Choć Joseph Nye nie wymyślił pojęcia "soft power", to właśnie ten amerykański politolog uważany jest za myśliciela, który najpełniej rozwinął to, na czym owa miękka siła polega. Według niego kraje, które taką mocą dysponują, mogą uzyskiwać od innych to, czego chcą nie przez przymus, ale przez "uwodzenie".
REKLAMA
Zobacz wideo
"Miękka siła" demokracji miała uwodzić resztę świata
"Kraj może osiągnąć oczekiwane rezultaty w polityce światowej, gdy inne kraje - podziwiając jego wartości, naśladując jego przykład, dążąc do jej poziomu dobrobytu i otwartości - chcą podążać jego śladem. W tym sensie ważne jest wyznaczanie agendy i przyciąganie innych do światowej polityki, a nie tylko wymuszanie zmian groźbami siły militarnej lub sankcji gospodarczych. Ta miękka siła - sprawienie, by inni chcieli rezultatów, których ty chcesz - kooptuje ludzi, zamiast ich zmuszać" - pisał Nye.
"Uwodzenie jest zawsze skuteczniejsze niż przymus, a wiele wartości, takich jak demokracja, prawa człowieka i indywidualne możliwości, jest głęboko kusząca" - to inny charakterystyczny dla tego neoliberalnego myśliciela fragment.
Nye, który zmarł w 2025 roku, współpracował z administracją prezydentów z Partii Demokratycznej: Billa Clintona i Baracka Obamy. Pierwszą pracę o soft power wydał w 1990 r. Wtedy, gdy żelazna kurtyna przestała dzielić Europę, a narody tzw. demokracji ludowych jeden po drugim organizowały wolne wybory i zaprowadzały demokrację bezprzymiotnikową, mogło się wydawać, iż Nye miał rację. Ostatecznie przewrót dokonał się niemal bezkrwawo, a Polacy, Czesi, a choćby Rosjanie chcieli, żeby u nich było tak, jak na Zachodzie.
choćby w Chinach sport miał budować demokrację
W koncepcji soft power bardzo istotną rolę pełni sport. Obok kultury i turystyki jest tym, co może "uwodzić" inne narody. Szczególnie ważna jest w tym wypadku organizacja wielkich imprez sportowych, takich jak piłkarskie mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. W ten sposób w Barcelonie w 1992 roku swoją soft power budowała Hiszpania. Wielka Brytania zyskała na igrzyskach w Londynie nie tylko prestiżowo, ale także finansowo, organizując przy okazji biznesowe spotkania, które zaowocowały 5,9 miliardem funtów w nowych kontraktach dla brytyjskich firm. Niemcy użyli mundialu 2006 jako kurtyny, który odgrodził ich od wizerunku państwa, które wywołało dwie wojny światowe i dopuściło się ludobójstwa.
Igrzyska olimpijskie i piłkarskie mistrzostwa świata były też ważnym elementem budowania międzynarodowego prestiżu dla Korei Południowej i Japonii i ich krajowych firm.
Przekonanie o sile sportu było już tak wielkie, iż pojawiły się głosy, iż igrzyska i mistrzostwa świata mogą przyczyniać się do zmian politycznych. Jak w Korei Południowej, która na rok przed igrzyskami w Seulu w 1988 skończyła z dyktaturą i przeprowadziła pierwsze od 16 lat wolne wybory prezydenckie. Albo w Republice Południowej Afryki, gdy Puchar Świata w rugby przyczynił się do narodowego pojednania po latach apartheidu. choćby przyznanie igrzysk olimpijskich Chinom w 2008 roku uznano za krok ku demokratyzacji największej autokracji na świecie.
Chiny zdobyły igrzyska i się zaczęło
Tymczasem hegemonia kulturowa Zachodu połączona z neoliberalną doktryną ekonomiczną przestała uwodzić swoją miękką siłą, gdy okazało się, iż na arenie międzynarodowej i w ramach społeczeństw poszczególnych państw doprowadza do coraz większego rozwarstwienia i nierówności.
Sport, a zwłaszcza piłka nożna, doskonale wpisała się w ten proces. W ciągu zaledwie 10-15 lat powstała grupa kilkunastu potwornie bogatych klubów w pięciu najbogatszych krajach Europy, która dosłownie wysysa z reszty świata najlepszych zawodników, trenerów, zainteresowanie kibiców, a co za tym idzie - pieniądze z transmisji telewizyjnych. Dyscyplina sportu, która uchodzi wśród jej kibiców za najbardziej egalitarną na świecie, stała się areną niekwestionowanej dominacji wąskiego grona najbogatszych.
Wspomniane wyżej powierzenie igrzysk olimpijskich Chinom nie miało więc już nic wspólnego z szerzoną przez Nye'a teorią kooptacji. To już był zwiastun nowych czasów - co zauważyli Jonathan Grix i Donna Lee w swojej publikacji w 2013 r. - gdy państwa wschodzące też zaczęły sięgać po miękką siłę. Jednak w ich przypadku nie chodziło o uwodzenie innych państw swoim modelem życia, ale bardziej o budowanie regionalnych przewag: jak w przypadku RPA (mundial w 2010 r.), czy Brazylii (mundial w 2014 i igrzyska w 2016), czy też o umocnienie władzy i konsolidację społeczną w swoim kraju, jeżeli chodzi o Chiny (igrzyska w 2008) czy Rosję.
To już się dzieje. Chiny i Arabia Saudyjska dokonują wrogiego przejęcia
Inny politolog, Christopher Walker, tak zdiagnozował przełom, z którym mamy dziś do czynienia: "W okresie po zimnej wojnie demokracje prowadziły strategiczną współpracę z państwami autorytarnymi, wierząc, iż takie podejście przyniesie obopólne korzyści i doprowadzi do reform politycznych w autokracjach. Zamiast tego reżimy autorytarne odwróciły sytuację wobec demokracji. Wykorzystując globalizację i możliwości integracji z Zachodem, państwa autorytarne postanowiły podważyć te instytucje międzynarodowe, które je przyjęły, stosując złowrogie przejęcie 'miękkiej siły'".
Sport stał się użytecznym narzędziem tego "złowrogiego przejęcia", o którym pisze Walker. Śladem Chin w organizacji wielkich sportowych imprez podążyła najpierw Rosja, a potem Katar i Arabia Saudyjska. Simon Darnell z Uniwersytetu Toronto uważa, iż powrót sportu do szerzenia idei pokoju i demokracji mógłby nastąpić, gdyby "organizacje sportowe były gotowe i zdolne zawiesić swoje interesy finansowe i brandingowe". Patrząc jak Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej oraz najbogatsze piłkarskie ligi i kluby świata dążą do maksymalizacji swoich zysków, można dostrzec, jak bardzo ulotny jest pomysł o "zawieszeniu swojego interesu finansowego".
Najlepszym tego przykładem jest ostatni Superpuchar Hiszpanii, który został rozegrany po raz szósty w Arabii Saudyjskiej. 40 mln euro, które autokratyczny reżim co rok przelewa na konto hiszpańskiej federacji, skutecznie wyciszyły kontrowersje. Inaki Williams z Athletic Bilbao nazwał co prawda granie w Dżuddzie "gównem", ale miał na myśli, iż kibiców jego klubu nie stać na wyjazd do Arabii. - Szkoda, iż tak piękny mecz rozegrano tak daleko, bo myślę, iż gdyby był bliżej, stadion byłby pełen naszych fanów - dopowiedział, precyzując, co miał na myśli.
Budowanie swoimi występami "miękkiej siły" despotycznej monarchii już wszystkim spowszedniało.

2 godzin temu













