Carlos Sainz przyznaje, iż nie jest zdziwiony tym, jak Liam Lawson został potraktowany w Red Bullu. Hiszpan nie żałuje, iż nie jest parterem Maxa Verstappena.
Sytuacją w Red Bullu żyje cały świat Formuły 1. Trudno przed Grand Prix Japonii znaleźć teksty dotyczące innej ekipy. I choć wiem, iż możecie być już nieco znudzeni tym tematem, to myślę, iż warto przytoczyć zdanie Carlosa Sainza, który przez kilka lat był w akademii Red Bulla.
Hiszpan zadebiutował w Formule 1 w 2015 roku i jeździł niemal 3 sezony w Scuderii Toto Rosso. Nigdy nie doczekał się przejścia do głównej ekipy, w przeciwieństwie do Maxa Verstappena, który już po półtora sezonu wszedł do Red Bulla.
Pytany o swoje zdanie na temat zamiany kierowców pomiędzy RB a Red Bullem po zaledwie dwóch wyścigach sezonu, Sainz zdaje się korzystać z własnych doświadczeń.
“Myślę, iż to nic nowego. To po prostu Red Bull i ich sposób zarządzania. Tak to się odbywa w Red Bullu. Widzieliśmy to w ostatnich 10 latach w Formule 1, czy od kiedy ja tu jestem. Jednego dnia dostajesz szansę, a następnego, o ile nie zrobisz czegoś dokładnie tak, jak się od ciebie oczekuje, jesteś degradowany” – mówi kierowca.
Przed sezonem 2025 plotkowało się, iż wobec zwolnienia z Ferrari, Carlos może trafić właśnie do Red Bulla – za Sergio Pereza. Ta opcja nie była jednak raczej rozważana, a Sainz cieszy się, iż do tego nie doszło.
“Wszyscy mówią, iż bycie partnerem Maxa w aucie, które on tak dobrze zna, jest najtrudniejszą pracą w Formule 1. o ile tak, to dobrze dla mnie, ale jednocześnie nie obchodzi mnie to, ponieważ jestem w tym miejscu, w którym chcę teraz być i które jest dobre dla mojej przyszłości” – dodaje Hiszpan.
Na podstawie: racefans.net
fot. Williams