Czarny sport w żałobie. Odszedł Jerzy Gryt, jedna z absolutnych legend rybnickiego żużla, człowiek, który złotymi zgłoskami zapisał się w historii ROW-u Rybnik. Informacja o jego śmierci dotarła do kibiców w środowy poranek, wywołując ogromny smutek w całym środowisku. Były świetny zawodnik i utytułowany szkoleniowiec zmarł w wieku 83 lat. Wychował całe pokolenia rybnickich jeźdźców, a jego serce do samego końca biło dla ekipy z Górnego Śląska.
Jerzy Gryt zapisał najwspanialsze karty w historii rybnickiego speedwaya w czasach, gdy tamtejszy klub seryjnie kolekcjonował tytuły Drużynowego Mistrza Polski. Na torze dał się poznać jako bezkompromisowy wojownik, który nigdy nie odpuszczał, a dla kolorów ROW-u był gotów zostawić na owalu zdrowie i serce. Kibice ze Śląska kochali go za niezwykle widowiskową jazdę i bezgraniczną lojalność wobec klubu, z którym świętował największe sukcesy w złotej erze rybnickiego żużla.
To właśnie pod jego wodzą rybniccy żużlowcy sięgnęli po ostatni w historii klubu złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski w 1972 roku. Prawdziwy kunszt i oddanie dyscyplinie Jerzy Gryt pokazał jednak także po odwieszeniu kevlaru na kołek. Jako trener poprowadził ROW do ostatniego medalu w lidze – srebrnego za rok 1990.
Rybnik stracił człowieka, który dla czarnego sportu żył i oddychał. Jerzy Gryt do ostatnich dni mocno interesował się losem swojej ukochanej drużyny, a jego rady i ogromne doświadczenie były bezcenne dla kolejnych pokoleń działaczy oraz zawodników startujących z okiem lwa na plastronie. Cześć Jego pamięci.
















