Semirunnij wrócił z igrzysk i od razu ogłosił, iż czeka go ważna zmiana

2 godzin temu
Władimir Semirunnij został jednym z bohaterów olimpijskiej reprezentacji Polski, kiedy zdobył srebrny medal w biegu na 10 000 metrów w łyżwiarstwie szybkim. Po powrocie do Warszawy sportowiec pochodzący z Rosji przyznał się, iż w jego dokumentach nastąpi ważna zmiana.
Semirunnij był jednym z trzech reprezentantów Polski, którym w Mediolanie i Cortinie udało się stanąć na podium. Dokonał tego na swoim koronnym dystansie 10 000 metrów, na którym został wicemistrzem olimpijskim. Poza nim medale zdobywali tylko skoczkowie: Kacper Tomasiak (srebro na skoczni normalnej, brąz na dużej i srebro w konkursie duetów) oraz Paweł Wąsek (srebro w duetach wraz z Tomasiakiem).

REKLAMA







Zobacz wideo Największy pechowiec igrzysk. Wszystko zaczęło się 20 lat temu w markecie [Reportaż]



Semirunnija czeka ważna zmiana. "Nazwisko zostało źle przetłumaczone"
w tej chwili można żartować, iż większą trudność niż wywalczenie samemu zainteresowanemu srebrnego medalu, sprawiało wymówienie i zapisanie jego nazwiska przez kibiców oraz przedstawicieli mediów. Spolszczona wersja brzmi Władimir Semirunnij. ale jak opisuje "Przegląd Sportowy" Onet, w dokumentach widnieje zapis Vladimir Siemirunnii. Dlatego 23-latek zdecydował się na zmianę.


- Chciałbym zaktualizować zapis moich danych w dokumentach. Dziennikarze często mają z tym problem, bo moje imię i nazwisko zostało źle przetłumaczone z cyrylicy rosyjskiej. Żeby nie było już wątpliwości: Siemirunni to adekwatne brzmienie mojego nazwiska - powiedział.


Zawodnik do Polski trafił po tym, jak w 2023 roku postanowił uciec z rodzinnego Jekaterynburga, miasta położonego na Syberii.
- Jak ktoś mówi przy mnie, iż przy -10 st, C jest zimno, mnie to bardzo śmieszy. Bo jako dziecko w Jekaterynburgu na otwartym stadionie trenowałem przy -30 st. C. [...] Przy takim mrozie jak -30 st. C najważniejsze jest, żeby dobrze się ubrać. A przede wszystkim założyć trzy rękawiczki, dwie na ręce i jedną, no, wiecie na co. I tak jeździliśmy - opowiadał Radosławowi Leniarskiemu, dziennikarzowi Sport.pl.



23-latek trafił do Tomaszowa Mazowieckiego, miasta, które uchodzi za polską stolicę łyżwiarstwa szybkiego. Błyskawicznie zżył się z drużyną naszych panczenistów, a Konrada Niedźwiedzkiego nazywa choćby swoim polskim ojcem. Podczas ceremonii zamknięcia igrzysk olimpijskich Semirunnij dostąpił zaszczytu bycia chorążym reprezentacji Polski.
Idź do oryginalnego materiału