Siedem, dziewięć, a może sześć? Birmingham zweryfikuje polskie medalowe nadzieje

1 godzina temu

Siedem, może dziewięć – tyle realnych szans medalowych reprezentacji Polski przed mistrzostwami Europy w Birmingham widzi prezes PZLA Sebastian Chmara. To ostrożna prognoza, zwłaszcza jeżeli zestawić ją z dziewięcioma medalami olimpijskimi z Tokio czy sześcioma krążkami zdobytymi dwa lata temu w Rzymie. Nie oznacza jednak, iż biało-czerwoni przestali być liczącą się siłą europejskiej lekkoatletyki. W Birmingham kilku Polaków rzeczywiście może walczyć o podium.

Chmara w rozmowie w Studiu PAP nie ukrywał, iż reprezentacja Polski przechodzi zmianę pokoleniową. Tegoroczna kadra jest młodsza, a jej potencjał, zdaniem prezesa PZLA, mniejszy niż podczas poprzednich mistrzostw Europy.

W Rzymie Polacy zdobyli sześć medali. W Birmingham o powtórzenie tego wyniku będzie trudno, ale kandydatów do podium nie brakuje.

Bukowiecka na pierwszym planie

Najmocniejszym polskim punktem pozostaje Natalia Bukowiecka. Mistrzyni Europy z Rzymu na dystansie 400 metrów wystartuje w Birmingham jako obrończyni tytułu. W stolicy Włoch wygrała z wynikiem 48.98, a w tym sezonie najszybciej pobiegła 50.02. To wynik, który daje jej piąte miejsce w europejskich tabelach w tym roku.

fot. Tomasz Kasjaniuk

Szybsze od Polki były m.in. Norweżka Henriette Jæger (49.15) i Czeszka Lurdes Gloria Manuel, sensacyjna halowa mistrzyni świata z Torunia (49.37). 50 sekund połamały również Holenderka Lieke Klaver (49.58) i reprezentantka gospodarzy Yemi Mary John (49.85). W przypadku Bukowieckiej nie chodzi jednak wyłącznie o tabelę sezonu. Polka ma już doświadczenie w wygrywaniu najważniejszych imprez i w ducie z trenerem Markiem Rożejem wie, jak przygotować się do kluczowej imprezy.

Swoboda przed historyczną szansą, Skrzyszowska to solidna firma

Jeszcze większe emocje może wzbudzić start Ewy Swobody. Polka w tym sezonie pobiegła 10.98, a więc tylko pięć setnych sekundy wolniej od rekordu Polski Ewy Kasprzyk, ustanowionego w 1986 roku.

Chmara w Studiu PAP ocenił, iż Swoboda jest przygotowana choćby na 10.90. jeżeli faktycznie 29-letnia sprinterka pobiegnie tak mocno, to złoty medal będzie niemal pewny. W ostatnich dwóch edycjach mistrzostw Europy do zwycięstwa wystarczał wynik 10.99. Z punktu widzenia sportowego ewentualne wymazanie z tabel 40-letniego rekordu Kasprzyk byłoby czymś wspaniałym i za to mocno trzymamy kciuki.

fot. Tomasz Kasjaniuk

Na tym samym dystansie, ale w biegu przez płotki szczyt europejskiej czołówki będzie atakować także Pia Skrzyszowska. Polka od kilku sezonów należy do najlepszych zawodniczek kontynentu, dwa lata temu w Rzymie była trzecia z wynikiem 12.42. W 2026 roku szybsza z Europejek od Warszawianki była tylko Holenderka Nadine Visser (12.41). Najlepszy czas sezonu Skrzyszowskiej to 12.44 uzyskany na początku lipca we francuskim Tomblaine.

Umiejętność przygotowania formy na najważniejsze imprezy sezonu to znak rozpoznawczy najlepszej polskiej płotkarki, dlatego o formę podopiecznej Jarosława Skrzyszowskiego się nie obawiam.

Kazimierska z konkretnym celem

Wśród młodszych zawodniczek najwięcej uwagi przyciąga Klaudia Kazimierska. 24-letnia lekkoatletka, która na co dzień mieszka i trenuje w Oregonie szturmem wdziera się do światowej czołówki w biegach na 1500 i 800 metrów. w okresie halowym pobiła dwa rekordy Polski na milę (4:21.36) i na 1500 metrów (4:01.78). W letnim na początku lipca dołożyła jeszcze rekord kraju na milę na stadionie (4:17.90).

fot. Rafał Oleksiewicz

Jej rekord życiowy na 1500 metrów wynosi 3:57.95, padł w ubiegłym roku na mistrzostwach świata w Tokio. W tym sezonie najszybciej Polka pobiegła 3:59.24 podczas mityngu Diamentowej Ligi w Rzymie. Zajęła wtedy drugie miejsce tuż za świetną Amerykanką Nikki Hiltz.

Kazimierska nie ukrywa, iż w Birmingham interesuje ją medal. To już nie jest zawodniczka, której sam awans do finału można uznać za sukces. Po wynikach z ostatnich sezonów ma prawo patrzeć wyżej.

W biegu na 1500 metrów wiele może jednak zależeć od tempa finału. o ile rywalizacja będzie szybka, Polka musi odpowiedzieć na tempo najlepszych. o ile bieg będzie rozgrywany taktycznie, jej mocny finisz może być dużym atutem.

Szymański się przełamie?

Do grona polskich kandydatów należy także Jakub Szymański. 24-letni sprinter na 60 metrów w hali osiągnął już niemal wszystko. Ma na koncie tytuły mistrza Europy (2025) i mistrza świata (2026). Na jego nieszczęście na stadionie rywalizacja odbywa się jednak na 110 metrów przez płotki. To inna konkurencja i inny rozkład akcentów. Przede wszystkim trzeba utrzymać tempo biegu również na dodatkowych 50 metrach.

fot. Paweł Skraba

Szymański w tegorocznych startach na stadionie spisywał się w kratkę, jego najlepszy wynik 13.29 to dopiero jedenasty wynik w europejskich tabelach. Ale mistrzostwa rządzą się swoimi prawami, jeżeli wykorzysta swój potencjał, może liczyć się w walce o medale.

Czy nasi wielcy mistrzowie są zmęczeni?

Polska nie może jednak budować medalowej kalkulacji wyłącznie na młodych zawodnikach.

W Birmingham wystartują Anita Włodarczyk, Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. Wszyscy mają na koncie medale olimpijskie i mistrzostw świata. Umówmy się jednak, iż wszyscy są już jednak w schyłkowym etapie kariery.

Największy powód do optymizmu daje Fajdek. W tym sezonie ponownie przekroczył granicę 82 metrów, osiągając najlepszy wynik od kilku lat. o ile w Birmingham wróci do poziomu, który przez lata pozwalał mu dominować w Europie, medal jest w jego zasięgu.

Nowicki pozostaje natomiast jednym z najbardziej doświadczonych polskich młociarzy. Jego forma jest trudniejsza do przewidzenia, w tym roku najdalej rzucił 75.27 m. Jednak skreślanie zawodnika z takim dorobkiem byłoby przedwczesne, tym bardziej, iż do Birmingham przyleciał jako obrońca tytułu mistrza Europy.

Od rekordu świata Włodarczyk 82.98 m w tym roku mija 10 lat, ale mimo 41 lat Włodarczyk wciąż potrafi rzucać daleko. W tym sezonie przekroczyła 75 metrów. To wynik, który przy odpowiednim przebiegu konkursu może dać miejsce na podium.

Forma Żodzik pod znakiem zapytania

Do medalowej układanki trzeba było dopisać również Marię Żodzik, wicemistrzynię świata z Tokio. Polska skoczkini wzwyż doznała jednak urazu po upadku podczas zawodów Diamentowej Ligi w Londynie i jej przygotowania do mistrzostw zostały zakłócone. A szkoda, bo podczas zawodów w stolicy Wielkiej Brytanii spisywała się świetnie, skoczyła 1.96 m, tylko centymetr niżej od swojego rekordu sezonu z Poznania.

fot. Paweł Skraba

To poważny problem, bo w skoku wzwyż sama forma fizyczna nie wystarczy. Potrzebny jest regularny trening techniczny, którego, jak poinformował Chmara, zawodniczka w ostatnim czasie nie mogła wykonywać w normalnym zakresie.

Jeżeli Żodzik zdąży wrócić do pełnego treningu przed konkursem, jej nazwisko przez cały czas należy brać pod uwagę przy medalowych typach. o ile nie, jedna z polskich szans może zniknąć jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji.

To ile będzie medali dla Polski?

Kiedy zestawi się wszystkie te nazwiska, siedem–dziewięć szans medalowych, o których mówi szef PZLA rzeczywiście przestaje wyglądać jak liczba wyjęta z kapelusza. No bo policzmy sami: Bukowiecka, Swoboda, Skrzyszowska, Kazimierska, Szymański, Fajdek, Włodarczyk, Nowicki, Żodzik – to szeroka grupa dziewięcioro zawodników, którzy realnie mogą myśleć o podium. A może ktoś jeszcze błyśnie formą i sprawi medalową niespodziankę?

Pamiętajmy jednak, iż lekkoatletyka jest bezlitosna. Czasem o miejscu na podium decydują setne części sekundy, centymetry albo jeden nieudany skok. Dlatego siedem–dziewięć szans nie oznacza siedmiu–dziewięciu medali.

Może ich być trzy. Może pięć. Gdybym sam miał obstawiać, wskazałbym sześć. o ile jednak Polacy wykorzystają większość swoich najmocniejszych kart, wynik może być naprawdę dobry.

Reprezentacja w budowie

Sebastian Chmara w wywiadach prasowych często powtarza o potrzebie odbudowy polskiej lekkoatletyki. Dziewięć medali olimpijskich z Tokio było wynikiem wyjątkowym. Później przyszły znacznie słabsze występy na igrzyskach w Paryżu i mistrzostwach świata w Tokio. Nie ma jednak powodu, by po jednym słabszym okresie ogłaszać kryzys całej dyscypliny.

Polska przez cały czas ma mistrzynię Europy na 400 metrów, sprinterkę stojącą u progu historycznego rekordu, jedną z najlepszych płotkarek kontynentu, zawodniczkę walczącą o medal na 1500 metrów i kilku mistrzów, którzy mimo wieku wciąż potrafią rywalizować z najlepszymi.

Problemem jest szerokość tego grona. I właśnie dlatego Birmingham będzie tak ważne. Nie tylko pokaże, ile medali Polska zdobędzie w 2026 roku. Przekonamy się także, czy zawodnicy tacy jak Klaudia Kazimierska czy Jakub Szymański są już gotowi przejąć odpowiedzialność za reprezentację.

Mistrzostwa Europy w Birmingham rozpoczną się 10 sierpnia i potrwają do 16 sierpnia.

Autor: Marcin Dulnik

fot. w nagłówku Tomasz Kasjaniuk

Idź do oryginalnego materiału