jako jedyny ze "starszyzny", grupy, która zapewniła nam złotą erę sukcesów polskich skoczków przez ostatnie kilkanaście lat. - Myślę, iż to się dzieje nieubłaganie już od jakiegoś czasu. Skoki ewoluują, świat się zmienia, my się zmieniamy. Starzejemy się, a inni dojrzewają. No i tak już jest w życiu. Ja się absolutnie nie czuję na swoje lata. No może czasem - śmiał się Kamil Stoch. - Jak rano wstanę i wszystko łamie w krzyżu. Ale tak jak mówię, fizycznie czuję się naprawdę doskonale. Potrzeba trochę... A, już nie będę mówić co potrzeba - zakończył tajemniczo.
Kubacki z klasą przyjął brak miejsca w składzie. I zdradził, kiedy zapadła decyzja
Najbardziej braku miejsca w składzie na igrzyska mogą żałować Dawid Kubacki i Maciej Kot. Ten drugi, co zupełnie zrozumiałe, wolał dzisiaj nie rozmawiać z dziennikarzami. Nie został w czwartek wybrany także do składu na kwalifikacje, a zatem i konkurs indywidualny podczas MŚ w lotach. Została mu możliwość wystąpienia w konkursie drużynowym w niedzielę, ale musiałby wtedy znów wywalczyć sobie miejsce w składzie.
Kubacki w rozmowie z dziennikarzami wyglądał na pogodzonego z losem. - Odbieram te informacje ze spokojem, przyjmuję to na klatę - mówił skoczek. - Wiedziałem, jak wygląda sytuacja. Patrząc na cały mój sezon od początku, nie dawałem zbyt mocnych argumentów trenerowi na to, żeby dostać bilet do Włoch. Tak bywa, czasami się człowiek stara, a nie wychodzi. Myślę też, iż jedyne, co mogę teraz zrobić, to skupić się na swojej dalszej pracy. Kiedyś ja dostałem bilet i kredyt zaufania. Pojechałem na igrzyska, wróciłem z medalem. Może teraz ktoś inny tego kredytu zaufania potrzebował i dobrze go wykorzysta - stwierdził Polak. - Zamierzam chłopakom kibicować z całej siły i życzę im tego, żeby wrócili stamtąd po prostu z pięknymi wspomnieniami. I tyle - dodał Kubacki.



Okazuje się, iż Polacy o tym, co planuje sztab wiedzieli już o wiele wcześniej. - Kiedy się dowiedziałem? Jak wszyscy, rozmowy były już po Zakopanem, jak to mniej więcej wygląda. Dzisiaj to było podane do wiadomości publicznej, zatwierdzone przez zarząd. Chociaż nie wiem, jaką informację podali, ale podejrzewam, iż taką jaką wiem - śmiał się Dawid Kubacki. Z jego słów wynika, iż już na zawody Pucharu Świata do Sapporo on i Kot lecieli, wiedząc, iż nie będzie ich na igrzyskach we Włoszech.
- Byłem zły, byłem sfrustrowany i na pewno nieszczęśliwy, ale na siebie. Bo koniec końców to ja narty zapinam i to ja muszę udowodnić swoimi skokami, iż na ten bilet zasługuję - wskazał Kubacki. Czy widzi się na kolejnych igrzyskach, czy to możliwe, żeby walczył o start we Francji w 2030 roku? - Jeszcze nie, bo to kawał czasu, ale zobaczymy. Myślę, iż póki co się skupiam na tym sezonie, wiem, iż mam chęci do dalszej pracy. Jakie będą możliwości, to zobaczymy - ocenił. Trzeba mu przyznać, iż porażkę w walce o bilet na igrzyska, przyjął z wielką klasą.
Żyła i Zniszczoł mogą żałować. "To jest przykre"
Kubacki do końca pozostawał w walce o igrzyska, ale kilku Polaków wypadło z gry o bilet do Włoch wcześniej. W tym Piotr Żyła, dla którego to kolejna stracona szansa na naprawienie relacji z tą imprezą. W 2014 roku w Soczi z drużyną był czwarty, a na dużej skoczni nie wszedł do drugiej serii. Do Pjongczangu w 2018 roku nie pojechał. A cztery lata temu w Pekinie skończyło się na 21. i 18. miejscu indywidualnie, a szóstym drużynowo. - Czy moja relacja z igrzyskami wygląda różnie? Właśnie tutaj różnie nie bywa, tu bywa stabilnie. Niestety. Tak się jakoś dziwnie składa, iż co cztery lata mam obniżkę formy. Ale sam jestem sam sobie winny - stwierdził skoczek.
Kiedy zdał sobie sprawę, iż na igrzyska nie pojedzie? - Od Turnieju Czterech Skoczni zaczęło się ze mną źle dziać. Potrafię dobrze skakać, wiem o tym. W tym sezonie w Wiśle tylko raz tak było, ale no takie są skoki. Szczególnie moje. Różnie ze mną bywało, czasem sobie nie umiałem sam ze sobą poradzić. Po raz kolejny popełniłem te same błędy. Znów przegrałem sam ze sobą. Ale po raz kolejny będę walczył! Najważniejsze, iż znowu mam chęci do robienia tego i cieszenia się ze skoków - zaznaczył Żyła.



Wcześniej, bo już pod koniec zeszłego roku, przy Pucharze Kontynentalnym w Ruce, to, co Żyła zrozumiał Aleksander Zniszczoł. Ten kryzys bardzo trudno zrozumieć: w końcu 31-latek jeszcze dwa sezony temu był liderem Polaków i skakał na najwyższym poziomie od początku kariery. W skokach te kilkanaście miesięcy to jednak sporo czasu. I wszystko się zmieniło. - Przed tą zimą, to, iż będę na igrzyskach, brałem za coś pewnego. Nie spodziewałem siętakiego sezonu. W Ruce stałem w miejscu i kopałem się z tym jak jest. Ciężko było przyjąć, iż jest tak jak jest. Mieliśmy na mnie plan ze sztabem i cały czas sam grzebałem. Jak to się tak rozjechało? Nie wiem, na takie analizy przyjdzie czas. Teraz sezon jeszcze trwa, jesteśmy na mistrzostwach świata w lotach - mówił wyraźnie rozczarowany zawodnik.
- Ucieka coś specjalnego. To jest przykre - opisał Zniszczoł. Co dalej z jego karierą, czy będzie dalej walczył o swój pierwszy wyjazd na igrzyska? - To jest bardzo dobre pytanie. Chciałbym, ale to są tylko marzenia. Marzenia trzeba spełniać, ale zobaczymy, jak to wyjdzie - dodał skoczek.
Maciusiak dał Wąskowi kredyt zaufania. jeżeli jego decyzja się nie obroni, stracą wszyscy
Wyboru składu na igrzyska na razie nie skomentował trener Polaków Maciej Maciusiak. W czwartek nie pojawił się w mixed zonie dla dziennikarzy, obiecał porozmawiać dopiero w piątek, po pierwszych dwóch seriach konkursu indywidualnego mistrzostw świata w lotach.
Z jednej strony dobrze, iż szkoleniowiec nie trzymał zawodników w niepewności i gdy wiedział, jaką podejmie decyzję, przedstawił ją skoczkom. Otwarcie wskazał im to, co wielu ukrywałoby do samego końca. Inna sprawa, iż publicznie Maciusiak jak najdłużej próbował zrobić wszystko tak, żeby wyglądało, iż rywalizacja o miejsce w składzie trwa. Udało mu się, bo do końca nikt nie był w stanie jasno i konkretnie wskazać, iż to Wąsek zostanie wybrany kosztem Kubackiego i Kota. Były oznaki, które mogły to sugerować - spokojne treningi Wąska, jego testy olimpijskiego sprzętu w Zakopanem. Ale daleko było wszystkim do pewności, iż już wszystko jasne.



Wąsek w tym sezonie prezentował się raczej słabo, czasem przeciętnie. Miał kilka przebłysków, niezłych wyników i skoków, które mogą dawać nadzieję, iż w końcu odpali. Ale czy na miarę tego, jak skakał w zeszłym sezonie, gdy był zdecydowanie najlepszym z naszych skoczków? przez cały czas trudno w to uwierzyć. A sam Wąsek jeszcze jesienią był zrezygnowany i mówił, iż chyba właśnie słabą dyspozycją traci szanse na wyjazd na igrzyska. Stało się jednak inaczej. I tu ważne są słowa Dawida Kubackiego o "kredycie zaufania". Maciej Maciusiak zaufał Wąskowi. I teraz decyzja Maciusiaka ma obronić się we Włoszech. Inaczej stracą na tym wszyscy: Maciusiak, Wąsek i polskie skoki.
Do rywalizacji skoczków na igrzyskach pozostały równo dwa tygodnie. Pierwsze treningowe skoki na normalnym obiekcie oddadzą w czwartek, 5 lutego. Walka o medale w konkursie indywidualnym na mniejszej ze skoczni w Predazzo została zaplanowana na 9 lutego. Na dużej skoczni panowie powalczą pięć dni później. 10 lutego odbędą się zawody mikstów, a 16 lutego duetów.


Na razie polscy skoczkowie będą jeszcze rywalizować podczas pierwszej z wielkich imprez tego sezonu czyli mistrzostwach świata w lotach. W piątek i sobotę czekają ich cztery serie konkursu indywidualnego, a w niedzielę dwie w rywalizacji drużynowej. Relacje na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.
Idź do oryginalnego materiału