Prezes Śląska: o ile pieniądze są z miasta, to każdy krytykuje

2 godzin temu

Remigiusz Jezierski na początku roku objął stanowisko prezesa Śląska Wrocław. Do jego pierwszych osiągnięć można zaliczyć pozyskanie dotacji z miasta w kwocie 30 mln zł, która ma pomóc WKS-owi w powrocie do Ekstraklasy. Były piłkarz twierdzi, iż ta forma finansowania klubu piłkarskiego niekoniecznie musi być zła, o ile pieniądze są wydawane w rozsądny sposób.

Pierwsze dni kadencji nowego prezesa to fala potężnej krytyki, która wylała się na Śląsk, a adekwatnie bardziej na jego właściciela, czyli miasto Wrocław, po tym, jak samorządowcy zdecydowali się przekazać ogromną kwotę publicznych pieniędzy na wsparcie klubu. Rola Jezierskiego była taka, iż przedstawił prognozę finansową, która miała uzasadniać dotację w tej właśnie wysokości. Prognozę opartą na raczej luźnych szacunkach, która niekoniecznie przekonała opinię publiczną, iż warto przekazać 30 milionów zł na konto pierwszoligowca.

Śląsk przedstawił prognozę finansową. Dosadny komentarz Królewskiego

Prezes Śląska: o ile pieniądze są prywatne, to każdy zazdrości, a o ile są z miasta, to każdy krytykuje

Jezierski w rozmowie z Przeglądem Sportowym przyznaje, iż start jego prezesury nie należy do najłatwiejszych.

Myślałem, iż będzie trochę spokojniej, szczerze powiedziawszy. Mam tu na myśli więcej czasu w analizę i zapoznanie się z organizacją. Tymczasem presja jest duża, trochę inna niż ta, do której byłem przyzwyczajony w dziale sportowym – stwierdził nowy szef Śląska.

Śląsk Wrocław i krótkie studium miejskich kroplówek

Podkreślił też, iż nie zaskoczyło go poruszenie, jakie wywołało przekazanie Śląskowi wspominanego wsparcia finansowego. Wskazał natomiast, iż są kraje, w których kluby piłkarskie również są publiczne i nie jest to nic złego.

Raczej nie, bo wiem, iż nastawienie wszystkich do takich akcji jest niezmienne. Ja wcześniej stałem z boku, więc miałem do tego neutralny stosunek. Teraz, gdy jestem w środku, mam swoje przemyślenia na ten temat, trochę przeanalizowałem, jak to wygląda w innych miastach, a choćby krajach. Na przykład w Norwegii żadnego prywatnego klubu nie ma i to normalna sytuacja, pod warunkiem normalnego układu partnerskiego i zdrowych relacji budżetowych. U nas te proporcje są zachwiane, a informacje nie są może wystarczająco dobrze przekazywane do radnych, by ten hejt wylewał się mniej – uważa prezes WKS-u.

30 baniek od Wrocławia dla Śląska? Regularna patologia

Zaznaczył też, iż rosnące wsparcie dla klubów z publicznych pieniędzy wynika również z rozwoju całej polskiej piłki.

Generalnie tak jest, patrząc na realia piłkarskie i kwoty, jakie można w nich wydawać. To pokazuje, w którą stronę idzie Polska, gdzie kluby ścigają się cały czas ze sobą w kwestii budżetu. Jesteśmy coraz bardziej konkurencyjnym rynkiem w skali Europy, bo piłkarze patrzą nie tylko na piękne miasta, stadiony i społeczeństwo, ale też poziom piłkarski porównywalny do innych. Tylko my tego nie doceniamy, a teraz jeszcze zarobki stają się lepsze niż w innych krajach. Te wyścigi powodują, iż kluby są obarczone presją. o ile pieniądze są prywatne, to każdy zazdrości, a o ile pieniądze są z miasta, to każdy krytykuje – stwierdził Remigiusz Jezierski.

WIĘCEJ O I LIDZE NA WESZŁO:

  • Wieczysta pobije rekord! Zaplanowano testy medyczne
  • Ruch na Dolnym Śląsku. Czołowy stoper ligi zmienia klub [NEWS]
  • Wisła Kraków kontra Wrexham na 120-lecie. „Chcemy być klubem globalnym”

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału