
Oliver Solberg i Elliott Edmondson wygrali 94. Rajdu Monte Carlo i zostali pierwszymi liderami sezonu WRC. Szwed z Brytyjczykiem okazali się prawdziwą sensacją rundy otwierającej nowy rok. Ich zwycięstwo zaimponowało i będzie wspominane w środowisku przez lata. Dziś, kiedy emocje już opadły, nasuwają się kolejne pytania. Chociażby takie, czy młody Szwed jest już teraz gotowy do walki o tytuł w mistrzostwach?
Spis treści:
- Solberg i Edmondson wygrywają Rajd Monte Carlo
- Powiew świeżości w WRC
- Co pokaże przyszłość?
Solberg liderem WRC
Tegoroczny Rajd Monte Carlo ze względu na warunki atmosferyczne był jednym z najtrudniejszych w historii. Stan nawierzchni zmieniał się niemal z zakrętu na zakręt. Zawodnicy mieli przed sobą ciągłą walkę z samochodem, bez chwili wytchnienia – choćby na superoesie w Monako, gdzie lał rzęsisty deszcz. Tymczasem, impreza pada łupem załogi, która nie ma żadnego doświadczenia w swoim samochodzie na asfalcie. Łupem kierowcy, który jeszcze do końca nie czuje nowego auta i który całą swoją wiedzę opiera o krótkie, przedrajdowe testy. Kierowcy, któremu wcześniej w Monte Carlo nie szło najlepiej i w niższych kategoriach nie zgłaszał choćby tego rajdu do punktowania.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolBez doświadczenia, wiedzy, wieloletnich ustawień, danych – Solberg z Edmondsonem wsiedli w GR Yarisa Rally1 i wygrali najtrudniejszy Rajd Monte Carlo od lat. Wygrali rajd, który mentalnie pokonał w pewnym momencie choćby mistrza świata, urodzonego w Gap i znającego te drogi jak własną kieszeń, Sebastiena Ogiera. To zwycięstwo nie było dziełem przypadku. Nie jest przecież tak, iż Solberg wygrał jeden oes, bo jako jedyny miał dobre opony Hankook, a później bronił przewagi. Nie – wygrywał jednak w czwartek, piątek i sobotę i to właśnie on zapisał na swoje konto najwięcej oesów. Tutaj nie ma krzty przypadku. Nie premiowała go ani jakaś przewaga opon, ani przypadkowe wycofania i problemy głównych rywali, ani warunki na drodze – szczególnie w drugiej części rajdu. Cokolwiek by się nie działo, Solberg prezentował na inaugurację sezonu WRC kapitalne tempo.
Powiew świeżości w WRC
WRC potrzebowało kogoś takiego, jak Oliver Solberg. Zwróćcie uwagę na to, iż w trakcie tego rajdu kibicowali mu niemal wszyscy. Kiedy na jednym z piątkowych odcinków Szwed złapał kapcia i zaczął tracić czas, denerwowali się choćby Francuzi. Ci sami, którzy mieli w rajdzie m.in. Ogiera i Fourmaux. Solberg przyciąga, jest magnesem, czymś nowym, świeżym i oryginalnym. Przede wszystkim – Oliver jest zawodnikiem innej daty – jest przedstawicielem nowej generacji i to dla mistrzostw świata może być jednak choćby istotniejsze, niż jego umiejętności.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolSzwed ma na Instagramie 464 tysiące obserwujących. Dla porównania, aktualny mistrz świata, Sebastien Ogier, ma ich 410 tysięcy. Thierry Neuville 405 tysięcy, Elfyn Evans zaledwie 190, Adrien Fourmaux 107 i tak dalej. Solberg jest aktywny w mediach społecznościowych – przede wszystkim jest aktywny zawsze, codziennie, a nie tylko w trakcie rajdu. Pokazuje swoje życie, dzieli się swoimi aktywnościami czy życiem rodzinnym. Jest zawodnikiem, którego przyjemnie się śledzi, z którym można złapać jakąś więź, do którego natychmiast można poczuć sympatię. Samo to ma ogromne znaczenie dla tego, jak odbierają go ludzie. W świecie poukładanych, starych wyjadaczy, którzy chcą po prostu jeździć, on jest trochę jak gwiazda rocka. Jakby wyciągnęli go z innego świata.
Co dalej?
Solberg jest liderem WRC i oczywiście ma to swoje konsekwencje. Chociażby takie, iż podczas Rajdu Szwecji to on będzie otwierał trasę. A co za tym jednak idzie, będzie miał na niej najtrudniejsze warunki – będzie pełnił rolę śnieżnego pługa, odkurzacza dla reszty. Z każdą kolejną załogą przyczepność na szwedzkim kolcu będzie lepsza. Wykorzystać mogą to chociażby atakujący z samego tyłu Esapekka Lappi, czy Martins Sesks. Ten pierwszy w identycznych okolicznościach wygrał już Rajd Szwecji Hyundaiem 2 lata temu. A o prędkości tego drugiego, zwłaszcza na takich szybkich rajdach i z przewagą pozycji startowej, nie trzeba nikomu przypominać.
fot. Jaanus Ree / Red Bull Content PoolEvans co prawda nie będzie miał kolosalnej przewagi, natomiast to zawsze coś daje. Będzie widział ślad, będzie wiedział, jak jedzie Solberg i gdzie hamuje. To dużo znaczy, więc można spodziewać się tego, iż z odcinka na odcinek Walijczyk będzie dokładał Szwedowi kolejne cenne sekundy. Taka przynajmniej jest teoria, bo przecież sam Evans przed rokiem otwierał trasę w Szwecji i… wygrał ten rajd. I to pokazuje, iż teoria to przez cały czas tylko teoria. Co do jednego jestem absolutnie przekonany – ten sezon zaczął się w najlepszy możliwy sposób i Szwecję – dla Solberga – śledzić będzie rekordowa publika.
Zdjęcia: Jaanus Ree / Red Bull Content Pool

2 godzin temu











